Akcję "Miłość nie wyklucza" przygotowała warszawska grupa Tel-Aviv. Chce w ten sposób zwrócić uwagę na brak ustawy o związkach partnerskich. Nad zdjęciem przytulających się dwóch kobiet albo dwóch mężczyzn autorzy umieścili czerwone serce, pod nim apel "Żądamy ustawy o związkach partnerskich". - Chcieliśmy dotrzeć do mieszkańców mniejszych miejscowości, bo tam o problemach homoseksualistów mówi się najmniej, a geje i lesbijki zazwyczaj muszą żyć w ukryciu - opowiada Wojciech Szot, rzecznik prasowy kampanii.
Tel-Aviv zaproponował wywieszenie plakatów w autobusach trzech miast. Dwa od razu odmówiły. - W Inowrocławiu odpowiedź była krótka: "Nie, bo nie" - mówi Szot.
Za wynajem powierzchni reklamowych w tamtejszych autobusach odpowiada firma Autobox.
Jej szef Ireneusz Iwański mówi: - Społeczeństwo nie jest gotowe na oglądanie takich plakatów. Ludzie zniszczyliby je, połamali ramki. A moja firma poniosłaby straty. Wolałbym, żeby akcje uczyły młodzież ustępowania miejsca w autobusach. I nie namówi mnie pan, żebym publicznie się wypowiedział, co sądzę o treści tych plakatów.
- Autobox nie musi konsultować z nami, jakie materiały eksponuje, ale musi się zmieścić w ramach przyzwoitości - mówi prezes inowrocławskiego MPK Mariusz Kuszel. - Widocznie ocenili, że plakaty nie są przyzwoite.
- Zgadza się pan z ich decyzją? - pytamy.
- Publiczne propagowanie takich scen nie jest właściwe.
Plakatów z gejami i lesbijkami nie chciał także Ełk. W piśmie do Tel-Avivu MZK wyjaśniało, że w autobusach nie powinny pojawiać się treści "uwłaczające jakiejkolwiek grupie społecznej, kampanii politycznych i wyborczych oraz hasła wywołujące duże kontrowersje w społeczeństwie".
Alicja Chorąży, prokurent w ełkckim MZK: - Mnie te plakaty nie przeszkadzają. Ludzie na zdjęciach prezentują się bardzo dobrze. Ale musimy dbać o pasażerów. A nimi są głównie osoby starsze, konserwatywne. Nie możemy dopuścić do tego, żeby podróżując naszymi autobusami, wpadły w zły nastrój, zdenerwowały się.
Chorąży zapewnia, że "Miłość nie wyklucza" nie była pierwszą akcją, której odmówiono. I podaje przykład, że w autobusach w Ełku nie pojawiły się reklamy imprezy z alkoholem, na którą zapraszały "roznegliżowane osoby".
Propozycję Tel-Avivu zaakceptował Wałbrzych. - Na początku miałem wątpliwości - przyznaje Ireneusz Zarzecki, prezes MPK. - Ale obejrzałem zdjęcia i jakoś mnie nie zszokowały. Przedstawiono nam dwie wersje, damską i męską. Wspólnie zdecydowaliśmy, że będą wisieć te z paniami.
Plakaty z lesbijkami wisiały w wałbrzyskich autobusach przez kilka tygodni. Nie wywołały żadnych reakcji.
- Ani pozytywnych, ani negatywnych - mówi Zarzecki. - Nikt nic nie zniszczył, nikt nie dzwonił z pretensjami.
Prof.
Magdalena Środa, filozof i etyk z Uniwersytetu Warszawskiego: - Reakcja niektórych zarządzających komunikacją miejską dowodzi, jak wielki jest poziom homofobii w naszym kraju. Boją się pasażerów. A to nic innego jak tchórzostwo, intelektualny marazm. Niestety, to osoby wykluczone intelektualnie, z zacofanymi umysłami. A nasze zachowania nietolerancyjne biorą się z braku doświadczenia i kontaktu. Dotarcie do mieszkańców mniejszych miast jest jak najbardziej słuszne. Dlatego takie akcje społeczne powinny być jak najczęściej organizowane.
Szot zapowiada, że akcja będzie kontynuowana, choć niekoniecznie w autobusach. Przy współpracy z ogólnopolskimi agencjami reklamowymi plakaty pojawiać się będą na billboardach.
- Rozumiem, że można odmówić reklamy. Ale zaskakuje mnie to, że dla małych, lokalnych firm bycie gay-friendly nie jest czymś pozytywnym. Na szczęście duże agencje nie mają z tym żadnego problemu - podsumowuje.