Dziś Komisja Europejska opublikuje raport o działaniu dyrektywy o gromadzeniu danych telekomunikacyjnych. Zaleca, by ograniczyć możliwość sięgania po nie i zaostrzyć kontrolę. W Polsce w przeciwieństwie do wielu innych krajów nie obowiązują żadne ograniczenia i żadna kontrola. Organy ścigania w Czechach, we Francji czy w Wielkiej Brytanii zaglądają do takich danych trzy razy rzadziej niż polskie. A
Niemcy - 35 razy rzadziej.
W Niemczech i w Czechach trybunały konstytucyjne uznały przepisy dotyczące gromadzenia tych danych i sięgania po nie za sprzeczne z konstytucją, mimo że obwarowane to było rozmaitymi warunkami. To samo stało się w Rumunii i Austrii.
Polskie służby sięgają po dane telekomunikacyjne coraz częściej - wynika z informacji Urzędu Komunikacji Elektronicznej. W zeszłym roku zapytań było o 300 tys. więcej niż w 2009 r. Organy ścigania pytały o: właściciela telefonu, połączenia telefoniczne (billingi), miejsca pobytu (dane o tym, gdzie logował się czyjś telefon do bazy i czyje telefony były w pobliżu), SMS-y i połączenia internetowe.
Unijna dyrektywa każe operatorom telekomunikacyjnym gromadzić takie dane przez minimum 6, a maksimum 24 miesiące. Polska przyjęła najdłuższy okres, i to do wszystkich rodzajów danych. W wielu krajach po te dane można sięgać tylko w przypadku ścigania najcięższych przestępstw. W Polsce - w każdym przypadku. Nawet w sprawach rozwodowych. Pobierając billingi, polskie organy ścigania obchodzą chronioną prawem tajemnicę dziennikarskich źródeł informacji. Pisaliśmy o tym, że np. billingi Moniki Olejnik służby pobierały przez dwa lata.
Raport Komisji Europejskiej ma służyć ocenie, czy warto nadal wymuszać przechowywanie danych. Przeciwko jest europejski inspektor ochrony danych Peter Hustinx, europejska komisarz ds. sprawiedliwości Vivian Reding, wielu europarlamentarzystów i 27 organizacji pozarządowych z różnych krajów, w tym polska fundacja Panoptykon. Wczoraj ogłosiły swój raport cień, w którym uznają gromadzenie danych za naruszenie prywatności. Przytaczają informacje, z których wynika, że nie ma to większego wpływu na skuteczność zwalczania przestępczości. KE jest innego zdania. Ale chce ograniczeń.
Zaleca m.in.: • skrócenie czasu przechowywania danych; • ograniczenie dostępu do nich; • ograniczenie rodzajów przestępstw, w przypadku których wolno po nie sięgać; • uniemożliwienie wykorzystywania danych do gromadzenia haków na ludzi (np. że ktoś ma kochankę, do której często dzwoni) i do konstruowania profilu poszczególnych osób; • wprowadzenie obowiązku zwrotu operatorom kosztów udostępniania danych.
Rzecznik praw obywatelskich Irena Lipowicz w styczniu przekazała premierowi analizę prawną, z której wynika, że przepisy o pobieraniu danych telekomunikacyjnych są sprzeczne z konstytucją. Postulowała wprowadzenie wielu ograniczeń.
W marcu Jacek Cichocki, sekretarz Kolegium ds. Służb Specjalnych przy premierze, odrzucił większość postulatów. Uznał, że w porównaniu z podsłuchami pobieranie danych teleinformatycznych "ingeruje w prywatność w relatywnie niewielkim stopniu". Zadeklarował natomiast ustanowienie niezależnego od rządu organu, który będzie kontrolował korzystanie z danych. Nad zmianą przepisów pracuje specjalny zespół złożony głównie z przedstawicieli służb specjalnych i policji.