Ewa Stankiewicz rozstawia tam namiot. Domaga się postawienia Donalda Tuska przez Trybunałem Stanu za oddanie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej Rosji. Autor komentarza przypomina: - Zdrajcy stanu nie mogą rządzić Polską, ani minuty dłużej.
Szułdrzyński ocenia, że Ewa Stankiewicz to utalentowana i wrażliwa artystka i czyniąc rozliczne zastrzeżenia stwierdza: "Jednak Ewa Stankiewicz, oskarżając Tuska o sprzedaż Moskwie polskiej suwerenności, nazywając go zdrajcą i wzywając niemal do obalenia legalnie wybranych władz RP, stawia się poza granicami demokratycznego dyskursu. A przy okazji traci wiarygodność jako dziennikarz."
Ten tekst jest niczym samotny kwiatek na polu pokrzyw, napiętej publicystyki piętnującej: narodowe zdrady, zaprzaństwo, utrzymanej w pogardzie do wszystkiego co niepisowskie.
Jest w "Rzeczpospolitej" publicysta - medioznawca, który tego rodzaju stwierdzenie określiłby "zmianą wajchy", jak to raczył uczynić po tekstach o "Wyborczej" dotyczących premiera Donalda Tuska i OFE.
Pozwolę sobie przyjąć inną metodę badawczą. Przyjmijmy hipotezę, że w "Rzeczpospolitej" podobnie jak w innych redakcjach, pracują ludzie o zróżnicowanych poglądach, racjonalnie spoglądający na świat, nie do końca przekonani, że są nosicielami jednej, właściwej i niepodważalnej prawdy. Choć, przyznaję. Czasami w swoich ocenach się mylę.
Źródło: Gazeta Wyborcza