http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Najbardziej stresującym zawodem świata jest pilot

Maciej Samcik
2011-04-26, ostatnia aktualizacja 2011-04-26 13:14

Według amerykańskiego serwisu CareerCast.com najbardziej stresującym zawodem świata jest zawód pilota
Według amerykańskiego serwisu CareerCast.com najbardziej stresującym zawodem świata jest zawód pilota
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Jeden z amerykańskich serwisów internetowych policzył, jakie zawody wywołują najwięcej stresu. A także te, w których stresu jest najmniej. Niektóre pozycje na liście naprawdę zaskakują.

ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy Twoja praca jest stresująca?

Tak i mam kłopot z opanowaniem stresu
Tak ale wiem jak radzić sobie ze stresem
Mam bezstresową pracę
Stresuje mnie to, że nie mam pracy
Nie mam pracy i nie mam stresu

Nie ulega wątpliwości, że jak świąt nie ma, to świat pędzi jak szalony i o nerwy nietrudno. Amerykański serwis CareerCast.com sprawdził kto w pracy jest zestresowany najbardziej. Choć rzecz dotyczy kraju zamorskiego i społeczeństwa na zupełnie innym stadium rozwoju i w innej kondycji mentalnej (oraz finansowej), to wydaje mi się, że gdyby sporządzić ranking najbardziej stresujących zajęć, które wykonują Polacy, to wyniki mogłyby się wcale aż tak bardzo nie różnić od tego, co wynikło z badań CareerCast.com.

Metodyka rankingu - którego wyniki cytuję za konsumenckim blogiem, należącym do popularnego w USA serwisu Mint.com - wygląda na wymyśloną solidnie. Otóż pod lupę wzięto 200 różnych zawodów i w każdym nich oceniono 11 różnych czynników wpływających na poziom stresu. Wśród tych czynników znalazły się m.in. środowisko pracy, konkurencyjność, wymagania dotyczące odporności psychicznej, konieczność dostosowania się do deadline'ów, potencjał rozwoju, który wiąże się z daną pracą itp.

Co z tego wynikło? Otóż najbardziej stresującym zawodem w Ameryce jest...pilot samolotu. Poziom jego stresu to 59,53 pkt. (jak sądzę na 100 możliwych). Wśród czynników implikujących wysoki poziom stresu u pilotów wymienia się dużą liczbę niezależnych od nich czynników, z którymi muszą się liczyć, pilotując samolot. A także konieczność bezgranicznego ufania ludziom z wieży kontroli lotów, których nie znają i których nigdy nie widzieli na oczy.

Poza tym pilotów wykańczają ogromne różnice między maksymalnym i minimalnym poziomem odczuwanego stresu - w pewnych momentach muszą się maksymalnie skoncentrować (lądowanie), a w innych (lot na autopilocie) mają luz. Inny problem to konieczność spędzania czasu w różnych rejonach świata, duże obciążenie pracą, niestabilność ekonomiczna (przemysł lotniczy ostatnio jest branżą zwalniającą pracowników).



Średnie roczne pobory amerykańskiego pilota komercyjnego to 117 tys. dolarów (niestety nie podają czy brutto, czy na rękę, ale chyba są to kwoty jeszcze przed opodatkowaniem), a średni czas pracy - 9 godzin na dobę.

Przyznam szczerze, że nie zauważyłem ostatnimi czasu, by piloci polskich samolotów pasażerskich byli mocno zestresowani. Ale może po prostu tego po nich nie widać?

Kilka tygodni temu, kiedy wracałem z drugiego końca Europy, LOT-owska maszyna, skądinąd bardzo zacny embraer, rozkraczyła się na środku pasa startowego. Pilot ogłosił, że padł układ sterowania kołami i nie ma nawet możliwości powrotu do rękawa. Przez pół godziny pilot próbował mimo wszystko gdzieś zaparkować maszynę, ale mu się nie udało. W końcu zrezygnował i powiedział pasażerom, że ma już tylko taki pomysł, by... zresetować samolot.

Wyłączył wszystkie systemy, łącznie z ogrzewaniem, klimatyzacją i oświetleniem, odczekał pięć minut, potem "włączył" samolot z powrotem i radośnie ogłosił, że usterki już nie ma.

To było nawet zabawne uświadomić sobie, że w dzisiejszych czasach samolot jest tak skomplikowaną maszyną, iż pilot nawet nie wie dlaczego coś nie działa. Nie woła się mechaników, nie przeprowadza skrzętnego przeglądu, tylko po prostu resetuje się całą elektronikę, tak, jak resetuje się peceta, który miał kaprys się zawiesić. A dlaczego jakiś system się zawiesił akurat na pasie startowym? Tego pilot nie wie, tak samo, jak nie wie dlaczego nagle wszystko zaczęło działać.

Czy kapitan załogi, który musi zresetować ogromnego latającego ptaka, przeżywa stresy większe, niż użytkownik komputera, który resetuje zawieszonego Windowsa? Być może.

Drugim najbardziej stresującym zawodem jest... konsultant ds. public relations. Tak, tak, drodzy PR-owcy. Okazuje się, że stresujecie się nawet bardziej, niż my, dziennikarze.

Szacun dla Was, bo Waszej roboty zwykle się nie docenia. Wszystkim się wydaje, że kreowanie wizerunku firmy lub osoby, to takie przyjemne zajęcie - chodzi się na spotkania, luncze, spotyka się z ważniakami, robota robi się sama. A jest zupełnie inaczej.

