Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Rozmowa z marszałkiem Sejmu Grzegorzem Schetyną, pierwszym wiceprzewodniczącym PO Renata Grochal: Postawiłby pan Lechowi Kaczyńskiemu pomnik, którego domaga się PiS? Marta Kaczyńska proponuje pomnik świetlny na Krakowskim Przedmieściu jako upamiętnienie wszystkich ofiar. Grzegorz Schetyna: Jestem przeciwny usytuowaniu pomnika na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim. Stoi tam już pomnik księcia Józefa Poniatowskiego. Tragedia smoleńska to katastrofa bez precedensu na świecie, dlatego pomnik upamiętniający wszystkie ofiary powinien stanąć. Ale miejsce i projekt muszą być wynikiem wspólnej dyskusji i zgody narodowej.
Trudno sobie tę zgodę wyobrazić. - Emocje są zbyt duże, by dziś rozpocząć dyskusję. Otworzylibyśmy nowy front wojny polsko-polskiej. Przed wyborami nie powinniśmy dyskutować na temat pomnika. W kampanii wszystko, co dotyczy katastrofy smoleńskiej, będzie pretekstem do wojny. Najpierw trzeba sprowadzić wrak, oryginały czarnych skrzynek, zamknąć raport Millera, dopiero później myśleć o pomniku.
Czy Lech Kaczyński jako prezydent zasługuje na pomnik? - Dziś na prezydenturę Lecha Kaczyńskiego patrzymy przez pryzmat katastrofy smoleńskiej, a nie jego dokonań jako prezydenta. Moim zdaniem Lech Kaczyński nie zasługuje na pomnik. To była zła prezydentura, tak też oceniali ją w większości Polacy przed 10 kwietnia. Prezydent Kaczyński nie był skłonny do współpracy z rządem, blokował wszystkie jego najważniejsze ustawy. Był prezydentem jednej partii i wyraźnie to podkreślał.
Był jednak głową państwa, zginął tragicznie. Dla Polaków jego śmierć była wstrząsem, żałobę przeżywały miliony. Nie tylko zdaniem PiS Lech Kaczyński zasługuje na szczególne upamiętnienie. - Tę tragedię przeżywaliśmy wszyscy. W tym samolocie lecieli także moi przyjaciele, ale nie uważam, że należy im się pomnik tylko dlatego, że zginęli w katastrofie. Pomniki stawiajmy za zasługi, których także np. Aramowi Rybickiemu czy Maciejowi Płażyńskiemu nikt nie odmówi.
Może z pomnikiem Kaczyńskiego jest jak z Wawelem? PiS próbuje moralnego szantażu, żeby zdusić dyskusję na temat oceny tej prezydentury. - Wawel był polityką faktów dokonanych. Chciano, żeby Lech Kaczyński spoczął wśród królów, i tak się stało. Po doświadczeniu z Wawelem Polska nie powinna jednak poddać się presji środowiska związanego z PiS. Kwestia pomnika stała się dziś orężem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w walce politycznej. Dlatego nie powinniśmy decydować w pośpiechu, czy i gdzie stawiać pomnik. Nawet sondaże pokazują, że społeczeństwo jest zmęczone i domaga się już zamknięcia sprawy Smoleńska. Polacy współczują rodzinom ofiar, ale chcą powrotu do normalności.
Jarosław Kaczyński używa ostrego języka w rocznicę katastrofy. Czy to mobilizuje elektorat PO? - To z jego strony zimna kalkulacja. Używając ostrego języka, prezes PiS chce zniechęcić Polaków do polityki, pokazać, że sięga ona absurdu. To może skutkować wyborczą absencją. Kaczyński wie, że im niższa frekwencja, tym lepszy wynik PiS. Wtedy wartość 25-30 proc. może urosnąć o kilka czy kilkanaście punktów, co da poważny mandat PiS, może nawet zwycięstwo. Dziś najważniejszym pytaniem jest, jak się zachowa ta milcząca większość. Czy zniechęci się, śledząc wypowiedzi lidera opozycji, czy zmobilizuje się i nie dopuści do powrotu państwa strachu i podsłuchów, polityki obsesji i paranoi.
Jarosław Kaczyński mówi o ofiarach katastrofy smoleńskiej: "zdradzeni o świcie", a o Lechu Kaczyńskim - "walczył za Polskę i może właśnie dlatego nie ma go wśród nas". Jak pan to rozumie? - Jego wystąpienie w rocznicę katastrofy to otwarcie nowego rozdziału wojny polsko-polskiej. Gdy biskupi wzywają do zakończenia żałoby, prezes PiS celowo odgrzewa emocje, dzieląc Polaków, bo rozpoczął już kampanię wyborczą.
Mówi: "Ci, którzy nie szanują Polski, nie szanują nas, siebie, nie mają prawa mówić w imieniu naszego kraju". - Prezes Kaczyński od miesięcy podważa istotę demokracji, czyli prawo do rządzenia większości parlamentarnej. Jako były premier powinien wiedzieć, że w demokracji to nie mniejszość rządzi większością, tylko większość sprawuje rządy w imieniu narodu. PiS będzie wykorzystywało tragedię smoleńską w kampanii. To działanie wynika z pustki programowej tej partii. Ona nie umie odnaleźć się w demokratycznym porządku, używa parlamentu do tego, żeby podważyć zasady i fundamenty demokratycznego państwa. A ostatnio działa w ten sposób w Parlamencie Europejskim.
Dlaczego PO, poza marszałkiem Niesiołowskim, nie odpowiedziała od razu na te ostre słowa? - Ktoś musi być poza tym szaleństwem. Dziś stery państwa są w naszych rękach. Pilnujemy stabilności państwa, budżetu, to nasz obowiązek i odpowiedzialność. Uważam, że najwyższe władze w państwie zdają ten egzamin. To nie jest proste, bo nie jest to już rywalizacja dwóch partii. Mamy państwo i antypaństwo - czyli tych, którzy to państwo prowadzą, i tych, którzy podważają jego istotę konstytucyjną. Już nie tylko prezydent i premier, ale i prokuratura, i służby są według prezesa po ciemnej stronie. Nie damy się zaszantażować PiS, żeby całe państwo zajmowało się wyłącznie sprawą Smoleńska.