Marzena
25 lat, od prawie trzech lat żona, od półtora roku mama. Pracuje w restauracji w Jeleniej Górze. Mąż katecheta, niegdyś kleryk
Nie czuję się godna, żeby reprezentować pokolenie JP2, żeby dawać świadectwo. Ale spróbuję.
Pozdrowienie
W domu modliliśmy się przed posiłkiem, każdy musiał się choćby przeżegnać. Jak się wchodziło do domu, mówiło się: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". W swojej rodzinie już tego nie wprowadziłam. Z rodzicami bardzo dobrze żyję.
Szok
Mam przyjaciółki z kościoła, znamy się po dziesięć lat. One żegnają się przed każdą podróżą samochodem. Kiedy przyszłam do pracy do restauracji, byłam zdumiona, że połowa dziewczyn tutaj to samotne matki albo rozwódki. Do tej pory słyszałam tylko, że takie rzeczy się gdzieś tam dzieją, a tu, w takim małym zakładzie pracy... szok.
Batony
Czasem z powodu mojego katolicyzmu spotykają mnie przykrości. Nieraz się siedzi na piwku - bo ja nie jestem wcale taka święta - i toczą się głupie rozmowy. Wiadomo, dziś jest coraz więcej ludzi, co jadą na księży. Sama znam wielu, co robią naprawdę głupie rzeczy. Nieraz już brak mi słów, żeby ich bronić. Moja odpowiedź na najazdy na księży jest taka: im jest więcej dane i bardziej wszystko rozumieją, więc na Sądzie Ostatecznym będą inaczej sądzeni. Ale te dyskusje bolą. Tak samo jak pytania, po co ja chodzę do kościoła, po co mi to wszystko. Albo - dlaczego nie jem słodyczy w Wielkim Poście? (Teraz nie dałam rady, mąż w niedzielę przyniósł mi paczkę batonów, ale przecież jesteśmy tylko ludźmi).
Słowa z góry
Niewierzący mi nie przeszkadzają. W grę wchodzi nawet przyjaźń z takim człowiekiem. Czasem się modlę za nich. Żeby z powrotem weszli na dobrą drogę, nawrócili się.
W dyskusji nie wiem nieraz, co takiemu człowiekowi powiedzieć. Wtedy szybko zmawiam cichą modlitwę do Ducha Świętego, żeby mnie prowadził, i zaczynam mówić słowa, które nie wiadomo, skąd się wzięły. Słowa z góry. Wtedy czuję, że ktoś czuwa.
Mąż
Męża poznałam na prymicji. To takie wesele księdza, z muzyką i gośćmi. Ale mąż nie rzucił seminarium przeze mnie, choć wiele osób tak myśli. Kiedy go poznałam, byłam z kimś innym, ale po jakimś czasie nasze drogi się zeszły i tak jest do teraz. Nasza parodia, że swataliśmy jego kolegę z moją koleżanką. Wymienialiśmy między sobą informacje na ich temat i tak się złożyło. Ale to on dążył do kontaktu. Ja nie chciałam stać na jego drodze.
Zawodowy kontakt z Bogiem
Kiedy zrezygnował z seminarium, przeniósł się na świecką teologię. Dziś uczy w gimnazjum techniki, katechezy i przystosowania do życia w rodzinie. Jak się urodziła mała, nagle wszystko się odwróciło. Na nic nagle nie mamy czasu: na wspólne wieczory, rozmowy, modlitwy. Mój mąż też nie zawsze rozumie moją żarliwość, choć sam jest katechetą i przecież kiedyś sam chciał być księdzem. W pewnym sensie go rozumiem. Pracuje z Bogiem po osiem godzin dziennie. Widzę, ile go kosztuje pracy, żeby zachęcić młodzież do Boga. Ja mam z Bogiem kontakt osobisty, on zawodowy.
Spowiedź papieża
W papieżu najbardziej lubiłam otwartość. To, że umiał przyciągnąć do siebie ludzi młodych, choć sam był przecież dużo starszy od nas. Hasło, które zapamiętałam z jego nauk, to przede wszystkim to: "Nie bój się, wypłyń na głębię, jest przy tobie Chrystus". I to jeszcze: "Wymagajcie od siebie, nawet gdy inni od was nie wymagają".
Dziwię się, że choć był taki święty i cały czas się modlił, często chodził do spowiedzi. Dla mnie to szok, przecież każdą chwilą swojego życia dawał boże świadectwo. Że też on miał się z czego spowiadać!
Źródło: Duży Format