Według szacunków policji w marszu równości wzięło udział blisko 400 osób. Kolorowa parada wyruszyła z pl. Wolnica pod dużym transparentem "Marsz równości świętem miasta". Była tęczowa flaga, balony i transparenty z napisami w rodzaju "Hetero! Też możecie mieć swój marsz" czy "Nieważna płeć, ważne uczucie".
W tym samym czasie na Rynku Głównym manifestowało blisko 200 osób z NOP. Przez ponad pół godziny w zwartym szeregu kilka razy okrążyli rynek, wykrzykując hasła: "Rynek krakowski nigdy nie będzie gejowski!", "Każdy to powie - nie chcemy gejów w Krakowie!", "Zboczeńcy!". Byli agresywni. - Pederaści, lesby i geje nie mają prawa wstępu na rynek! Wielka Polska katolicka zwycięży! - wołali.
Pomimo kordonu policji doszło do starć, gdy marsz równości dotarł na rynek. Policja użyła pałek i gazu łzawiącego. Potem za jego uczestnikami marszu szli narodowcy, krzyczeli w ich stronę. Policjanci w radiowozach nie reagowali. Gdy zaczęła się gonitwa, skopano jednego z uczestników marszu, czego świadkiem był m.in. dziennikarz "Gazety". Jak poinformowali wczoraj organizatorzy marszu, do szpitala trafił też drugi mężczyzna, pobity po jego zakończeniu.
Dariusz Nowak z małopolskiej policji odpiera zarzuty o brak ochrony. Dodaje, że
policja zatrzymała 14 członków NOP. - Jedną osobę zatrzymano za czynną napaść na funkcjonariusza, pozostałe trzynaście za zakłócanie manifestacji - poinformował.