http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Pisał o giełdzie, by manipulować kursami akcji

Wojciech Czuchnowski
2011-05-10, ostatnia aktualizacja 2011-05-10 16:57

Przepisy o obrocie papierami wartościowymi zabraniają wykorzystywania poufnych informacji do manipulowania kursem akcji
Przepisy o obrocie papierami wartościowymi zabraniają wykorzystywania poufnych informacji do manipulowania kursem akcji
Fot. Krzysztof Miller / AG

Prokuratura bada, czy dziennikarz "Gazety Giełdy Parkiet" manipulował kursami akcji spółek giełdowych, pisząc o nich artykuły. To pierwsze takie śledztwo w Polsce

Doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyła w marcu 2010 r. Komisja Nadzoru Finansowego pilnująca prawidłowości funkcjonowania rynków finansowych, w tym giełdy. Doniesienie dotyczy ponad 30 artykułów Michała Śliwińskiego publikowanych na łamach "Parkietu" od czerwca 2008 r. do czerwca 2009 r. Zdaniem KNF Śliwiński w porozumieniu z dwojgiem właścicieli rachunków w biurach maklerskich manipulował kursem akcji. Zysk z tych operacji oszacowano na blisko 400 tys. zł.

Kupno/artykuł/sprzedaż

"Gazeta" zapoznała się z doniesieniem KNF. Artykuły Śliwińskiego o sytuacji w drobnych i średnich spółkach giełdowych porównano z operacjami na dwóch rachunkach. Okazało się, że przed publikacją ich właściciele dokonywali zakupu akcji. Inwestowali na jednym rachunku 40 tys. zł, na drugim 60 tys. zł. A po publikacji, gdy kurs akcji szedł w górę, sprzedawali je z zyskiem od kilkunastu do kilkudziesięciu procent. - Właściciele tych rachunków nie dokonywali żadnych innych operacji poza tymi, które związane były z publikacjami w "Parkiecie". Wszystkie ich operacje kończyły się zyskiem. To musiało wzbudzić nasze podejrzenia, bo nie można 30 razy z rzędu trafić w totka - mówi urzędnik KNF, który brał udział w rozpracowaniu mechanizmu.

Publikacje mówiły o tym, że sytuacja w opisywanej spółce ulegnie gwałtownej poprawie, wejdzie nowy inwestor, chce ją kupić wielki koncern itp. Wywoływało to wzrost kursu akcji, zwłaszcza gdy inwestorzy dowiadywali się, że ktoś dokonał zakupu sporych pakietów. - Większość tych artykułów powodowała znaczące ruchy kursów po opublikowaniu. Chodziło o małe spółki, których kurs jest bardzo podatny na informacje i się waha. Zainteresowani nimi są drobni inwestorzy - tłumaczy cytowany już urzędnik.

Informacje podawane przez Śliwińskiego na ogół były prawdziwe, chociaż zdarzało się, że kilka dni później je dementowano.

"Manipulacja giełdą za pośrednictwem mediów"

Na czym według KNF polegało przestępstwo? Przepisy o obrocie papierami wartościowymi bardzo stanowczo zabraniają wykorzystywania poufnych informacji ze spółek do manipulowania kursem akcji. Osoby, które mają takie dane, nie mogą np. sprzedawać akcji, wiedząc, że następnego dnia może nastąpić obniżka ich kursu, lub odwrotnie - skupować, mając informacje o czymś, co spowoduje wzrost cen. Dziennikarze zajmujący się giełdą bardzo często mają takie informacje, dlatego w większości redakcji mają zakaz lub ograniczone możliwości inwestowania w papiery wartościowe. A należące do nich i do ich najbliższych rachunki maklerskie są monitorowane przez KNF.

Według naszych źródeł jeden z rachunków, na których transakcje były powiązane z artykułami Śliwińskiego, należał do osoby z jego najbliższej rodziny, urzędnika MSWiA. A operacje na obu rachunkach dokonywane były z tego samego komputera.

W swoim zawiadomieniu do prokuratury komisja mówi, że mogło dojść do przestępstwa "manipulacji informacją giełdową za pośrednictwem mediów w celu osiągnięcia korzyści materialnej". (Czyli art. 39 ust. 2 pkt 4 lit. A i art. 39 ust. 2 pkt 8 ustawy o obrocie instrumentami finansowymi).

Grożą za to kary grzywny do 5 mln zł. I kary więzienia od trzech miesięcy do pięciu lat.

Monika Lewandowska, rzeczniczka warszawskiej prokuratury okręgowej, potwierdza, że postępowanie trwa i że na razie nie ma zarzutów. - Poza potwierdzeniem, że zawiadomienie zostało złożone, nie mogę na razie niczego komentować - mówi rzecznik KNF Łukasz Dajnowicz.

"Parkiet": Napiszemy, jak będą konkrety

Michał Śliwiński dzisiaj nie pracuje w "Parkiecie". Mówi, że jest zdziwiony pytaniami o zarzuty KNF: - Nie znam sprawy, nie wiem, co jest w doniesieniu komisji, nikt mnie z nim nie zapoznał. Nie byłem też przesłuchiwany w tej sprawie przez prokuraturę - odpowiada. Nie chce powiedzieć, co było powodem jego rozstania z "Parkietem". - To są moje relacje z byłym pracodawcą - ucina.

