Sojusz napisał projekt wspólnie z Grupą Inicjatywną ds. Związków Partnerskich złożoną z przedstawicieli środowisk lesbijek i gejów. Przez pół roku zbierali opinie środowiska i na ich podstawie w grudniu przedstawili
SLD założenia.
"Projekt o umowie związku partnerskiego" wzorowany jest na francuskim "pax". Przewiduje, że dwie osoby - jednej lub różnych płci - mogą zarejestrować u urzędnika stanu cywilnego zawartą między sobą umowę cywilnoprawną określającą wzajemne zobowiązania. Tak zarejestrowany związek - który można by rozwiązać oświadczeniem woli - praktycznie zrównany byłby z małżeństwem w prawie podatkowym, spadkowym, lokalowym czy rentowym. Z wyjątkiem prawa do adopcji dziecka partnera, choć takiemu dziecku przysługiwałaby renta rodzinna po zmarłym partnerze rodzica. Partner miałby też np. prawo do pochowania osoby, z którą był w związku, oddania mu narządu do przeszczepu czy odmowy złożenia obciążających go zeznań.
- Wybraliśmy model umowy cywilnej, a nie małżeństwa czy konkubinatu - mówi Krystian Legierski, członek Grupy Inicjatywnej. Czy wierzy w uchwalenie projektu? - Jakąś nadzieję mamy, ale zważywszy na bliski koniec kadencji parlamentu i brak większości potrzebnej do jego poparcia - niedużą. Jednak najważniejsze, żeby rozpocząć debatę na temat związków partnerskich. Większość krajów UE już tę sprawę uregulowała. Nie domagamy się przywilejów, tylko równego traktowania, które w Europie jest standardem.