Gdzie są augustowskie ofiary?
24.05.2011
, aktualizacja: 23.05.2011 20:59
Obława augustowska była największą zbrodnią Sowietów na obywatelach polskich po zakończeniu II wojny światowej. Na próżno szukać wzmianki o tym w podręcznikach czy encyklopediach. Do dziś nie wiadomo, gdzie spoczywają szczątki zaginionych podczas obławy
W lipcu 1945 r. oddziały Armii Czerwonej wspomagane przez UBP i MO przeprowadziły wielką akcję pacyfikacyjną obejmującą tereny Puszczy Augustowskiej i jej okolic. Przetrząsały lasy i wsie, aresztując podejrzanych o kontakty z partyzantką niepodległościową. Zatrzymano kilka tysięcy osób. Część z nich po brutalnych przesłuchaniach wróciła do domu. Około 600 osób wywieziono w nieznanym kierunku. Wszelki ślad po nich zaginął. Wśród nich - co najmniej 27 kobiet (niektóre w ciąży) i 15 osób poniżej 18 lat. Zdarzały się rodziny, w których zaginęło po kilka osób (np. trzech braci, matka i dwie córki, ojciec i dwie córki).
W jakich okolicznościach byli zatrzymywani? W domu, w pracy, na drodze, w polu. W Jaziewie zwołano zebranie wiejskie, po czym aresztowano jego uczestników.
- Nie znamy liczby zatrzymanych. Według źródeł rosyjskich było to około 7 tys. osób. Po kilku etapach filtracji wyselekcjonowano 500-600 osób uznanych za członków polskiego podziemia lub jego współpracowników. Do dziś nie wiemy, co się z nimi stało - mówił "Gazecie" Jan Milewski, historyk z białostockiego IPN.
Aresztowania trwały od 12 do 28 lipca. Nadzieja bliskich, że zatrzymani wrócą, tliła się do 1956 r. Wówczas z zesłania wracały ostatnie osoby. Nie było wśród nich ani jednej osoby zatrzymanej podczas obławy augustowskiej. Rozpoczęły się poszukiwania mogił czy szczątków.
Rodziny i pracodawcy szukają
- Najpierw zaczęły szukać bliskich rodziny, a zakłady pracy - upominać się o pracowników. Wkrótce intensywne starania podjęły władze samorządowe najniższego szczebla. Szczególnie aktywna była rada gminy i wójt w Gibach (w tej gminie zaginęło około 90 osób), skąd pisano do starostwa i województwa, później do premiera, wysłano też specjalną delegację do Bieruta, a nawet do Stalina i ONZ - opowiadał Milewski.
I dalej: - Pisały różne osoby. Sporadycznie zawiadamiano o zaginięciu prokuraturę, ale najczęściej usiłowano poszukiwać przez Polski Czerwony Krzyż. Nie przynosiło to żadnych rezultatów, ale wierzono, że zaginieni żyją. Wiele rodzin pozbawionych ojców, dorosłych mężczyzn, często jedynych żywicieli, było w dramatycznej sytuacji materialnej. Nie otrzymały znikąd pomocy. Kiedy żona Aleksandra Warakomskiego z Leszczewka, matka trojga dzieci, w tym córki urodzonej po aresztowaniu męża, zgłosiła się do komitetu pomocy społecznej w Suwałkach i opowiedziała, co stało się z mężem, otrzymała radę: "To niech pani lepiej idzie stąd i nikomu nie mówi". Tak więc większość rodzin nie tylko przestała upominać się o bliskich, ale wręcz zaczęła zatajać rodzinną tragedię.
Przełom nastąpił w roku 1987. Członek rodziny, w której zginęło trzech braci i ojczym, poinformował organa ścigania, że przyśniła mu się zbiorowa mogiła, że trzeba sprawdzić miejsce, gdzie mogą być szczątki.
- Oczywiście była to forma chronienia samego siebie, nie chciał być oskarżony. Wskazał miejsce - uroczysko przy drodze Giby - Rygol. Pod naciskiem opinii publicznej przeprowadzono ekshumację. Okazało się, że to szczątki żołnierzy Wehrmachtu. Ponoć niedaleko był niemiecki szpital polowy - mówi Jan Milewski.
IPN bada od 11 lat
Kolejna ekshumacja miała miejsce już w wolnej Polsce. Wbrew oczekiwaniom rodzin ofiar potwierdziła ona wyniki pierwszej. Po 1989 r. wszczęto śledztwo. Rozpoczęła je prokuratura w Suwałkach, później włączyła się Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich i Instytut Pamięci Narodowej.