- Nie mam pełnej wiedzy na temat zarzutów i ustaleń KNF czy prokuratury. Wiem, że jest takie postępowanie, i czekam, aż się zakończy - mówi Krzysztof Jedlak, redaktor naczelny "Parkietu". Podkreśla, że w jego redakcji dziennikarze mają zakaz inwestowania na giełdzie. - Ani bezpośrednio na swoim rachunku, ani pośrednio, czyli np. z pomocą babci lub wujka. Chodzi nie tylko o to, by nie inwestowali, lecz także o to, by z informacji uzyskanych w trakcie pracy nie robili niedopuszczalnego użytku - wyjaśnia. - Zdajemy sobie sprawę, że nasze publikacje mają wpływ na notowania spółek. Dlatego bardzo dbamy o rzetelność i poziom etyczny. Kiedy doszły do mnie informacje o tej sprawie, rozmawiałem oczywiście z Michałem Śliwińskim. Solennie zapewnił, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Oświadczył, że nie inwestował na giełdzie i nie dzielił się informacjami z osobami trzecimi. Pytany, dlaczego redakcja nie przeprowadziła własnego śledztwa i nie poinformowała o wszystkim czytelników, Jedlak wyjaśnia: - Nie przeprowadziliśmy własnego śledztwa, bo nie mamy możliwości badania rachunków inwestycyjnych, analizowania zleceń i transakcji. Polegamy na KNF i prokuraturze. Jeżeli okaże się, że były jakiekolwiek nieprawidłowości, jeżeli ktoś czynił z informacji, które miały się ukazać na naszych łamach, niewłaściwy użytek, powinien ponieść wszelkie tego, choćby najostrzejsze konsekwencje. Wtedy z pewnością poinformujemy o tym naszych czytelników.

Fundacja Helsińska: protest z zastrzeżeniem

Redakcja "Parkietu" uznała, że nie ma o czym informować czytelników. Za to Presspublica, wydawca "Parkietu" i "Rzeczpospolitej", doszła do wniosku, że działania prokuratury naruszają tajemnicę dziennikarską. Powód? W grudniu 2010 r. prokurator zażądał wydania korespondencji e-mailowej Śliwińskiego i współautora niektórych jego tekstów z ośmiu miesięcy 2009 r. Wydawca odmówił, stwierdzając, że wydanie e-maili umożliwi identyfikację informatorów dziennikarzy.

24 marca 2011 r. sąd oddalił ten protest, stwierdzając, że nie chodzi o tajemnicę dziennikarską, lecz o "ujawnienie dowodów w postaci prywatnej korespondencji dziennikarzy dotyczącej inwestycji giełdowych skorelowanych z publikowanymi przez nich artykułami". Wtedy Presspublica zainteresowała sprawą Fundację Helsińską. A ta wysłała protest do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta.

Jednak w rozmowie z "Gazetą" przedstawiciel fundacji Ireneusz Kamiński zastrzega, że nie można odczytywać tego jako obrony osób podejrzewanych o medialne manipulacje na giełdzie. - Uderzyła nas skala żądania prokuratora, który chce całej korespondencji, nie konkretyzując zakresu tematycznego. To musi budzić niepokój - mówi Kamiński.

KNF: Zyski po artykułach

Wybrane artykuły "Parkietu" z doniesienia Komisji Nadzoru Finansowego. W kolumnach zyski ze sprzedaży po publikacji na jednym lub obu rachunkach.

datatytuł artykułuzysk na koncie 1zysk na koncie 2
15-17 lipca 2008 r.„Magna w stronę bankowości”18 tys. zł24 tys. zł
26 stycznia 2009 r.„Remak zapowiada wysokie zyski”17 tys. zł.
10 lutego 2009 r.„Bioton pozbędzie się części zakładów, spłaci długi i w tym roku pokaże niezły zysk netto”6,5 tys. zł4 tys. zł
20 marca 2009 r.„IB System ma zamiar kupić swoje akcje z olbrzymią premią”28 tys. zł32 tys. zł
30 marca 2009 r.„Rafako zarzuci sieci na firmy spoza Polski”6 tys. zł2 tys. zł.
20 kwietnia 2009 r.„Coraz bliżej nowej strategii Optimusa”8,5 tys. zł20 tys. zł
24 kwietnia 2009 r.„Inwestycje Centrozapu w Rosji popiera polski rząd”8,5 tys. zł14 tys. zł
7 maja 2009 r.„US Farmacia poważnie przygląda się Kolastynie”20 tys. zł29 tys. zł
28 maja 2009 r.„Apator liczy na wielki kontrakt w Indonezji”10 tys. zł11 tys. zł
29 czerwca 2009 r.„Karkosik o NFI Krezus: mamy ciekawe projekty”10 tys. zł.
Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów