Irlandzka gospodarka, którą wyjątkowo boleśnie dotknął światowy kryzys, ma się odrobinę lepiej. Według najnowszych prognoz Instytutu Badań Gospodarczych i Społecznych (ESRI) w tym roku irlandzki
PKB urośnie o 2 proc., a w przyszłym 3 proc. To lepiej, niż prognozowano, lecz nadal dużo gorzej niż przed kryzysem, kiedy Irlandię nazywano "celtyckim tygrysem". Zapewne nie wystarczy też, by obniżyć
bezrobocie, które podskoczyło do 14 proc.
Wybrany w lutowych wyborach rząd robi co może, by zachęcić Irlandczyków i gości do wydawania pieniędzy. We wtorek ogłosił, że kluczem do szybszego rozwoju może być
turystyka. Dlatego tnie VAT (z 13,5 proc. do 9 proc.) na szereg usług związanych właśnie z turystyką - obniżka podatku dotyczy hoteli, restauracji, kin, teatrów, muzeów, imprez sportowych, usług fryzjerskich, a nawet materiałów drukowanych, od broszur i map po gazety.
Zdaniem rządu w turystyce jest potencjał, bo w 2010 r. dochody tej branży były o 30 proc. niższe niż w 2007. Mniej wydawali m.in. Irlandczycy, którzy przed kryzysem chętnie jeździli np. na weekendowe imprezy do pubów Dublina, przy okazji wydając na hotele. Irlandzka stolica była też wyjątkowo popularnym celem krótkich wypadów turystów brytyjskich. Ich także dotknął kryzys i muszą oszczędzać na przyjemnościach.
Rząd obiecuje też, że zniesie podatek od biletów lotniczych, pod warunkiem że linie przywiozą na wyspę więcej pasażerów. Na ułatwienia mogliby też liczyć obywatele niektórych krajów: mając wizę brytyjską potrzebną do przyjazdu na przyszłoroczną olimpiadę w Londynie nie musieliby się już starać się o osobną irlandzką, gdyby naszła ich ochota by wpaść na sąsiednią wyspę.
Reklamę mają zrobić Irlandii dwie zbliżające się wizyty na wysokim szczeblu. Najpierw 17 maja przyjedzie na cztery dni królowa Elżbieta II. Będzie to pierwsza w historii wizyta brytyjskiego monarchy w niepodległej Irlandii, symboliczne zamknięcie drzwi za bolesną przeszłością kolonialną. Zaraz po niej, 23 maja, swoich irlandzkich korzeni będzie szukał w niewielkiej miejscowości Moneygall w środkowej Irlandii amerykański prezydent
Barack Obama.
Obie wizyty ma obsługiwać w sumie około tysiąca dziennikarzy. Władze liczą, że na całym świecie będzie więc można zobaczyć piękne zielone krajobrazy Irlandii. Opozycja i niektóre organizacje pozarządowe zwracają jednak uwagę, że ochrona szacownych gości kosztować będzie blisko 30 mln euro, które można by wydać na tworzenie miejsc pracy.
Specjalna oferta ma też zostać skierowana do biznesmenów z irlandzkiej diaspory. Jeśli stworzą na zielonej wyspie miejsca pracy, które nie znikną przez dwa lata, będą mogli liczyć na 3 tys. euro od rządu. Szczegóły tej oferty nie są jeszcze znane.