O tym, że prezydent Kaczorowski zginął w Katyniu, można się jednak dowiedzieć z jego nagrobka w warszawskiej Świątyni Opatrzności Bożej. Czy to błąd? Brak wyobraźni? Prowokacja? Nie wiem. Nie potrafiono mi na to pytanie odpowiedzieć w fundacji budującej świątynię ani w działającym przy nim Centrum Opatrzności Bożej.
Nikt nie wie, dlaczego na nagrobku widnieje Katyń zamiast Smoleńska. To tym bardziej dziwne, że prezydent Kaczorowski jest uznawany za pełnoprawnego prezydenta RP. Jego nagrobek leży pod mogiłą prof. Krzysztofa Skubiszewskiego, pierwszego szefa dyplomacji suwerennej Polski. Ani pogrzeb prezydenta Kaczorowskiego, choć miał charakter prywatny, ani napis na jego nagrobku prywatną sprawą nie są, bo był on głową państwa. A
Świątynia Opatrzności Bożej jest panteonem narodowym budowanym za pieniądze społeczne, w tym w znacznej części za dotacje państwowe (czytaj: pieniądze podatników).
Warto więc wyjaśnić dziwną treść napisu. Inaczej nagrobek prezydenta Kaczorowskiego stanie się taką samą miną jak tablica samozwańczo umieszczona przez niektóre rodziny ofiar katastrofy na lotnisku w Smoleńsku. Niedawne zamieszanie przed wizytą prezydentów Polski i Rosji w Smoleńsku powinno przypominać, że miny lubią wybuchać w najbardziej nieoczekiwanych momentach. Lepiej więc rozbrajać je zawczasu.