Ewa Siedlecka: - Dlaczego wybraliście wariant umowy na wzór francuskiego PACS-u, a nie np. małżeństwa? Yga Kostrzewa, Lambda polska i Grupa Inicjatywna ds. Związków Partnerskich: - Ze względów pragmatycznych odrzuciliśmy dwa warianty skrajne: konkubinat jako dający najmniej praw i małżeństwo jako budzące najwięcej kontrowersji. Także prawnych, bo większość prawników uważa, że w świetle art. 18 konstytucji nie jest możliwe małżeństwo osób jednej płci.
PACS to rozwiązanie nowoczesne, bardziej elastyczne, bo przewiduje, że - oprócz praw gwarantowanych przez państwo - partnerzy swobodnie kształtują wzajemne zobowiązania umową cywilną.
We Francji, która wymyśliła PACS, ludzie wolą umowę, którą można rozwiązać jednostronnym oświadczeniem, niż ślub, którego rozwiązanie wymaga procedury rozwodowej. Nie boicie się, że z tego powodu PACS będzie nie do przyjęcia dla Kościoła katolickiego? - Na pewno będzie atakowany. Ale nie przesadzajmy. We Francji tylko 30 proc. zawieranych formalnie związków to PACS, z czego tylko 5 proc. to związki jednopłciowe.
I to jest właśnie realne zagrożenie dla tradycyjnej rodziny: PACS-y heteroseksualne! -
Francja jest mocno laicka, więc nie można czynić prostego porównania. Weźmy też pod uwagę, że PACS może być atrakcyjny dla par, które nie są w żadnym formalnym związku, bo oprócz małżeństwa nie mają nic do wyboru. W Polsce 25 proc.
dzieci rodzi się w takich związkach! Chyba lepiej, żeby te rodziny miały jakąś gwarancję stabilności niż żadnej.
Poza tym PACS zachęca do refleksji nad własnym związkiem, do świadomego kształtowania swojego życia i przyjęcia odpowiedzialności.
Jednak część środowiska lesbijek i gejów ma do was pretensje, że nie zawalczyliście o wszystko, czyli o pełną równość - o małżeństwa. - Żadna partia polityczna nie poparłaby takiego projektu. Taka jest sytuacja i nie ma co narzekać, tylko robić tyle, ile można. Za kilkanaście lat pewnie będzie inaczej. Zresztą doświadczenie z Francji pokazuje, że PACS co roku, przez kolejne nowelizacje, prawie zrównany jest z małżeństwem. Według naszego projektu też tak jest: oprócz umowy cywilnej między partnerami gwarantowane przez państwo uprawnienia partnerów są bardzo zbliżone do małżeńskich: tak w prawie spadkowym i podatkowym, jak i innych, codziennych sprawach, choćby prawie do pochowania partnera, do zasiłku po nim czy najmu
mieszkania po jego śmierci.
Oprócz adopcji dziecka partnera. - W naszych założeniach była taka adopcja, ale w toku negocjacji ustaliliśmy, iż byłby to najbardziej kontrowersyjny zapis. To, niestety, efekt społecznych stereotypów i niedoinformowania. Mylenia homoseksualizmu z pedofilią, uznania go za chorobę psychiczną, chociaż WHO 20 lat temu skreśliła go z listy chorób. A także nieświadomości, że lesbijki i geje mają własne dzieci i nie muszą ich brać z domów dziecka.
Czy wierzycie, że to się da uchwalić? - Szanse są, choć pewnie nieduże. Kiedy zaczynaliśmy prace, zapytaliśmy wszystkie partie, co o tym sądzą? SLD obiecało poprzeć.
PiS - że nie poprze. A PO i
PSL w ogóle nie odpowiedziały. Więc większości w parlamencie raczej nie ma. Za sukces uznamy samą dyskusję. Np. gdyby udało się doprowadzić do pierwszego czytania ustawy na posiedzeniu plenarnym Sejmu. Jesteśmy jednym z ostatnich krajów UE, w których nie ma żadnych rozwiązań dla par jednopłciowych. Ma je już 16 na 27 krajów Unii.