Przewodnicząca Związku Wypędzonych
Erika Steinbach przyjechała w niedzielę do Gdańska. Wieczorem miała umówione spotkanie z mniejszością niemiecką. Poseł
PiS Andrzej Jaworski zapowiedział, że zorganizuje protest przeciwko wizycie, "jeśli pojawią się jakieś prowokacyjne wypowiedzi pani Steinbach". - A na razie wizytę ignorujemy - wyjaśnił.
W sobotę pod konsulatem Niemiec w Gdańsku pikietowało jedynie kilka osób z Ligi Obrony Suwerenności.
Wczoraj Steinbach spotkała się ze Związkiem Mniejszości Niemieckiej w Gdańsku. - Pani Steinbach jest posłem Bundestagu i chcieliśmy jej opowiedzieć o naszej działalności i skąd się tu wzięliśmy - mówi Gerhard Olter, przewodniczący związku. - Po zakończeniu wojny wszystkich Niemców z Gdańska przeznaczono do wywiezienia. Akcja wywożenia pociągami (z wyłączeniem okresów zimowych) trwała do jesieni 1947 r., ale obudzono się, że przydadzą się fachowcy z branży morskiej. Pozwolono więc zostać tym, którzy wypełnili wniosek i deklarację lojalności wobec narodu polskiego. W ten sposób po wojnie pozostało nas tu około sześciu tysięcy - opowiada Olter.
Oficjalny program wizyty na poniedziałek, który otrzymaliśmy z biura Steinbach, zawiera: spacer lub objazd po Rumi - godz. 11, konferencję prasową w hotelu Faltom - 11.30, "odwiedziny miejsca masakry Polaków i Kaszubów w Piaśnicy" - 13.45, spotkanie z mniejszością niemiecką - godz. 16.
Wizytę skrytykowało Stowarzyszenie Gdynian Wysiedlonych. „Odwiedzanie tego miejsca [Rumi] w imieniu »Niemców wypędzonych «, z odpowiednią oprawą medialną, nosi wszelkie znamiona prowokacji politycznej. Ani Erika Steinbach, ani jej rodzice nie byli »wypędzonymi «. Pochodzili z Niemiec. Reprezentowali na naszej ziemi okupanta, który w okresie ich pobytu w Rumi dopuścił się bezprecedensowych zbrodni na obywatelach Rzeczypospolitej Polskiej z Rumi i z innych miast i wsi na Pomorzu Gdańskim”.
Steinbach chciała się spotkać w Rumi z kobietą, która napisała do niej list. "Opowiedziała, że trzymała mnie w ramionach, gdy byłam dzieckiem" - zapowiadała. Okazało się jednak, że autorka listu - Hildegarda Dawidowska - już nie żyje.
Szefowa Związku Wypędzonych prosiła o przyjęcie przez burmistrz Rumi, ale ta odparła, że zaprasza do siebie, jeśli Steinbach pokłoni się polskim żołnierzom, którzy zginęli z rąk niemieckich najeźdźców. Spotkania więc nie będzie.
Nieoczekiwanie może dojść do wizyty w kościele Stella Maris w Gdyni. Redemptoryści kilka dni temu nie zgodzili się, aby Steinbach złożyła kwiaty pod znajdującymi się tam tablicami upamiętniającymi ofiary zatopienia w 1945 r. niemieckich statków pasażerskich służących wojsku "Wilhelm Gustloff", "Steuben" i "Goya".
O. Marek Mirus, proboszcz parafii, początkową odmowę tłumaczy tak: - Zadzwonił do mnie działacz mniejszości i oznajmił, że w takim i takim terminie przyjedzie delegacja i złoży wieńce. Atakował mnie z góry, że ma być i już. I wtedy, może w chwili emocji, odparłem, że to niemożliwe.
Redemptoryści zmienili zdanie, gdy konsul Niemiec interweniował u metropolity gdańskiego.
- Nie wracam do tego, pani może przyjść, wejdzie na króciutką chwilę, może się pomodlić. Nie będzie wieńców, tylko kwiatki, o to prosiłem. Pan konsul o tym wie - wyjaśnia o. Mirus.