http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jazda po polsku: Jesteśmy mierni

Rozmawiał Krzysztof Aładowicz
2011-04-12, ostatnia aktualizacja 2011-04-12 10:59

Polski kierowca wierzy, że jest nieśmiertelny, a z przepisami walczy jak z zaborcą. A najgorsi są mężczyźni, bo na drodze używają tylko połowy mózgu - mówi Stanisław Śliwa*, psycholog transportu

Korek na ul. Podwale Przedmiejskie w Gdańsku
Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta
Korek na ul. Podwale Przedmiejskie w Gdańsku
SERWISY
Krzysztof Aładowicz: Ceni pan polskich kierowców?

Stanisław Śliwa: - Tak sobie. Pan jeździ samochodem?

Jeżdżę.

- No to sam pan wie, jak jest. Jeszcze nie widziałem, żeby kierowcy jechali w jednym w rządku, zgodnie z przepisami.

Zawsze choć jeden wyrywa się do przodu.

- Otóż to. Statystyki OECD mówią, że średnia prędkość na przelotówce w dużym mieście to 65 km na godzinę, a w małych miejscowościach 76 km na godzinę. A prędkość to nie jedyny problem. Nieprawidłowe wyprzedzanie, ignorowanie znaków

Bo przepisy są nieżyciowe.

- Skąd! Niech pan wybierze się do Wielkiej Brytanii, do Niemiec. Tam obowiązują podobne ograniczenia. I jakoś nikt nie narzeka.

To może kary mamy za niskie?

- Kary są wystarczająco surowe. Tak naprawdę problemem jest mała nieuchronność kary. A bierze się to stąd, że na drogach mamy niewielu policjantów.

Gdzie się podziewają?

- Jadą do każdej stłuczki, nawet najdrobniejszej, bo tego wymagają towarzystwa ubezpieczeniowe. Jeśli w roku mamy około 400 tysięcy kolizji i wszędzie pojawia się policjant, to ma pan odpowiedź. Marnują czas na porysowane zderzaki, zamiast namierzać pijanych za kółkiem. Bo skoro już mówimy o grzechach polskich kierowców to alkohol jest na drugim miejscu.

Polski kierowca pije i prowadzi, bo... ?

- Często dlatego, że jest niedouczony. Na ponad 200 tys. osób zatrzymywanych co roku za jazdę "po spożyciu" spory odsetek stanowią ci z "syndromem dnia poprzedniego". Przespanie pięciu godzin, zjedzenie śniadania czy wypicie kawy nie spowoduje, że będziemy trzeźwi, jeśli np. o pierwszej w nocy mieliśmy 1,5 promila. W takiej sytuacji auto można prowadzić dopiero następnego dnia około 15-tej. Nawet jak już alkomat wskazuje zero, to nie znaczy, że precyzyjna maszyna o nazwie "kierowca" odzyskała w pełni sprawność. Przez następną dobę tak się nie stanie.

Co pana najbardziej przeraża?

- Że jeździmy coraz nowocześniejszymi samochodami.

No coś podobnego.

- Tak jest. Coraz większe, wygodniejsze, lepiej wytłumione kabiny odsuwają nas od przesuwających się za oknem elementów tła. Pełen komfort. I to usypia. Kierowca ma słabsze wyczucie prędkości, jedzie szybciej i powoduje wypadki.

Niech mi pan wytłumaczy, dlaczego kierowcy myślą, że nigdy nikogo nie zabiją lub nie zostaną zabici?

- Po pierwsze - mają wrażenie, że są nieśmiertelni. Weźmy kierowcę, który przejeżdża 100 tys. km rocznie. Ten człowiek bywał w niebezpiecznych sytuacjach i zawsze mu się jakoś udawało. Myśli więc, że kolejnym razem też nic mu się nie stanie. Stopniowo nabiera coraz większej pewności. Na tym - nomen omen - przejechał się Kubica. Fantastyczny kierowca. Ale poczuł się nieśmiertelny i na zakręcie pojechał znacznie szybciej niż powinien. Po drugie: trening kulturowy. Proszę sobie uświadomić, że my dopiero od 20 lat żyjemy w niepodległym państwie, wcześniej była komuna .

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':