http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Antyaborcyjna moralność

Katarzyna Wiśniewska
2011-04-18, ostatnia aktualizacja 2011-04-17 20:09

Sejm dostał właśnie obywatelski projekt ustawy zakazującej całkowicie aborcji podpisany przez 450 tys. osób.

Katarzyna Wiśniewska
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Katarzyna Wiśniewska
ZOBACZ TAKŻE
Firmuje go Komitet Inicjatywy Ustawodawczej (członkowie organizacji pro-life). Jego pełnomocnik Mariusz Dzierżawski wygłosił z tej okazji krótkie pouczenie: "Jeśli można zabijać dzieci, cóż nas powstrzyma, byśmy nie pozabijali się nawzajem? Państwo, które na to pozwala, nie jest dobrym państwem". Wspomniał o "odbudowie moralności w życiu publicznym".

Odbudowę moralności radzę zacząć od przyjrzenia się własnej hipokryzji. Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny szacuje, że 80-200 tys. Polek rocznie przerywa ciążę, z czego ok. 15 proc. - za granicą.

To skutek tzw. kompromisu antyaborcyjnego, który zezwala na usuwanie ciąży jedynie w przypadku przestępstwa, zagrożenia życia lub zdrowia matki czy nieodwracalnego uszkodzenia płodu. W praktyce nawet tak restrykcyjna ustawa nie działa - lekarze często boją się wydać skierowanie na aborcję (patrz przypadek Alicji Tysiąc). Legalnych zabiegów w 2008 r. było zaledwie 499.

Organizacje pro-life i ta liczba kłuje w oczy, woleliby wszystkie zabiegi zepchnąć do podziemia. Bo chyba nie są tak naiwni, żeby myśleć, że gdyby aborcję całkowicie zdelegalizowano, lekarze kryjący się pod ogłoszeniami "Wywoływanie miesiączki" (można je poczytać nawet w konserwatywnych dziennikach) zwinęliby biznes.

Co gorsza, podobne demagogiczne hasła słychać znów w Kościele. Kilka dni temu abp Henryk Hoser, szef Zespołu Ekspertów Episkopatu ds. Bioetycznych, stwierdził na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, że kompromis aborcyjny "nie bierze pod uwagę istniejącego już w niej [kobiecie] drugiego bytu, którym jest człowiek". Arcybiskup nie widzi powodów do usuwania ciąży z gwałtu ("Do jednej zbrodni dodaje się drugą"). Ma też receptę na traumę zgwałconej: "Po urodzeniu może oddać dziecko do adopcji". Abp Hoser przekonywał też, że "nie można pozbywać się dziecka, argumentując to zagrożeniem życia matki lub wadami płodu", ponieważ "współczesna medycyna potrafi zachować przy życiu obie osoby". Arcybiskup jako lekarz chyba wie, że medycyna to nie czary-mary i wszechmocna nie jest. Takim mówieniem robi tylko krzywdę kobietom.

Ustawy antyaborcyjnej nie można zaostrzać, wręcz przeciwnie, powinna zostać zliberalizowana. Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie obowiązkowych konsultacji psychologicznych dla kobiet rozważających zabieg (swojego czasu w Niemczech takie poradnie istniały pod patronatem Kościoła, szkoda, że Watykan tego zabronił).

Zwolennicy zaostrzenia ustawy liczą na jatkę w Sejmie, podobną do tej z początku lat 90. Lepiej by zrobili, gdyby zajęli się faktyczną pomocą kobietom w niechcianej ciąży, często matkom kilkorga dzieci w katastrofalnej sytuacji materialnej. Ale to jest mniej widowiskowe niż pokazywanie się w parlamencie i opowiadanie bajek o moralnym państwie.





Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 124 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    80 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':