Sąsiadka, woj. lubelskie - Chcieliśmy uciec od cywilizacji, od tego syfu całego, a nagle się okazuje, że będziemy w jego centrum - mówi Jacek Markowski.
Do wsi Sąsiadka, dziesięć kilometrów od Szczebrzeszyna, z żoną Magdą sprowadzili się przed dwoma laty; kupili i odremontowali stuletni drewniany dom. Wcześniej były
studia w wielkim mieście, emigracja do Dublina,
podróże do Azji. Teraz ma być powrót do natury. Mają kozy w oborze, kawał pola za domem, piec chlebowy w głównej izbie. Dwójkę małych dzieci, plany, żeby zostać tu na zawsze. Będą walczyć z łupkami.
- Najgorszy jest zupełny brak informacji - żalą się. - W gminie słyszymy w kółko, że oni nic nie wiedzą. Prikazy przyszły z góry. Wszystko jakby owiane tajemnicą.
8 kwietnia 2011 Amerykańska rządowa Agencja Informacji Energetycznej (EIA) publikuje raport o światowych złożach gazu łupkowego. Polskie pokłady są największe w Europie. Według EIA mamy dwa i pół razy więcej gazu niż Norwegia, która na surowcach zbudowała dobrobyt.
Premier Tusk nie ukrywa ekscytacji. Mówi, że Polska staje przed szansą "energetycznej rewolucji", że "złoża przekroczyły najśmielsze oczekiwania", że trzeba wykorzystać "każdy metr sześcienny".
Grzebowilk, woj. mazowieckie Na spotkanie do remizy przychodzi 11 osób. Siedzimy przy długim stole. Na szafach zakurzone puchary, dyplomy, strażackie czapki. Opowiadają przez półtorej godziny, często jeden przez drugiego.
Krzysztof Rechlik, emigrant z Warszawy, koło trzydziestki, kangurka, kolczyk w uchu: - Gazowe eldorado może i jest, ale chyba na Wiejskiej. Tu siedzimy jak w zepsutym pociągu w polu. Nikt nam nie mówi, co będzie dalej, żadnej rzetelnej informacji. Dowiedzieliśmy się, że coś się dzieje, jak nam ciężarówy zaczęły po wsi jeździć, jak zaczęli wiertnię stawiać.
Rechlik nie ufa polskim władzom: - Zapewniają, że wszystko szczelne i wody pitne są bezpieczne, tylko że samolot w Smoleńsku też miał się nie rozwalić, rozkład PKP na święta też miał zadziałać.
Adam Więcek, biznesmen w średnim wieku w czarnej skórzanej kurtce i czarnym kapeluszu, nie ufa Amerykanom: - Ja jestem obrotny, ale żeby ziemię odrolnić i co trzeba pozałatwiać pod inwestycję, ze dwa lata mi zajmuje. A ExxonMobil ma wszystko za jednym pstryknięciem. Już dwa lata temu przy modernizacji linii średniego napięcia przesunięto dla nich słupy o jakieś sto metrów, bo szły tam, gdzie teraz stoi wiertnia. O czym to świadczy? Wszystko jest u góry dawno dogadane.
Andrzej Rozwadowski, którego dom stoi najbliżej odwiertu, martwi się: - Tu ludzie od dziada pradziada w spokoju mieszkali. Teraz co starsze babinki chodzą i płaczą, że nas zaraz wysiedlać będą.
Witold Sokół, radny, wymienia największe obawy: że dojdzie do skażenia wód pitnych, zniszczenia krajobrazu, że będzie hałas, że ceny gruntów i działek polecą w dół.
- Drogę do Pogorzeli już rozwalili - dodaje Julia Gałecka, artystka grafik, emigrantka z Warszawy. - W umowie stoi, że powinni naokoło, krajówką, a nie przez wieś. Jeśli tego nie potrafią dotrzymać, to co będzie potem, kiedy zaczną wydobywać? O, proszę.
Przez środek wsi, przed remizą, przelatują z hukiem dwie cysterny.
Gaz z łupków - niekonwencjonalny Zamknięty w formacjach skalnych, w Polsce na głębokości od 3,5 do 4,5 tys. metrów pod ziemią. Żeby się do niego dobrać, trzeba zrobić odwiert pionowy, potem spenetrować podziemne złoże wierceniami w poziomie i wpuścić w nie specjalny płyn - wodę z domieszką piasku i chemikaliów, która uwolni gaz. Nazywa się to szczelinowaniem hydraulicznym. Technologia droga, jeden otwór to koszt 20-30 mln złotych. Liderem w jej zastosowaniu są Amerykanie. Ministerstwo Środowiska wydało ponad 20 firmom 90 koncesji na wiercenia poszukiwawcze. Większość z nich należy do gigantów z USA.
Niestkowo, woj. pomorskie Pas łupkowego bogactwa biegnie w poprzek kraju, od Słupska do Zamościa. Kilka odwiertów trwa - na przykład w Grzebowilku pod Mińskiem Mazowieckim; większość dopiero się zacznie - tak jak ten nieopodal wsi Sąsiadka na Zamojszczyźnie; kilka już się zakończyło - choćby w Niestkowie niedaleko Ustki.