Barack Obama rozpoczął w poniedziałek wizytę w Europie od poszukiwania swych korzeni w irlandzkiej wiosce Moneygall. Choć jest Irlandczykiem tylko w 3,1 proc., takiej okazji nie mógł przepuścić.
Fot. Jose Luis Magana AP
Barack Obama z żoną Michelle machają do dziennikarzy wchodząc na pokład Air...
Fot. POOL Reuters
Barack Obama i pierwsza dama Michelle Obama kosztują guinnessa w pubie w...
Na Starym Kontynencie amerykańskiego prezydenta czeka wiele pilnych spraw. W Wielkiej Brytanii i na szczycie G8 we francuskim kurorcie Deauville będzie rozmawiał o Afryce Północnej i sytuacji w Afganistanie, a w Polsce m.in. o obecności amerykańskich wojsk w naszym kraju.
Wszystko to jednak nie tak pilne sprawy, by najpierw nie wypić guinnessa i nie ściskać dłoni w pubie w Moneygall w środkowej Irlandii. To z tej liczącej 300 mieszkańców miejscowości pochodził praprapradziadek amerykańskiego prezydenta od strony matki Falmouth Kearney. Wyjechał z Irlandii w czasie klęski Wielkiego Głodu w 1850 r., by zostać farmerem w Ohio.
Tak jak on zrobiło wtedy 1,7 mln Irlandczyków, a w następnych pokoleniach - kolejne miliony. Do irlandzkich korzeni przyznaje się 37 mln Amerykanów, którzy stanowią w USA wpływowe lobby. To dlatego każdy amerykański polityk szuka irlandzkich przodków. Wyspę odwiedzili wszyscy prezydenci USA od czasów Johna F. Kennedy'ego, a Bill Clinton nawet trzy razy.
Na przyjazd prezydenta i pierwszej damy Michelle Obamy leżące w hrabstwie Offaly Moneygall przygotowywało się długo. Korespondent brytyjskiego "Independent" żartował, że wymalowano dosłownie wszystko, co się nie ruszało: domy, puby, dwa kościoły - protestancki i katolicki - oraz kilka sklepów. Na cześć amerykańskiego prezydenta powstała kawiarnia Café Obama. Wizytę upamiętnić ma też specjalnie napisana piosenka: "O'Leary, O'Reilly, O'Hare i O'Hara, nikt nie jest bardziej irlandzki niż Barack Obama. Od kamienia z Blarney po zielone wzgórza Tara, nikt nie jest bardziej irlandzki niż Barack Obama". W rzeczywistości portal Ancestry.com wyliczył, że Obama jest irlandzki tylko w 3,1 proc.
W poniedziałek wieczorem prezydent przemawiał w Dublinie. - Jestem Barack Obama z Moneygallskich Obamów - żartował. - Wasze najlepsze dni są przed Wami - pocieszał pogrążony w kryzysie kraj.
Miał spędzić noc w Irlandii, lecz wieczorem odleciał do Wielkiej Brytanii. Nazajutrz mogła mu to bowiem utrudnić zbliżająca się chmura pyłu wulkanicznego znad Irlandii.
Spędzi tu aż trzy dni i przyjmowany będzie z wyjątkowymi honorami: zamieszka w pałacu Buckingham jako gość królowej Elżbiety II i przemówi do połączonych izb parlamentu, co zwykle robi tylko królowa. Tematem rozmów z premierem Davidem Cameronem ma być m.in. operacja w Libii. W czwartek Obama przeleci tuż za kanał La Manche, by w nadmorskim kurorcie Deauville spotkać się z przywódcami grupy najbardziej uprzemysłowionych państw świata G8, gdzie mowa będzie m.in. o Afryce Północnej i sytuacji w Afganistanie. Stamtąd w piątek przyleci do Warszawy na szczyt państw Europy Środkowo-Wschodniej. W sobotę będzie rozmawiał z prezydentem Bronisławem Komorowskim i premierem Donaldem Tuskiem m.in. o amerykańskich żołnierzach, którzy mają stacjonować w Polsce, i o energetyce opartej na gazie łupkowym.