Mukattam?! - taksówkarz wykrzywił twarz ze zdziwienia i obrzydzenia. To musiał być dla niego dość rzadki kurs. Ta dzielnica, choć doskonale znana mieszkańcom Kairu, była do niedawna jedną z najbardziej omijanych części miasta. U kairczyków samo pytanie o Mukattam wywołuje grymas wstrętu. Zaraz zatykają palcami nos. Taksówkarze, jeśli już zdecydują się na kurs, każą wysiąść pasażerom koło bramy kwartału i zdecydowanie odmawiają dalszej jazdy. Miasta Śmieciarzy położonego we wschodniej części Kairu nie ma w przewodnikach i na trasach wycieczek. Tymczasem niemal w sercu Kairu, nieopodal monumentalnej cytadeli ze srebrzystym meczetem Muhammada Alego i wieloma innymi islamskimi zabytkami, u podnóża skalnego masywu Al-Mukattam, znajduje się najbardziej zadziwiająca enklawa w Egipcie.
To jedna z najmłodszych dzielnic Kairu, zamieszkana w znacznej części przez chrześcijan. Powstała zaledwie pół wieku temu na obrzeżach miasta. W latach 50. i 60. rząd egipski wyrzucił z centrum pod skały Mukattamu sporą grupę Koptów, bo przeszkadzali w budowie osiedli dla zamożnych kairczyków. Wygnani musieli walczyć o przetrwanie, żebrali, szukali w odpadkach resztek jedzenia i przydatnych jeszcze przedmiotów. To był tragiczny czas dla tej wspólnoty. Dopiero w latach 70. francuska zakonnica, siostra Emanuela z zakonu Sióstr Najświętszej Maryi Panny Syjońskiej, zwana gałganiarką z Kairu lub drugą Matką Teresą, pomogła im stanąć na nogi. Dzięki niej zajęli się przerobem śmieci na większą skalę. Siostra Emanuela walczyła też o szkoły dla dzieci i sierociniec. Zbierała na to fundusze na całym świecie.
Dziś Miasto Śmieciarzy to wielkie osiedle, twierdza otoczona murami nie z kamienia, lecz z zapachu. Powstrzymuje on obcych skuteczniej niż mury. Spotęgowany upałem odór to niezwykła kompilacja zapachu hodowanych tu świń i odpychającego, intensywnego fetoru setek ton nagromadzonych różnorakich śmieci, gnijących resztek i odpadków. Mieszkańcom tej części miasta odór towarzyszy od urodzenia. Wygląda na to, że nie zdają sobie nawet z niego sprawy.
***
Niewiele osób wie, że co dziesiąty mieszkaniec Egiptu jest chrześcijaninem. Koptowie to trzy odrębne Kościoły: monofizyci - ortodoksyjny odłam posiadający własnego
papieża w Aleksandrii, Koptowie katoliccy podlegli Rzymowi i najmłodsza grupa powstała pod koniec XIX wieku - Koptowie protestanci. Wszyscy egipscy Koptowie trzymają się razem i niechętnie wpuszczają do swojego świata ludzi z zewnątrz.
Przyczyną jest poczucie zagrożenia ze strony muzułmanów. W Egipcie parę razy do roku dochodzi do krwawych zamachów na koptyjskie kościoły. Ostatnio ortodoksyjni muzułmanie zaczęli oskarżać Koptów o porywanie kobiet, które chcą przejść na islam, by poślubić muzułmanina. W ostatni weekend w zamieszkach na kairskim przedmieściu Imbaba zginęło 12 osób.
Odrębność koptyjskiej społeczności od lat podkreślała także masowa hodowla świń - zwierząt dla muzułmanów nieczystych. (Większość świńskich stad kazano jednak zlikwidować w 2009 roku w obawie przed świńską grypą).
Na szczęście Polacy są tu lubiani. A to dzięki Mariuszowi Dybichowi, który, poślubiwszy Egipcjankę, od wielu lat pracuje w Kairze. We współpracy z miejscowymi Koptami wykonuje wspaniałe rzeźby religijne na skałach Mukattamu. Rodaków znanego i szanowanego na Mukattamie "Maria" nic złego spotkać tu nie może.