- Śledztwo od samego początku było prowadzone nieudolnie. W 1995 r. prokuratura wojskowa w Rosji na zapytanie Polaków odpowiedziała: W rękach sowieckich znalazło się 590 obywateli Polski. Tylu zostało aresztowanych. W stosunku do 579 osób wytoczono sprawy karne, ale nie wiadomo, co się z nimi stało. Jeżeli dostaliśmy taką informację, było to już stuprocentowe potwierdzenie, że ci ludzie byli w rękach sowieckich. W tym momencie śledztwo wstrzymano. Do tej pory nie wiadomo, gdzie są groby tych osób, nikt nie zrobił nic, aby wyjaśnić okoliczności tej zbrodni - twierdzi Milewski.
IPN bada sprawę od 11 lat. W kraju archiwiści IPN zebrali już wszelkie dostępne materiały i doszli do ściany - możliwość śledztwa na terenie Polski już się wyczerpała. Od lat podlascy historycy zwracają uwagę, że wyjaśnienie zbrodni nie jest możliwe bez interwencji politycznej i to na najwyższym szczeblu. Dwa lata temu prokuratorzy IPN wysłali do Rosji kolejną prośbę o pomoc prawną. I kolejna pozostała bez odpowiedzi.
Prezydenci o tym nie rozmawiają
Instytut wydał dwie książki poświęcone obławie. Jedna opowiada o zaginionych, druga to wybór odnalezionych w śledztwie źródeł.
Autorką pierwszej jest Alicja Maciejowska, opozycjonistka, dziennikarka radiowa, członek Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 r., która od lat usiłowała rozwikłać tajemnicę zbrodni. Pojechała do rodzin zaginionych i przez wiele lat spisywała poszczególne historie. Powstała książka "Przerwane życiorysy" zawierająca biogramy osób zaginionych.
Rodziny zaginionych i historycy wielkie nadzieje pokładali w ubiegłorocznym spotkaniu prezydentów Bronisława Komorowskiego i Dmitrija Miedwiediewa. Oczekiwano odpowiedzi, czy strona rosyjska zadeklaruje współpracę. Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta RP na pytania "Gazety" odpowiedziało: "Tematyka tzw. Obławy Augustowskiej nie była przedmiotem rozmów prezydenta Bronisława Komorowskiego z prezydentem Federacji Rosyjskiej Dmitrijem Miedwiediewem. Polska Grupa ds. Trudnych zapowiada podjęcie tego tematu ze stroną rosyjską w najbliższym czasie. Informujemy jednocześnie, że prezydent Bronisław Komorowski opowiada się za kontynuowaniem procesu wyjaśniania trudnych kwestii z historii relacji polsko-rosyjskich w duchu poszanowania prawdy i wzajemnego zrozumienia".
W jakich okolicznościach byli zatrzymywani? W domu, w pracy, na drodze, w polu. W Jaziewie zwołano zebranie wiejskie, po czym aresztowano jego uczestników.
- Nie znamy liczby zatrzymanych. Według źródeł rosyjskich było to około 7 tys. osób. Po kilku etapach filtracji wyselekcjonowano 500-600 osób uznanych za członków polskiego podziemia lub jego współpracowników. Do dziś nie wiemy, co się z nimi stało - mówił "Gazecie" Jan Milewski, historyk z białostockiego IPN.
Aresztowania trwały od 12 do 28 lipca. Nadzieja bliskich, że zatrzymani wrócą, tliła się do 1956 r. Wówczas z zesłania wracały ostatnie osoby. Nie było wśród nich ani jednej osoby zatrzymanej podczas obławy augustowskiej. Rozpoczęły się poszukiwania mogił czy szczątków.
Rodziny i pracodawcy szukają
- Najpierw zaczęły szukać bliskich rodziny, a zakłady pracy - upominać się o pracowników. Wkrótce intensywne starania podjęły władze samorządowe najniższego szczebla. Szczególnie aktywna była rada gminy i wójt w Gibach (w tej gminie zaginęło około 90 osób), skąd pisano do starostwa i województwa, później do premiera, wysłano też specjalną delegację do Bieruta, a nawet do Stalina i ONZ - opowiadał Milewski.
I dalej: - Pisały różne osoby. Sporadycznie zawiadamiano o zaginięciu prokuraturę, ale najczęściej usiłowano poszukiwać przez Polski Czerwony Krzyż. Nie przynosiło to żadnych rezultatów, ale wierzono, że zaginieni żyją. Wiele rodzin pozbawionych ojców, dorosłych mężczyzn, często jedynych żywicieli, było w dramatycznej sytuacji materialnej. Nie otrzymały znikąd pomocy. Kiedy żona Aleksandra Warakomskiego z Leszczewka, matka trojga dzieci, w tym córki urodzonej po aresztowaniu męża, zgłosiła się do komitetu pomocy społecznej w Suwałkach i opowiedziała, co stało się z mężem, otrzymała radę: "To niech pani lepiej idzie stąd i nikomu nie mówi". Tak więc większość rodzin nie tylko przestała upominać się o bliskich, ale wręcz zaczęła zatajać rodzinną tragedię.
