Dane o uczniach, nauczycielach i szkołach są zbierane przez
MEN, na ich podstawie samorządy dostają pieniądze na utrzymanie szkół oraz nauczycielskie pensje. Dzięki danym wiemy np., ilu uczniów w jakim wieku chodzi do szkół oraz przedszkoli i do jakiego typu.
MEN chce jednak system ulepszyć. Dotąd dane były w nim gromadzone anonimowo i zbiorczo - np. ilu uczniów chodzi do liceów, a ilu do techników w jakimś mieście. Teraz Ministerstwo Edukacji będzie zbierać dane o uczniach indywidualne, wraz z numerami PESEL.
W jednym miejscu, w cyfrowej bazie SIO, będą całe historie edukacyjne każdego Polaka - w tej chwili ponad 5 mln uczniów i prawie miliona przedszkolaków.
Kontrowersje budzi ilość danych, które mają znaleźć się w bazie: od ocen, przez informację, czy uczeń przeszedł do następnej klasy, jakiego języka się uczył, czy brał zasiłek albo stypendium, kiedy zdobył kartę rowerową, aż po korzystanie z pomocy psychologiczno-pedagogicznej.
Rano w Radiu Zet
Katarzyna Hall przekonywała, że nowa baza danych nie będzie miała nic wspólnego z inwigilowaniem uczniów. - Tylko i wyłącznie rodzic będzie miał informacje z jakiego rodzaju porady korzysta jego dziecko. Jeśli uzna, że szkole może się to przydać, udostępni tę informację - mówiła szefowa MEN. Ale unikała jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy w bazie na pewno znajdzie się informacja, że dziecko w ogóle z pomocy psychologa korzystało. - To nie jest tak, że ta informacja będzie automatycznie szła za dzieckiem czy będzie znana każdemu. Dzisiaj ta opinia psychologa często i tak leży w pokoju nauczycielskim - powiedziała Hall. I dodała, że niepotrzebne dane będą z bazy znikać po pięciu a czasem już po dwóch latach.