W przełamaniu niechęci mieszkańców do obcych pomaga nam także podstawowa znajomość arabskiego oraz medaliki i krzyżyki na naszych szyjach, które budzą zainteresowanie i szacunek. Wszędzie widać tu chrześcijańską symbolikę - krzyże w samochodach, na bramach i fasadach skromnych domów, "kapliczki" z krzyżami i przedstawieniami świętych zawieszone nad ulicami, plakaty i wizerunki Jezusa i Matki Boskiej.
Koptowie nie różną się od Arabów wyglądem, natomiast mają inne imiona. Na Mukattamie zamiast Mohameda czy Ahmeda spotkać można Girgisa (Grzegorza), Juhannę (Jana) czy Antuna (Antoniego). Grupka mężczyzn odpoczywających w miejscowej sziszarni z uśmiechem pokazuje nam wytatuowane krzyże - oznakę przynależności do Kościoła koptyjskiego nabytą we wczesnym dzieciństwie. Uśmiech jest tu wszechobecny. W zaułkach, bramach i podcieniach domów spotkać można uśmiechających się Koptów, wszędzie bawią się (głównie biegając za piłką) umorusane, lecz rozbawione dzieci. Uśmiecha się też Mena, miejscowy golibroda, który każdego ranka wynosi na ulicę swój niewielki "zakład fryzjerski" składający się z krzesła i stoliczka. - Ludzie lubią widzieć, co się dzieje na ulicy, pozdrawiać przechodzących znajomych - mówi. - Klientów mi nie brakuje, przecież tu każdy chce ładnie wyglądać.
***
Każdego dnia wszystko to, co kairczykom już niepotrzebne, zwożone jest na Mukattam w ogromnych pakunkach i worach. Po wyładowaniu odpady zostają poddane "profesjonalnej" segregacji, w której uczestniczą całe koptyjskie rodziny - od kilkuletnich dzieci po starców. To podręcznikowy przykład recyklingu - niemal wszystko jest tu odzyskiwane - butelki i szkło, kartony i papier, puszki i metal, wreszcie plastik, który jest na miejscu topiony, mielony i pakowany, czyli wstępnie przetwarzany, zanim (w formie granulatu) trafi ponownie do zakładów produkcyjnych na przedmieściach Kairu.
Najgorzej jest z odpadkami biologicznymi - kobiety przebierają gnijące sterty, a wszystko, co zostało zaklasyfikowane jako "względnie świeże", natychmiast dostarczane jest świniom jako ich podstawowa pasza. Reszta ląduje na stosach kompostu. Cały ten proces odbywa się na ulicach, przed domami, na placach, podwórkach, gankach i balkonach, a nawet w domach.
Jednocześnie na każdym kroku widać tu nowoczesność. Setki anten satelitarnych, coraz nowsze
samochody, telefony komórkowe, odtwarzacze i komputery. "Miasto" normalnie funkcjonuje - działają sklepy, warsztaty, sziszarnie, jadłodajnie, a wszystko to w mdłych oparach dymów, wśród gór cuchnących śmieci, zdechłych zwierząt i niewyobrażalnych ilości much.
- Kiedyś codziennie pracowałam z moją rodziną, dziś nie mam już siły, mogę tylko przynieść im coś do picia - Miriam, bezzębna staruszka o wesołych oczach, pokazuje dwie butelki coca-coli. - Dziś jest inaczej niż dawniej - wskazuje na wnuka
Bouthrosa (czyli Piotra) z odtwarzaczem MP3. - On uczy się na mechanika samochodowego, chce otworzyć tutaj swój warsztat. Teraz wszyscy młodzi umieją pisać i czytać. Ja nie potrafię - przyznaje. - Dawniej to była rzadkość.
Rzeczywiście każdego ranka młodzież z Mukkatamu wyrusza do kairskich szkół i uczelni. Kształcą się, uczą zawodu, ale niekoniecznie chcą stąd uciekać. Na osiedlu mieszka wielu naprawdę zamożnych ludzi. Mogliby przenieść się do innych, lepszych dzielnic. Śmieciowi królowie tego nie chcą - tu się urodzili i dorobili, tutaj zakładają rodziny i wychowują dzieci.
A my zauważamy, że im dłużej jesteśmy na Mukattamie, tym bardziej odór - początkowo nieznośny - także nam wydaje się coraz mniej intensywny.
* Zdjęcia będzie można zobaczyć w galerii Centrum Medycznym św. Damiana przy ul. Garncarskiej 8 w Krakowie od 18 maja do 10 lipca 2011 r.