Aż dziewięciu gości zaprosił Lis do swojego programu. Najpierw czwórka z nich Justyna Steczkowska, Roman Giertych, Ryszard Kalisz i Janusz Czapiński zastanawiała się jak walczyć i czy w ogóle walczyć z chamstwem w internecie. Pretekstem była akcja ABW w domu autora strony antykomor.pl.
Zaczął Lis: - Czy ktoś nie uważa, że ABW posunęła się za daleko? Odpowiedział Giertych: - Reakcja PO wynika z tego, że tolerowała chamskie ataki Palikota na prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Głowa państwa reprezentuje nas wszystkich, jeśli zgadzamy się na to, że ktoś prezentuje grę w której rzuca się w głowę państwa fekaliami, to zgadzamy się by w nas wszystkich fekaliami rzucać - mówił. - Zniewaga prezydenta jest ścigana z urzędu. Odpowiednie organy są od tego, by reagować. I też nie jest prawdą, jak powiedział mój przyjaciel Radek Sikorski, że powinna to robić
policja. Bo to właśnie ABW jest od tego, by ścigać takie przestępstwa - zakończył.
Ryszard Kalisz podszedł do sprawy jak typowy prawnik. Najpierw przywołał dwa konkretne przepisy, które jego zdaniem niepotrzebnie się łączy: zniewagę każdej osoby i zniewagę prezydenta. - W tym drugim przepisie przedmiotem ochrony jest Rzeczpospolita, która jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Przedmiotem obrony jest osoba fizyczna jako taka, tylko prezydent który uosabia majestat RP - wyjaśnił. - Prokurator wykazał się niekompetencją i prokurator też, bo strona antykomor.pl narusza być może dobra Bronisława Komorowskiego, ale nie prezydenta Komorowskiego.
Steczkowska do Giertycha: Życzę powodzenia Lis zwrócił się do Giertycha: - Pan ze swoim przyjacielem Radkiem Sikorskim zdecydowali się walczyć z chamstwem internetowym, są gotowe pozwy. Dlaczego teraz, skoro internet od dawna wygląda tak samo?
- Katalizatorem było orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który stwierdził, że portale internetowe odpowiadają tak samo jak prasa za treść publikowanych komentarzy. Stawia równość między listami do redakcji publikowanymi w prasie drukowanej, a komentarzami w gazetach internetowych - wyjaśnił Giertych.
Justyna Steczkowska stwierdziła, że nie uda się ocenzurować internetu. - Można się starać, bardzo panu gratuluję i życzę sukcesu - zwróciła się do byłego wicepremiera.
Kalisz zwrócił uwagę, że nie chodzi o to, by zakazać wyrażania poglądów. Przywołał przepis z Konstytucji, który to gwarantuje. - To wartość konstytucyjna, ale kończy się ona w pewnym momencie, granicą wolności jest świadome naruszanie dobra osobistego innej osoby, bądź naruszenie prawa, w szczególności prawa karnego. Ta granica jest też różna, dla polityków jest przesunięta bardzo daleko, godzimy się na to, żeby krytyka naszej działalności była bardzo daleko posunięta. Dla osób niepublicznych jest już zawężona - mówił.
ABW strzeliła do wróbla Akcję ABW ostro skrytykował socjolog Czapiński: - To strzelanie z dubeltówki do tomaszowskiego wróbla. To przypomina mi akcję zamykania stadionów dla kibiców, dlatego że gdzieś są burdy. To walka przeciwskuteczna. Jestem absolutnie tego pewien - podkreślił, a Giertychowi przypomniał: - Nie można zapominać, że internet to zglobalizowane medium, jeśli w Polsce nie da się czegoś umieścić, to umieszczą to na innym serwerze, np. w
USA.
Giertych szybko odpowiedział, że nie chce cenzurować internetu, że w pozwach mowa jest o tych komentarzach, w których jest kłamstwo o jego kliencie lub groźba wobec niego. - Agent
CIA, agent Mosadu, zdrajca, albo Radek do gazu, dokończymy to co zaczął Hitler, zagazujemy twoje dzieci - podawał przykłady znieważania Sikorskiego. I dalej tłumaczył: - My mówimy tak: gazeta internetowa nie różni się niczym od gazety papierowej, jeśli zamieszcza komentarze swoich czytelników i bierze za to pieniądze, to powinna zatrudnić pracownika, który odcedzi to.
- Pochwalam to działanie, ale niestety w Polsce są równi i równiejsi - stwierdził Czapiński. I opowiedział, że sam też złożył zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez internautę, który groził mu wielokrotną śmiercią. - Sprawa została wyrzucona do kosza - mówił. Ale Giertych wszedł mu w słowo: - Złą kancelarię pan wybrał - zażartował. Czapiński ciągnął dalej: - Nawet IP nie ustalono. Dlatego jeśli walka, to nie z fajerwerkami. Są indywidualni winni, ich trzeba ścigać i karać. Przecież człowiek z Tomaszowa rok temu założył portal. I nikt się go nie czepiał. Po roku zauważono dopiero. Dlaczego? Państwo jest nierychliwe - pytał retorycznie.
Szanowny panie ministrze, drogi Bartku W drugiej części programu temperatura się podniosła, bo temat dla polityków był kontrowersyjny: projekt ustawy
SLD legalizujący związki nieformalne. Goście Lisa, nie zaskoczyli: Katarzyna Piekarska z SLD, Beata Kempa z PiS, Tomasz Terlikowski z Frondy, Krystian Legierski z Grupy Inicjatywnej i Bartosz Arłukowicz, od niedawna minister ds. wykluczonych.
- Minister popiera te rozwiązania czy nie - Lis zapytał Arłukowicza.
- Uważam, że Polska wcześniej czy później stanie przed problemem równości praw ludzi żyjących w nieformalnych związkach - zaczął na około. Ale Lis go przystopował: - Pan już musi stanąć przed tym problemem.
- Jestem zwolennikiem tych rozwiązań i mówię to nie tylko jako polityk, ale jako lekarz, który wielokrotnie miał do czynienia z sytuacjami, gdy nagła śmierć uniemożliwiała skuteczne działania prawne takich osób - mówił.
- Myśli pan, że w dobrym rządzie się znalazł, by forsować takie rozwiązania? - Lis próbował go zaczepić, ale Arłukowicz nie dał się sprowokować. - Musimy o tym mówić, dyskusja powinna się toczyć. Nie wiem tylko czy te dyskusje powinny toczyć się tuż przed wyborami, martwię się, że to się może upolitycznić.
Odpowiedziała mu Katarzyna Piekarska. Z ironicznym uśmiechem zaczęła: - Szanowny panie ministrze, drogi Bartku debata toczy się od ośmiu lat, trzeba zmierzać do konkluzji. Jeśli mamy o tym rozmawiać to kiedy jest czas na debatę? Może zapiszmy, że pół roku przed wyborami parlament nic nie robi, a posłowie zajmują się tylko kampanią wyborczą. Nigdy na tego rodzaju sprawy nie jest dobry moment - uznała. Legierski dodał, że dwa lata temu Grupa Inicjatywna napisała do polityków z prośbą, by zaczęli z nimi dyskusję i prace nad projektem ustawy. Odpowiedziały tylko dwa kluby. SLD, że chętnie. A PiS, że nie, ale z założeniami ustawy chętnie się zapozna. - Platforma nawet nie raczyła nam odpowiedzieć - wytknął Legierski.