http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Rocznica śmierci 96 fanów Liverpoolu

kid
2011-04-15, ostatnia aktualizacja 2011-04-13 13:16

Rannych na stadionie Hillsborough próbowali ratować stewardzi, policjanci i inni kibice
Rannych na stadionie Hillsborough próbowali ratować stewardzi, policjanci i inni kibice
Fot. AP

'96 ofiar' i 'kwiecień' nie tylko Polakom kojarzą się tragicznie. W piątek 15 kwietnia mija kolejna rocznica śmierci blisko setki fanów angielskiego klubu piłkarskiego FC Liverpool

15 kwietnia 1989 r. Jeden z kibiców Liverpoolu przy przewróconym płocie na stadionie Hillsborough. Tego dnia zginęło 96 kibiców
Fot. AP
15 kwietnia 1989 r. Jeden z kibiców Liverpoolu przy przewróconym płocie na...
Rannych na stadionie Hillsborough próbowali ratować stewardzi, policjanci i inni kibice
Fot. AP
Rannych na stadionie Hillsborough próbowali ratować stewardzi, policjanci i...
Do największej tragedii w dziejach brytyjskiego futbolu doszło podczas półfinału Pucharu Anglii na stadionie Hillsborough w 1989 r. To była sobota. Liverpool miał grać z Nottingham Forest. Spotkanie wyznaczono w połowie drogi między tymi miastami, w położonym o 130 km od Liverpoolu Sheffield.

Około 24 tys. kibiców Liverpoolu wsiadło w pociągi, autobusy i samochody, żeby dopingować swoją drużynę. Korki i policyjne kontrole opóźniły ich przyjazd. Wielu fanów dojechało pod stadion tuż przed meczem. Wielu z nich nie miało nawet biletów. Tuż przed planowanym rozpoczęciem spotkania pod wejściowymi bramami tłoczyło się kilka tysięcy fanów Liverpoolu. Tłum z tyłu gęstniał, napierając na tych, którzy stali blisko wejścia. Porządkowi podjęli decyzję - otwieramy bramy, żeby ludzie nie zostali zgnieceni.

Ale ścisk udało się rozluźnić tylko na chwilę, bo ludzie nie mieli jak wejść na zapełnioną prawie całkiem trybunę. Kiedy na boisku pojawili się piłkarze i wzmógł się doping, ludzie stojący z tyłu zaczęli coraz mocniej naciskać na tych, którzy już byli na trybunie. Stojący w pierwszych rzędach ludzie zaczęli się dusić. Próbowali wyrwać się śmierci przeskakując przez płot oddzielający ich od boiska. Przez kilka minut nikt nie zorientował się, że dzieje się coś złego. Policjanci zatrzymywali tych, którzy próbowali przeskakiwać przez płot i uciekać na murawę. Krzyk duszących się ludzi ginął w panującym na stadionie tumulcie.

Mecz przerwano po 6 minutach. Na pomoc duszonym ludziom rzuciły się pracujące na stadionie służby i zwykli kibice.

Zginęli mężczyźni, kobiety i dzieci. Najmłodszą ofiarą był 10-latek, Jon-Paul Gilhooley. Dwie córki stracił Trevor Hicks, który stanął na czele stowarzyszenia rodzin ofiar Hillsborough. 766 osób zostało rannych.

Po tragedii brytyjski minister sprawiedliwości ogłosił raport. Napisano w nim o winie organizatorów i pilnujących meczu funkcjonariuszy policji. Jednak nikt nie został skazany.

Co roku kibice Liverpoolu czczą pamięć ofiar minutą ciszy i domagają się sprawiedliwości. W tym roku podczas wygranego 3:0 meczu z Manchesterem City, 11 kwietnia.



Do tragicznego zdarzenia doszło cztery lata po innej tragedii z udziałem fanów Liverpoolu. W maju 1985 r. na belgijskim stadionie Heysel w starciach włoskich i brytyjskich chuliganów (Liverpool grał wówczas przeciw Juventusowi w składzie ze Zbigniewem Bońkiem) zginęło 39 osób.

Po wydarzeniach na Hillsborough w Wielkiej Brytanii wprowadzono nowe zasady bezpieczeństwa na stadionach. Zlikwidowano m. in. miejsca stojące, zamiast nich kibice dostali numerowane krzesełka.



Więcej o tragedii na Hillsborough :

- Na stronie klubowej FC Liverpool

- Na stronie stowarzyszenia ''Kampania sprawiedliwości Hillsborough''

Przeczytaj także o rocznicy katastrofy lotniczej Manchesteru United



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':