http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tusk idzie na wojnę: stadiony nie dla kiboli

Renata Grochal, Michał Szadkowski
2011-05-05, ostatnia aktualizacja 2011-05-05 02:06

31 października 2010 r. Zamieszki podczas meczu Lecha Poznań z Wisłą Kraków.
31 października 2010 r. Zamieszki podczas meczu Lecha Poznań z Wisłą Kraków.
Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

Polskie stadiony nie mogą być miejscem wyżywania się chuliganów. Nie ustąpimy ani o krok. Ta wojna jest do wygrania - zapowiada premier. Czy rząd i PZPN zdecydują się zakazać kibolom wyjazdów na mecze swoich drużyn

Bydgoszcz. Kibole Legii palą race podczas finału Pucharu Polski Lech Poznań - Legia Warszawa
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Bydgoszcz. Kibole Legii palą race podczas finału Pucharu Polski Lech Poznań ...
Ochroniarze odciągają
Orange Sport
Ochroniarze odciągają "Starucha" (z lewej) od Jakuba Rzeźniczaka (z prawej)...
Rozegrany we wtorek Puchar Polski zakończył się kolejnym w polskim futbolu skandalem i zadymą. Trudno nawet zliczyć, ile razy prawo zostało złamane. Chuligani Legii wnieśli na stadion i odpalili race i petardy, a po zwycięskim golu kilkuset z nich (wielu z zasłoniętymi twarzami) wbiegło na boisko i starło się z ochroną. Potem kilkuset kiboli Lecha biło się z policją i demolowało trybuny.

Patrzyli na to ludzie z UEFA. - Nie zapraszaliśmy delegatów UEFA. Jeśli byli, to sami kupili sobie bilety. Nie zmienia to faktu, że zdjęcia z zajść krążą już po całej Europie. Teraz będę się musiał tłumaczyć, bo odpowiadam głową za bezpieczeństwo podczas Euro - mówił wczoraj prezes PZPN Grzegorz Lato. Kto zawinił? Wczoraj - jak zwykle - każdy zrzucał z siebie odpowiedzialność.

Zarząd Legii ubolewa nad zajściem i jest mu przykro, że "wielkie święto piłki nożnej" zostało zakłócone przez niewłaściwe zachowanie części kibiców. Zapowiada konsekwencje prawne, ale tłumaczy wtargnięcie na boisko "euforią zwycięstwa" i twierdzi, że nie ma co porównywać winy ich kiboli z tymi z Lecha.

Wiceszef Lecha, który szczyci się współpracą z kibolskim stowarzyszeniem, "jest szczerze poruszony", sam chciałby wiedzieć, kto narozrabiał, i zapowiada ukaranie winnych.

Sekretarz generalny PZPN Zdzisław Kręcina bezradnie rozkłada ręce: - Trudno odpowiadać za coś, na co nie mamy wpływu. Związek nie ma służb, które mogłyby przeciwdziałać takim zachowaniom, od tego jest policja.

Wiceminister spraw wewnętrznych Adam Rapacki: - Dziwię się, że związek przerzuca piłkę, bo według ustawy za bezpieczeństwo na stadionie odpowiada organizator. Policja wkracza, gdy jest proszona o pomoc. W Bydgoszczy przywróciła porządek, a teraz wspólnie z prokuraturą identyfikuje kiboli, którzy łamali prawo. Obiecuję, że winnych uda się rozpoznać i ukarać.

Po południu do gry dołączył Donald Tusk. I zagrał ostro, jak nigdy wcześniej w sprawie kiboli. - Niektóre służby państwowe i instytucje łudziły się, że możliwe jest porozumienie z chuliganami. Tak długo, jak po jednej stronie oprócz władzy państwowej i policji nie stanie Ekstraklasa, PZPN, kluby, tak długo będziemy przegrywali z przemocą na stadionach - mówił premier. - Wydaje się, że dzisiaj ta symbioza władz klubowych i stowarzyszeń kibicowskich, za którymi często kryją się chuligani, a czasami zwykli przestępcy, jest jednym ze źródeł niemocy. Odnoszę wrażenie, że w niektórych miejscach środowiska chuligańskie zdominowały legalne władze organizacji sportowych czy klubów - mówił premier.

Wojnę kibolom Tusk wypowiedział miesiąc temu, gdy w Kownie bili się z litewską policją na meczu reprezentacji. Już kilka lat temu rozwiązanie problemu zapowiadał ówczesny szef MSWiA Grzegorz Schetyna. Czy teraz też skończy się tylko na groźbach?

Wczoraj premier zapowiedział:

- Sądowe zakazy stadionowe nakładane na kiboli mają obowiązywać na wszystkich imprezach masowych.

- Jeśli policja uzna, iż stadion nie spełnia wymogów bezpieczeństwa (tak było w Bydgoszczy), wojewodowie będą zobowiązani zamykać go dla publiczności.

- Nowelizacja ustawy ma być uchwalona w specjalnym, szybkim trybie: jeszcze w tej kadencji Sejmu.

Jeszcze dalej idzie wiceminister Rapacki: - Jeśli ludzie nie potrafią się zachować na meczach wyjazdowych, być może nie powinni jeździć w ogóle. Jeżeli wciąż będzie dochodzić do ekscesów, zastanowimy się, czy w ogóle meczów nie rozgrywać bez udziału publiczności.

Grzegorz Lato: - Zgadzam się z generałem Rapackim. Dopóki w niektórych klubach nie powstaną nowe stadiony, jest to sensowny pomysł. Kluby są w tej kwestii podzielone, spotkamy się z nimi pod koniec maja.

Nowy sezon ligowy zacznie się w lipcu.

Czytaj dalej: Cena kibolstwa

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 20 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':