Przełom nastąpił w roku 1987. Członek rodziny, w której zginęło trzech braci i ojczym, poinformował organa ścigania, że przyśniła mu się zbiorowa mogiła, że trzeba sprawdzić miejsce, gdzie mogą być szczątki.
- Oczywiście była to forma chronienia samego siebie, nie chciał być oskarżony. Wskazał miejsce - uroczysko przy drodze Giby - Rygol. Pod naciskiem opinii publicznej przeprowadzono ekshumację. Okazało się, że to szczątki żołnierzy Wehrmachtu. Ponoć niedaleko był niemiecki szpital polowy - mówi Jan Milewski.
IPN bada od 11 lat
Kolejna ekshumacja miała miejsce już w wolnej Polsce. Wbrew oczekiwaniom rodzin ofiar potwierdziła ona wyniki pierwszej. Po 1989 r. wszczęto śledztwo. Rozpoczęła je prokuratura w Suwałkach, później włączyła się Główna Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich i Instytut Pamięci Narodowej.
- Śledztwo od samego początku było prowadzone nieudolnie. W 1995 r. prokuratura wojskowa w Rosji na zapytanie Polaków odpowiedziała: W rękach sowieckich znalazło się 590 obywateli Polski. Tylu zostało aresztowanych. W stosunku do 579 osób wytoczono sprawy karne, ale nie wiadomo, co się z nimi stało. Jeżeli dostaliśmy taką informację, było to już stuprocentowe potwierdzenie, że ci ludzie byli w rękach sowieckich. W tym momencie śledztwo wstrzymano. Do tej pory nie wiadomo, gdzie są groby tych osób, nikt nie zrobił nic, aby wyjaśnić okoliczności tej zbrodni - twierdzi Milewski.
IPN bada sprawę od 11 lat. W kraju archiwiści IPN zebrali już wszelkie dostępne materiały i doszli do ściany - możliwość śledztwa na terenie Polski już się wyczerpała. Od lat podlascy historycy zwracają uwagę, że wyjaśnienie zbrodni nie jest możliwe bez interwencji politycznej i to na najwyższym szczeblu. Dwa lata temu prokuratorzy IPN wysłali do Rosji kolejną prośbę o pomoc prawną. I kolejna pozostała bez odpowiedzi.
Prezydenci o tym nie rozmawiają
Instytut wydał dwie książki poświęcone obławie. Jedna opowiada o zaginionych, druga to wybór odnalezionych w śledztwie źródeł.
Autorką pierwszej jest Alicja Maciejowska, opozycjonistka, dziennikarka radiowa, członek Obywatelskiego Komitetu Poszukiwań Mieszkańców Suwalszczyzny Zaginionych w Lipcu 1945 r., która od lat usiłowała rozwikłać tajemnicę zbrodni. Pojechała do rodzin zaginionych i przez wiele lat spisywała poszczególne historie. Powstała książka "Przerwane życiorysy" zawierająca biogramy osób zaginionych.
Rodziny zaginionych i historycy wielkie nadzieje pokładali w ubiegłorocznym spotkaniu prezydentów Bronisława Komorowskiego i Dmitrija Miedwiediewa. Oczekiwano odpowiedzi, czy strona rosyjska zadeklaruje współpracę. Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta RP na pytania "Gazety" odpowiedziało: "Tematyka tzw. Obławy Augustowskiej nie była przedmiotem rozmów prezydenta Bronisława Komorowskiego z prezydentem Federacji Rosyjskiej Dmitrijem Miedwiediewem. Polska Grupa ds. Trudnych zapowiada podjęcie tego tematu ze stroną rosyjską w najbliższym czasie. Informujemy jednocześnie, że prezydent Bronisław Komorowski opowiada się za kontynuowaniem procesu wyjaśniania trudnych kwestii z historii relacji polsko-rosyjskich w duchu poszanowania prawdy i wzajemnego zrozumienia".
Skomentuj:
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX















![Obława augustowska 1945. IPN zdobył w Moskwie rozkazy rozstrzelania Polaków [ZOBACZ DOKUMENTY]](http://bi.gazeta.pl/im/1/11556/z11556691D.jpg)
