W Waszyngtonie dochodziła już 22.00 (czyli czwarta nad ranem polskiego czasu) gdy Biały Dom niespodziewanie oświadczył, że prezydent
Barack Obama w ciągu kilkudziesięciu minut wygłosi nieplanowane orędzie do narodu. Dyżurni wydawcy w amerykańskich telewizjach drapali się po głowach: o co chodzi? Orędzie o tej porze? Akredytowani przy Białym Domu dziennikarze dawno rozjechali się do domów. Biuro prasowe teraz ściągało ich z powrotem.
Stacje w oczekiwaniu na Obamę przerwały program. Po kwadransie było już jasne. Z przecieków dziennikarze dowiedzieli się, co prezydent obwieści światu: w willi pod Islamabadem najbardziej poszukiwany na świecie terrorysta - Osama ben Laden zginął od kul amerykańskich komandosów.
W ciągu kilku chwil słowa "Ben Laden" dosłownie zdominowały internet - począwszy od służącego do wymiany krótkich wiadomości Twittera po poważne serwisy z komentarzami. - Dopadliśmy drania - pisał na czołówce strony internetowej "New York Times". A przed Białym Domem zaroiło się od mieszkańców Waszyngtonu, którzy wyszli na ulice świętować koniec amerykańskiego wroga numer 1. Gdy o 23.45 amerykański prezydent pojawił się przed kamerami i wypowiedział zdanie: "sprawiedliwości stało się zadość" przed jego rezydencją wiwatowało kilka tysięcy ludzi. Ubrani w koszulki z amerykańskimi flagami śpiewali hymn i krzyczeli: "
USA, USA". Widać było nawet stare plakaty z Obamą drukowane na wybory prezydenckie z 2008 r. Slogan "Yes we can" właśnie nabrał nowego znaczenia.
Przez całą noc pod Białym Domem słychać było krzyki, trąbki a gdzie niegdzie też strzelające korki szampanów. - Ding Dong. Ben Laden is dead -mały transparent z takim napisem pod Biały Dom przyniósł 21-letni student Jack Stewart. - Stała się najlepsza rzecz jaką mogliśmy sobie wymarzyć. Teraz się wszystko zmieni. Wojna z terroryzmem będzie jeszcze trwała, ale w Ameryce poprawią się nastroje. Do tej pory zajmowaliśmy się tylko recesją i deficytem - mówi dziennikarzom z Europy. - Mamy go mamy go. Wymierzyliśmy sprawiedliwość - krzyczeli inni.
Na Times Square i pod Ground Zero - miejscem, gdzie stały zburzone przez terrorystów Al-Kaidy wieże World Trade Center świętował też Nowy Jork. - Myślałem już, że go nigdy nie złapiemy. To fantastyczna wiadomość dla całego kraju - mówił jeden z fetujących przechodniów. Nowojorski strażak, którego zagadnął dziennikarz "Die Welta" opowiadał, że 11 września 2011 r. dramatycznie zmieniło się jego życie - brał wówczas udział w akcji ratunkowej w płonących wieżach pod World Trade Center i cudem przeżył. - Dziś wymierzyliśmy sprawiedliwość. To wojna, a my ją wygraliśmy - mówi.
Na portalu aukcyjnym e-bayu natychmiast pojawiły się koszulki z napisami: "Ben Laden is dead" i "Ben Laden - Game Over". Sprzedają się jak świeże bułeczki.
Byli amerykańscy prezydenci, którzy próbowali uporać się z Ben Ladenem - Bill Clinton i George W. Bush gratulowali Obamie sukcesu. - Wreszcie to się udało. To znaczące osiągnięcie. Wojna z terroryzmem trwa dalej, ale dziś
Ameryka wysłała światu jednoznaczną wiadomość - cieszył się Bush.
Jednak największe powody do radości ma Obama. Ostatni rok był pasmem porażek prezydenta. Obama stracił m.in. większość w Izbie Reprezentantów, walka z kryzysem gospodarczym idzie jak po grudzie, Amerykanie wbrew zapowiedziom ciągle nie potrafią uspokoić sytuacji w Afganistanie. W zeszłym tygodniu prezydent musiał dementować rozsiewane przez przeciwników plotki o tym, że oszukał wyborców, bo nie urodził się w USA tylko w Kenii lub Indonezji. Wiadomość o zabiciu Ben Ladena wszystkie te informacje zepchnęły w cień. A także zapewniła mu reelekcję w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. - Nie ważne co Obama teraz zrobi, jego zwycięstwo jest przesądzone - pisze jeden z komentatorów serwisu Politico. Dokładnie to samo słychać w tłumi ewiwatujacym pod Białym Domem.
- Książę poślubił księżniczkę, a zło zostało pokonane. Co teraz będzie? - zastanawia się jeden z internautów na Twitterze. Amerykańskie służby specjalne już się chyba domyślają. We wszystkich amerykańskich ambasadach ogłoszono alarm. Odwet Al-Kaidy jest pewny. Nie wiadomo tylko kiedy i gdzie on nastąpi.