Wywiad
Wirtualnej Polsce związany jest z rocznicą katastrofy smoleńskiej. Ostatnie pytanie brzmi: - Wybiera się pan w najbliższym czasie do Smoleńska?
- Może kiedyś. Na razie mnie tam nie ciągnie - odpowiada Kaczyński. I ciągnie: - Nigdy nie lubiłem tam jeździć i byłem zwolennikiem przeniesienia wszystkich cmentarzy ze Wschodu do Polski. Uważam, że należałoby wybudować ogromny kopiec z wielkim krzyżem w naszym kraju. Wtedy nie byłoby żadnych zależności od Rosji. Kiedy rządziliśmy, było za mało czasu, by to zrobić. Ale wrócę do tego tematu, kiedy wygram wybory.
To była pointa wywiadu.
Na początek dziennikarki portalu zapytały prezesa
PiS: - Czy polityka jest dla pana terapią?
- Nigdy nie była. To mój zawód - zapewnia Kaczyński.
Dziennikarki dociskają: - Ale pomaga odreagować po katastrofie.
Kaczyński: - Z pewnością. Najgorzej gdybym nie miał żadnego zajęcia.
Sporą część wywiadu zajmują wątki osobiste, relacje z bratem Lechem Kaczyńskim i mamą. "Wpadłem na pomysł, żeby zrobić w domu ścianę z fotografiami z różnych etapów życia brata - od dzieciństwa do okresu przed śmiercią" - zdradza Kaczyński.
Zanim przejdzie do polityki, rozmowa toczy się wokół rzeczy bardziej ulotnych. Czy miał złe przeczucia przed 10 kwietnia? Odpowiedź: - Owszem, jakiś irracjonalny strach przed wizytą w Katyniu. Próbowałem nawet przekonać brata by nie leciał. (...) Czułem, że lepiej tam jechać niż lecieć. Niestety, wszystkie informacje zniechęcające do wyjazdu trafiły do kancelarii dwa dni po katastrofie. Gdybym wiedział o nich wcześniej, byłbym gotów bić się z Leszkiem na schodach samolotu.
Pozostałe opinie - o pierwszym telefonie od szefa
MSZ, o uścisku premierów Tuska z Putinem na lotnisku w Smoleńsku, o raporcie rosyjskiego MAK, o przyczynach katastrofy - po wielokroć poznaliśmy wcześniej.