Nie było przemówień, bo Obama chciał uniknąć oskarżeń, że wykorzystuje tragedię sprzed 10 lat, by zyskać na popularności. Ostatni raz był na Ground Zero trzy lata temu jako kandydat na prezydenta. Wczorajsza ceremonia była czymś w rodzaju symbolicznego meldunku złożonego ofiarom Al-Kaidy, że główny winowajca został ukarany. W niedzielę amerykańscy komandosi po zuchwałym rajdzie zabili ben Ladena w pakistańskim Abbottabadzie.
Po złożeniu wieńców Obama rozmawiał z rodzinami ofiar oraz ochotnikami i strażakami, którzy uczestniczyli w akcji ratunkowej po atakach Al-Kaidy.
Amerykańskie władze ujawniły też kolejne szczegóły akcji jednostki Seal w Pakistanie, czasami sprzeczne z pierwszymi, gorącymi relacjami. Sporo przesady było w określaniu domu, gdzie ukrywał się Osama jako "wartej milion dolarów posiadłości". Teren, na którym wybudowano zgrzebny choć duży i otoczony wysokimi murami budynek, został kupiony w 2005 roku za 48 tys. dol.
Okazuje się też, że w niedzielną noc nie było tam zaciekłej walki. Tylko na samym początku do Amerykanów otworzył ogień Abu Ahmad al-Kuwaiti, kurier Osamy, który nieświadomie doprowadził
CIA do posiadłości w Abbottabadzie. Został szybko zabity razem z kobietą, która znalazła się na linii ognia.
Potem, gdy komandosi przeczesywali budynek, strzelali już tylko oni. Ponieważ zostali przywitani ogniem, zakładali, że inni domownicy mogą być uzbrojeni. Zabili brata kuriera, potem syna Osamy na schodach, a na ostatnim piętrze znaleźli przywódcę Aal-Kaidy i jego żonę.
Amerykańscy urzędnicy już we wtorek przyznali, że błędna była pierwsza relacja doradcy prezydenta ds. terroryzmu Johna Brennana, jakoby Osama zasłaniał się żoną. Kobieta rzuciła się w ich stronę i została postrzelona w udo. Ben Laden nie był uzbrojony, ale w pokoju znajdował się kałasznikow i pistolet Makarow. Dlatego komandosi go zabili (nie wiadomo, czy broń była w zasięgu Osamy i czy po nią sięgał).
Po oczyszczeniu domu (mieszkało tam jeszcze około 20 kobiet i dzieci, którzy przeżyli szturm) komandosi znaleźli około stu kostek pamięci, płyty DVD, 10 twardych dysków i papiery. Wszystko zabrali i przekazali CIA. Po 40 minutach od rozpoczęcia ataku wysadzili uszkodzony przy lądowaniu helikopter i odlecieli w zapasowym - razem z ciałem Osamy.
W domu było tylko dwudziestu kilku z 79 komandosów wysłanych do Abbottabadu w czterech helikopterach. Pozostali czekali w odwodzie. Dopiero kiedy dolecieli do Afganistanu, szef połączonych sztabów
USA admirał Mike Mullen zadzwonił do dowództwa pakistańskiej armii i poinformował o operacji (Amerykanie obawiali się, że pakistański wywiad ISI mógłby ostrzec mieszkańców domu).
Więcej szczegółów już nie będzie. - I tak ujawniliśmy wiele - mówił rzecznik Białego Domu.
Barack Obama zdecydował w środę, że drastyczne zdjęcia zabitego Osamy nie będą opublikowane. - Uznaliśmy, że mogłyby zostać wykorzystane propagandowo. Nie mamy zamiaru paradować z nimi jako z trofeum, to nie w naszym stylu - mówił prezydent. Krwawe zdjęcia opublikował za to Reuters, który zdobył je od pakistańskich służb bezpieczeństwa. Są na nich m.in. ciała zastrzelonych przez komandosów trzech mężczyzn z wyjątkiem oczywiście Osamy.