Piotr Pacewicz: Ministerstwo Infrastruktury chce wydać miliard złotych na komputery dla uczniów. Czy na laptopy, czy na inny sprzęt? Czy dla uczniów pierwszych klas podstawówki, czy gimnazjum? Magdalena Gaj, wiceminister infrastruktury: Zaczynamy dopiero prace nad tym projektem, a media już go sprowadziły do hasła „rząd rozdaje komputery jak kiełbasę wyborczą”. To nie tak - i nie będę tu mówić o programie „komputer dla ucznia”, ale o programie budowania kompetencji cyfrowej przyszłych pokoleń.
Michał Boni, minister, szef doradców strategicznych premiera: Polska w najbliższej dekadzie musi zbudować konkurencyjność, która nie będzie opierała się na tańszej sile roboczej, ale na kapitale ludzkim i innowacyjności. Niemanualne nierutynowe kompetencje - to się będzie liczyć na przyszłym rynku pracy.
Nie chcę więc mówić o kupowaniu laptopów dla uczniów, ale o wprowadzeniu klas laptopowych, w których dzieci zbudują sieć, a ta - nowy rodzaj społeczności. Chcę mówić o otwieraniu internetowych repozytoriów, z których dzieci mogłyby korzystać (trwają prace nad rządowym projektem ustawy o otwartych zasobach). O zastąpieniu "nauczyciela informatyki" nauczycielem cyfrowym, który będzie stosował technologie komunikacyjno-informacyjne na każdej lekcji.
To mogłaby być druga fala kapitalizmu w Polsce. Pierwsza w latach 90. wzmacniała wartość indywidualizmu, konkurencji, druga fala promowałaby współpracę - to, co gwarantuje już dziś sukces na rynku.
W 2030 r. - a szczególnie lubię tę datę - dzisiejsi pierwszoklasiści będą przeżywać akurat tzw. kryzys 25-latka związany z wejściem na rynek pracy i rozpoczęciem samodzielnego życia. Jeśli wprowadzimy ten projekt, może przejdą ten kryzys łagodniej.
Gaj: Technologie komunikacyjno-informacyjne, a w szczególności dostęp do szerokopasmowego internetu, są dziś głównym czynnikiem rozwoju gospodarki. Wiemy, skąd wziąć pieniądze na tworzenie programu cyfrowej szkoły: operatorzy telefonii cyfrowej - PTC (Era), Polkomtel (Plus), Centertel (Orange) - mają do końca 2022 roku zapłacić 900 mln euro za koncesje na wykorzystywanie częstotliwości. Chcemy zmienić zasady tych opłat - budżet zatrzyma 90 mln euro, a operatorzy wydadzą 570 mln na unowocześnienie sieci. Zostanie 240 mln euro dla szkół.
Jeśli dobrze wykorzystamy te pieniądze, da nam to wzrost zatrudnienia, innowacyjności, wzrost PKB i wpływów z podatków dla państwa. Może przynieść 2-3 mld euro rocznie, a więc trzy razy więcej, niż operatorzy mają jeszcze do zapłacenia. A do tego wpłynie na wyrównanie szans wszystkich obywateli.
Projekt ustawy o konwersji opłat został już przygotowany, trwają konsultacje środowiskowe. Do końca czerwca chcemy skończyć prace. Założyliśmy, że zebrane pieniądze pozwolą na zakup laptopów dla dzieci. Od 2011 r. w każdym województwie chcemy wybrać jedną szkołę, w której wprowadzimy program pilotażowo. Szacowaliśmy, że laptop będzie kosztował 100 euro, po konsultacjach wiemy już, że to będzie raczej 200-230 euro. Rozważamy dwa warianty: • funduszowy - to rząd zrobi przetarg i kupi sprzęt - i • operatorski, w którym ciężar kupna i dystrybucji sprzętu spocznie na operatorach.
Komu i na jakich zasadach dać komputery - nie rozstrzygamy. Bez wsparcia MEN nie uda nam się właściwie zaadresować naszego projektu, bo w resorcie infrastruktury nie wiemy, czy pierwszaki to właściwa grupa.
Dominik Batorski, Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego na Uniwersytecie Warszawskim: Zaczynanie reformy oświaty od laptopa dla ucznia to jak zaczynanie budowy domu od dymu z komina. Jeśli celem jest budowanie społeczeństwa cyfrowego, to powinniśmy zacząć od dorosłych. W Polsce tylko 21 proc. Polaków powyżej 50 lat korzysta z internetu. A dziecko prawie każde. Społeczeństwo informacyjne to takie, gdzie informacja jest podstawą, a więc to administracja publiczna powinna się podciągnąć w pierwszej kolejności. A jeśli zaczynamy od szkoły, to zacznijmy od nauczycieli.
Katarzyna Hall, minister edukacji: Ile razy zastanawiam się, jak sensownie wydać pieniądze na modernizację szkoły, zawsze mówię - rok wcześniej dajmy to nauczycielom. Nauczyciel powinien dostać laptopa wcześniej, by mógł stać się bardziej biegły w obsłudze niż uczeń, inaczej program przyniesie więcej szkody niż pożytku.
Pacewicz: Przed debatą zrobiliśmy sondaż wśród nauczycieli, na co chcieliby, żeby poszły pieniądze z programu. Aż 89 proc. wskazało komputer i rzutnik do każdej klasy, 51 proc. laptopy dla nauczycieli, 43 proc. programy edukacyjne, a dopiero 34 proc. laptopy dla uczniów i 31 proc. wi-fi [bezprzewodowy internet] w szkole. Gaj: Telekomunikacja Polska ma obowiązek dostarczyć internet do każdej szkoły. Wi-fi na razie nie jest montowane, bo nie jest potrzebne - w szkołach przeważają komputery stacjonarne podłączone do sieci kablem. Ale w ciągu trzech-czterech lat w Polsce będzie już bardzo dobra infrastruktura szerokopasmowej sieci. Mamy na to 3,5 mld zł z Unii.
Hall: Podejmę rozmowy z minister Gaj, żeby do tych laptopów dorzucić jeszcze po tablicy multimedialnej.
Pacewicz: Anglicy dawali laptopy najuboższym. Portugalia wprowadziła odpłatność. Gaj: Portugalia wprowadziła opłaty symboliczne - w wysokości 25 i 50 euro. Ważne, by wszystkie dzieci dostały identyczne laptopy, nie da się pracować, gdy jedno dziecko przyniesie wielki laptop taty, a drugie - małego netbooka.
Boni: Czy dać biedniejszym? Ale jak ich dzielić? Wyjdzie nam z tego biurokratyczny projekt rozdawnictwa.
Hall: Trzeba ustalić, czy laptop ma być własnością szkoły, czy dziecka, i kto ma płacić za naprawę.
Boni: Moim zdaniem to powinna być własność szkoły - wtedy będzie łatwiej prowadzić serwis i instalować oprogramowanie.