Słowa prezesa
PiS o "zdradzonych o świcie" uczestnikach tragicznego lotu do Smoleńska sensu nie mają, gdyż nie ma nawet cienia poszlaki, że doszło wówczas do zamachu lub innych celowych działań, które doprowadziły do katastrofy. Zresztą - słowo "zdrada" sugeruje, że działania takie mógłby prowadzić ktoś z własnego obozu. Bo przecież wróg nie zdradza, a PO i obecny rząd od dawna są traktowani przez Jarosława Kaczyńskiego nie jako "swoi", nawet nie jako przeciwnicy, lecz jako wrogowie.
Krótko mówiąc - Kaczyński na wiecu w Sali Kongresowej palnął coś, co jest wprawdzie cytatem z Herberta, lecz w kontekście katastrofy smoleńskiej większego sensu nie ma. A jego otoczenie nie tylko twierdzi, że jest odwrotnie, ale z powagą podkreśla, że słowa prezesa PiS są jak zawsze genialne. Jednym z tych cmokających nad mądrością wodza jest poseł Andrzej Dera. Pytany przez Monikę Olejnik, czy
Lech Kaczyński został zdradzony, potwierdził: - Został zdradzony przez polski rząd, gdzie było przez cały czas podważane, że jest prezydentem, że może lecieć. Cały czas była wojna na linii prezydent-rząd i trzeba sobie przypomnieć, kto tę wojnę toczył: to robił rząd.
Gimnazjaliści, którzy we wtorek pisali egzaminy, musieli wyjaśniać znaczenie abstrakcyjnych pojęć. Słowo "zdrada" aż tak bardzo abstrakcyjne nie jest i jego zrozumienie nie powinno sprawiać większych trudności przeciętnemu uczniowi. Może więc Dera powinien na temat zdrady napisać wypracowanie. Podpowiadam tematy: "Zdrada jako powtarzający się motyw w historii Polski"; "Czy Konrad Wallenrod był zdrajcą?" "Czy zdrada o świcie jest bardziej niemoralna niż o zmierzchu?".