http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kibol odpowie za plucie

Marcin Kącki, Piotr Żytnicki
2011-04-20, ostatnia aktualizacja 2011-05-27 08:16

Prokuratura zamierza wszcząć śledztwo w sprawie ataku szefa poznańskich kiboli na rodzinę z dziećmi podczas meczu reprezentacji


Źródło: Monitoring stadionu
"Litar" atakuje rodzinę z dziećmi na meczu reprezentacji Polski w Poznaniu...
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy uważasz, że w Polsce kibole czują się bezkarni?

Tak
Nie
Nie interesuje mnie to

W styczniu ujawniliśmy wideo z monitoringu na październikowym meczu Polski z Wybrzeżem Kości Słoniowej w Poznaniu. Na nagraniu Krzysztof Markowicz ps. Litar, szef stowarzyszenia kibiców Wiara Lecha, tuż przed spotkaniem poniewiera rodzinę z dziećmi.

Markowicz podchodzi na trybunach do kibica w biało-czerwonym stroju, popycha go, uderza głową i opluwa. Gdy inny kibol powala oplutego, z górnej części trybuny schodzą dwie kobiety i dzieci. To rodzina zaatakowanego. Kobiety próbują uspokoić sytuację, ale Markowicz pluje w kierunku jednej z nich.

- Opluto nas i sponiewierano, bo byliśmy w biało-czerwonych strojach - mówiła nam jedna z kobiet. Ale nie poszła z tym na policję: - Skoro ktoś atakuje rodzinę z dziećmi, to do czego jeszcze się posunie?



Naruszenie nietykalności cielesnej jest ścigane z oskarżenia prywatnego. A to oznaczało, że bez wniosku rodziny prokuratura nie mogła nic zrobić.

Policjanci ze specgrupy do walki z przestępczością stadionową dotarli jednak do oplutego mężczyzny. Potwierdził, że stał na trybunie, czekając na rodzinę, a Markowicz zaatakował, bo nie podobały mu się biało-czerwone stroje. Został też wyzwany od "pikników", dla których, zdaniem Markowicza, nie ma miejsce na trybunie fanatycznych kibiców Lecha.

Mężczyzna, bojąc się o siebie i rodzinę, nie złożył jednak wniosku o ściganie Markowicza. Poprosił o utajnienie swoich danych w śledztwie.

Jednak jego zeznanie wystarczy, by prokuratura mogła ścigać kibola. Tłumaczy to Małgorzata Machyńska, wiceszefowa prokuratury Poznań-Grunwald: - Do zdarzenia doszło w publicznym miejscu, a sprawa była szeroko komentowana. Uznajemy więc, że społeczna szkodliwość takiego chuligańskiego czynu jest wysoka.

Markowicz może dostać zarzuty naruszenia nietykalności cielesnej, za które grozi grzywna lub rok więzienia.

Po ujawnieniu przez nas nagrania ze stadionu, Polski Związek Piłki Nożnej zapowiadał ukaranie Litara. Skończyło się na 1 tys. zł. Markowicz był też w zespole ds. kontaktów z kibicami przy PZPN, ale zrezygnował, gdy jego wyrzucenie zapowiedział Grzegorz Lato, prezes PZPN.

Do dzisiaj na "wyciągnięcie wniosków przez kibiców" czeka prezydent Ryszard Grobelny, ale Wiara Lecha uznała, że Markowicz nadal pozostanie szefem stowarzyszenia.

Konsekwencji nie wyciągnął także Lech Poznań. Litar ma tam posadę specjalisty od kontaktów z kibicami i wart 2 mln zł rocznie gastronomiczny biznes na stadionie, na który Lech dał mu wyłączność.

Markowicz wciąż pozostaje prezesem Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców. W ostatni weekend związek zorganizował antyrządową akcję: na wszystkich stadionach pojawiły się transparenty z hasłem: "Niespełnione rządu obietnice - temat zastępczy kibice". To odpowiedź na zapowiedzi zaostrzenia prawa i wzmożoną aktywność policji w walce z kibolami.

Arkadiusz Kasprzak, wiceprezes Lecha Poznań: - Jeśli Markowicz dostanie zarzuty, to zastanowimy się, co zrobić.

Komentować sprawy nie chciał Andrzej Pleszkun, wiceszef Wiary Lecha i jej prawnik.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 8 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    41 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':