Podpisana przez prezydenta ustawa wprowadzająca jednomandatowe okręgi w wyborach do Senatu to szansa dla polityków, którzy na skutek różnych zdarzeń znaleźli się na aucie życia politycznego.
Przypomnijmy: wrocławskiemu senatorowi PO Misiakowi zarzucano, że skorzystał na zapisach ustawy, którą tworzył. Jako szef komisji gospodarki narodowej pracował nad specustawą stoczniową, a firma Work Service, której był współwłaścicielem, otrzymała związany z nią wart kilkadziesiąt milionów kontrakt. Misiak wystąpił z PO dopiero, gdy premier
Donald Tusk ogłosił, że wykluczy go z partii. Przedstawiany był jako czarna owca, reprezentant kapitalizmu politycznego i człowiek, który do polityki szedł, by pomóc sobie w robieniu interesów. Ale senacka komisja legislacyjna stwierdziła, że senator nie miał wpływu na zapisy ustawy likwidującej stocznie, a także na to, że w konkursie na szkolenia zwalnianych stoczniowców wygrała oferta firmy, w której miał udziały. Misiak rozmawia o powrocie do PO, ale negocjacje idą opornie. - Podjął już decyzję, że jeśli nie dostanie zgody na start z naszej listy, to wystartuje jako kandydat niezależny - zdradza polityk dolnośląskiej PO.
Sam Misiak niczego nie przesądza. - Wciąż wierzę, że PO przyzna, że cała moja sprawa była dęta i osądzano mnie pochopnie. Jeśli nie, to wtedy będę się zastanawiał, co dalej.
Sytuacja Chlebowskiego jest bardziej skomplikowana. Zawiesił członkostwo w partii po aferze hazardowej, gdy ujawniono stenogramy rozmów, jakie prowadził z potentatem tej branży Ryszardem Sobiesiakiem. Poseł miał wpływać na zmiany w ustawie o grach tak, by były korzystne dla Sobiesiaka. 7 kwietnia prokuratura uznała jednak, że afery hazardowej nie było. Chlebowski triumfował. W rozesłanym do mediów komunikacie napisał: "Prawda się obroniła". W Platformie kalkulują jednak, że wystawienie go mogłoby zaszkodzić partii wizerunkowo. Dlatego - jak przekonuje bliski współpracownik Chlebowskiego - "w głowie posła dojrzewa myśl, by wystartować samodzielnie do Senatu".
Z kolei senator Ludwiczuk, przed II turą wyborów prezydenckich w Wałbrzychu, namawiał Longina Rosiaka, pełnomocnika sztabu wyborczego Mirosława Lubińskiego, kandydata lewicy, by przeszedł na stronę PO. W zamian obiecywał mu stanowisko wicestarosty, a jego żonie - pracę w miejskiej spółce i zagraniczne wakacje. Media ujawniły nagrania ich rozmów, a Rosiak złożył na Ludwiczuka doniesienie do prokuratury.
Senator zrezygnował z członkostwa w PO, ale wciąż wierzy, że władze pozwolą mu wystartować pod partyjnym szyldem. Nie wyklucza też samodzielnego startu do Senatu, choć zastrzega: - Nie podjąłem jeszcze decyzji. Muszę przekalkulować, czy nie zaszkodziłby to kandydatom PO. - To kokieteria - ocenia bliski znajomy Ludwiczuka. - Platforma jest dla niego stracona, przestał też być prezesem Polskiego Związku Koszykówki. Powalczy, by pokazać, że ludzie są za nim.
Listy kandydatów na posłów i senatorów Platforma zatwierdzi 29 kwietnia.