Najbardziej stresogennym czynnikiem w pracy PR-owca jest kompletne uzależnienie od decyzji podejmowanych przez klienta. To nie tylko od PR-owca zależy sukces lub porażka danego projektu, tylko od tego co zrobi jego klient i od tego jak zachowa się jego otoczenie (a to jest zmienne i kapryśne, często w ogóle niepodatne na wpływy).

PR-owiec może tylko doradzić i dać na tacę żeby wszystko poszło zgodnie z planem. Czynnikiem zwiększającym poziom stresu PR-owca jest też konieczność bycia cały czas na bieżąco, monitorowania mediów, internetu, serwisów społecznościowych, a także konieczność zarządzania złożonymi procesami. Złożonymi z wielu detali (czy macie pojęcie ile to roboty zorganizować udaną konferencję prasową?).

Robota jest wysoce konkurencyjna i nie zawsze dobrze płatna. Choć w USA podobno PR-owcy nie narzekają - średnie pobory to 102 tys. dol. rocznie, a średni czas pracy - 9 godzin na dobę..

Trzecie miejsce na liście najbardziej stresujących zawodów to dyrektor wykonawczy w korporacji (tak chyba trzeba tłumaczyć sformułowanie "Senior Corporate Executive"). W zamian za przeciętną roczną pensję 167 tys. dol. taki delikwent pracuje aż po 11 godzin na dobę i jest przy tym cholernie zestresowany.

Bo z jednej strony jest odpowiedzialny za prowadzenie wyścigu bez końca o zwiększenie zysków firmy, a z drugiej cisną go, by ciął koszty. Musi rozumieć i przewidywać trendy, kontrolować postęp technologiczny w firmie i przewidywać skutki podejmowanych przez siebie i swoich szefów decyzji. To męczy i stresuje. A do tego jeszcze recesja i ryzyko wyrzucenia z pracy przez właściciela lub głównego szefa. I świadomość, że błąd może drogo kosztować. No, ale przynajmniej takiemu to dobrze płacą. Nie tak dobrze, jak Szymonowi Majewskiemu, ale da się żyć.

Myślałem, że mam bardzo stresującą robotę, ale według CareerCast.com jednak bardziej stresującą ma... fotoreporter. Płacą mu marnie, bo ma rocznie ma raptem 43 tys. dol. dochodu, a przy tym nie da się policzyć ile godzin dziennie pracuje. Zajęcie jest niebezpieczne, trzeba mieć końskie zdrowie, refleks i inwencję twórczą.

W tym roku śmiercią przypłaciło swoją robotę 14 fotoreporterów, a mamy dopiero środek wiosny. No, dyrektor wykonawszy w korporacji przynajmniej nie nadstawia codziennie karku, a płacą mu cztery razy więcej przy porównywalnym poziomie stresu. Będąc fotoreporterem trzeba się błyskawicznie mobilizować, zmieniać miejsce pracy i być gotowym przez 24 godziny na dobę, by pójść do pracy, czyli np. na linię frontu. Można się zdenerwować.

Dopiero na piątym miejscu w rankingu - choć przecież też wysoko, biorąc pod uwagę, że klasyfikowano 200 zawodów - znalazł się zawód dziennikarza, a właściwie reportera (tak chyba trzeba rozumieć sformułowanie "Newscaster"). Według CareerCast.com reporter pracuje średnio tylko 8 godzin na dobę (tere-fere, ja jestem w robocie non-stop!), zarabia słabo (43 tys. dol. rocznie), a stresuje się mocno. Wiadomo: pełna dyspozycyjność, konieczność sprawozdawania szybko, bez przygotowania, trzeba się wciąż ścigać z konkurencją i korzystać z najnowszych technologii.

Szóste miejsce na liście najbardziej stresujących zawodów to specjalista od reklamy ("Advertising Account Executive", czyli osoba planująca w firmie wydatki reklamowe), na siódmym znalazł się - tu się zdziwiłem - architekt! Podobno tworzenie planu zagospodarowania przestrzeni pod presją czasu jest stresujące.

Dopiero na ósmym miejscu jest makler giełdowy, na dziewiątym ratownik medyczny, którego wyróżnia nie tylko stresująca robota, ale też niskie zarobki. Ratownik medyczny zarabia w USA średnio tylko 30,1 tys. dol. rocznie przy poziomie stresu 39,68 pkt. Czołową dziesiątkę zamyka agent nieruchomości. No, w USA, gdzie są miliony nie spłacanych kredytów i wysiedlanych nieruchomości to może być robota wysokiego ryzyka. W Polsce chyba mniej.

A najmniej stresujące zajęcia? Spokojnego życia gratuluję audiologom (czyli lekarzom badającym poziom słuchu), których poziom stresu nie przekracza 9,44 pkt. (a więc jest sześć razy niższy od poziomu stresu pilota samolotu), zaś roczne zarobki to w Ameryce 63 tys. dol., czyli jakieś 60 proc. wynagrodzenia pilota. Ale więcej, niż mają dziennikarz i fotoreporter, których robota jest w czubie najbardziej stresujących.

Drugie miejsce na liście najbardziej wyluzowanych zawodów to dietetyk, a potem są inżynier oprogramowania komputerowego, programista oraz higienista w gabinecie dentystycznym, którego poziom stresu podsumowano na 12,07 pkt. No tak, siedzą sobie tylko i dłubią, każdy w swojej działce. Spokój, ptaszki śpiewają, słoneczko świeci...

Zajrzyj na blog Maciej Samcika

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 25 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    61 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':