Prof. Bogusław Pawłowski*: Ja częściej używam takich określeń jak „atypowość seksualna” i „homoseksualizm”.
Tomasz Ulanowski: A dlaczego nie „gej” i „lesbijka”?
- Bo niektórzy, niestety, nadają tym słowom pejoratywne znaczenie. Wylewają przy tym tyle jadu, że gryzę się w język. Martwię się, żeby ktoś moich słów nie odebrał obraźliwie. Stąd wolę określenia naukowe i stosuję je, kiedy prowadzę zajęcia, mimo że mnie samemu "gej" i "lesbijka" nie kojarzą się negatywnie. Może trochę przesadzam z terminologiczną ostrożnością, ale to jednak ciągle delikatny, budzący emocje temat.
Atypowość nie jest zła?
- A dlaczego miałaby być zła? Jest neutralna. A nawet można by się w niej doszukiwać różnych plusów. Bo jeśli ktoś jest typowy, to jest przeciętny. Np. ktoś piękny jest atypowy. Tak samo geniusz.
Mam dwie prywatne hipotezy dotyczące niechęci, która dotyka osoby homoseksualne. Przede wszystkim wydaje mi się, że dużo częściej to mężczyźni ich nie lubią.
- To prawda. Głównie innych mężczyzn.
No właśnie. To geje nam przeszkadzają, na lesbijki „lubimy” popatrzeć, do czego przyznają się nawet politycy. Podejrzewam, że może chodzić o dwie sprawy. Po pierwsze, czujemy niepokój, dysonans, kiedy mężczyzna czasem zachowuje się jak kobieta, i do tego przerysowana. Nasze zmysły wariują, podobnie jak na statku, kiedy z powodu szaleństw błędnika dostajemy choroby morskiej. Po drugie, nasza niechęć może się wiązać z lekceważeniem. Bo przecież gej nie stanowi dla nas konkurencji. W walce o kobiety.
- Przede wszystkim musimy odróżnić zachowania homoseksualne od orientacji. Te pierwsze występują u kilkuset gatunków zwierząt - owadów, ryb, płazów, gadów, ptaków i, oczywiście, ssaków.
Pana hipoteza, ta dotycząca lekceważenia, kojarzy mi się z zachowaniami socjoseksualnymi, w których seks jest traktowany instrumentalnie w celach społecznych. Zaobserwowano je np. u bonobo, czyli szympansów karłowatych. Co ciekawe, do 95 proc. z nich dochodzi między samicami, które trą się nawzajem genitaliami, często doprowadzając się do orgazmu. Uważa się, że dzięki temu wybucha między nimi mniej konfliktów, a jak się pokłócą, to szybciej się godzą. Żyjące w jednym stadzie samice bonobo najczęściej nie są bowiem spokrewnione. Seks jest więc dla nich sposobem na cementowanie przyjaźni.
Ale to oczywiście nie znaczy, że mają one orientację homoseksualną - wszystkie kopulują też z osobnikami płci przeciwnej.
Natomiast zachowania homoseksualne między samcami mają często na celu ustalenie porządku w stadzie. Osobnik stojący wyżej w hierarchii upokarza tego, który stoi niżej, choćby przez symulowanie gwałtu.
Tak przy okazji - kiedy Algierczycy wyzwalali swój kraj spod władzy Francuzów, to zgwałcili francuskiego konsula.
Wróćmy więc do mężczyzn.
- I wśród nich zachowania homoseksualne mogą właśnie służyć ustaleniu hierarchii, pokazaniu "kto tu rządzi". Może też do takich zachowań dochodzić, kiedy mężczyźni są długo pozbawieni towarzystwa kobiet. Wtedy też ten wyższy rangą jest z reguły partnerem aktywnym.
Dlatego mężczyźni heteroseksualni mogą patrzeć na geja, który jest tym "pasywnym", jak na kogoś gorszego, tego, który ulega innym, zachowuje się w sposób mało męski, nie stawia czoła sytuacji.
Co ciekawe, badania wskazują, że pornografia homoseksualna silniej pobudza tych heteroseksualnych mężczyzn, którzy są homofobami. Według jednej z hipotez wyjaśniających to zjawisko homofoby podniecają się prymitywnymi zachowaniami (gestami) dominacji, które wskazują na wyższy status mężczyzny aktywnego.
Z drugiej jednak strony, potępiając męski homoseksualizm, heteroseksualiści dziwnie reagują. Bo przecież im mniejsza konkurencja, tym dla nich lepiej! Szczególnie w interesie młodych mężczyzn leży jak największa liczba gejów w grupie, bo dzięki temu mogliby mieć łatwiejszy dostęp do kobiet i więcej partnerek.
A jeśli ktoś osiągnął taki wiek, że nie ma już siły na poligamię?
- To wtedy też powinien się cieszyć, bo jeśli ma heteroseksualnego syna, to i on ma większe szanse w rywalizacji o atrakcyjną partnerkę.
Źródło: Gazeta Wyborcza