Luigi Pirandello, włoski noblista z 1934 r., twierdził, że się nie urodził, ale spadł niczym świetlik pod wielką pinię na podwórku domu w Agrigento na Sycylii. W jego życiu było jednak mało blasku - bankructwo ojca i choroba umysłowa żony zmusiły go do morderczej pracy. Może stąd jego empatia w stosunku do skrzywdzonych i poniżonych. Choć pamiętany jest głównie jako ojciec nowoczesnego teatru włoskiego („Sześć postaci scenicznych w poszukiwaniu autora”), napisał około 300 utworów (dramatów, powieści i opowiadań). Powieść
„Jeden, nikt, sto tysięcy” (PIW, przeł. Joanna Ugniewska) nie była dotąd przełożona na polski, choć należy do klasyki XX-wiecznej literatury europejskiej i stanowi klucz do poglądów Pirandella.
Bohater, safandułowaty spadkobierca bankowej fortuny, żyje pod butem żony i własnych pracowników. Banalna uwaga żony na temat skrzywienia jego nosa powoduje, że jego świat się rozpada. Defekt urody, na który nie zwracał wcześniej uwagi, uświadamia mu, że jest kim innym dla każdego napotkanego człowieka i nie istnieje poza zaklętym kręgiem cudzych oczekiwań i wyobrażeń. Podejmuje więc kolejne, coraz bardziej absurdalne działania, które mają przynieść mu wyzwolenie. Przed Formą jednak - Pirandello stosował to pojęcie na długo przed Gombrowiczem - nie ma ucieczki, chyba że w śmierć. Powieściowa komedia pełna rozbudowanych do granic absurdu neurotycznych rozważań i fabularnych nieporozumień znajduje finał w niemal buddyjskiej kontemplacji.
Nic dziwnego, że dość przeciętny bohater Pirandella nie może poradzić sobie ze światem, skoro sprawiało to kłopot nawet najtęższym umysłom. Jak się miało życie - a zwłaszcza śmierć - wielkich myślicieli do ich spekulacji? Sprawdził to
Simon Critchley , kierownik Katedry Filozofii w New School for Social Research w Nowym Jorku, a rezultaty opisał w zabawnej
„Księdze zmarłych filozofów” (Farbiarnia, przeł. Janusz Margański). Choć trudno nie zauważyć, że impulsem do napisania książki była plotkarska satysfakcja (filozof też człowiek!), nie można zaprzeczyć, że anegdoty zebrane przez autora przynoszą dreszczyk emocji. Od wiedzy, że Rousseau zmarł w wyniku starcia z dogiem niemieckim, Monteskiusz wydał ostatnie tchnienie w ramionach kochanki, a Bacon umarł w wyniku przedawkowania opium, świat raczej nie zadrży w posadach, ale czy nie będzie miło zabłysnąć nią w towarzystwie?
Z plotkami zejdźmy teraz o poziom niżej. Tytuł
„Millennium, Stieg i ja” (Albatros A. Kuryłowicz, przeł. Krystyna Szerzyńska-Maćkowiak) mówi wszystko.
Eva Gabrielsson , wieloletnia partnerka Stiega Larssona, opowiada o wspólnym życiu ze zmarłym w 2004 r. pisarzem i o walce o prawo do spadku po jego śmierci. Książka nie jest napisana porywająco (autorka korzystała z pomocy francuskiej dziennikarki), ale czy któryś z fanów „Millennium” oprze się możliwości dowiedzenia się, jak Larsson przekształcił własne życie w powieściową fikcję i czy czwarty tom „Millennium” istnieje?
Dziennikarskim majstersztykiem są z pewnością rozmowy
Dariusza Zaborka „Życie. Przewodnik praktyczny” (Agora). Wśród przepytywanych bohaterów ludzie z różnych pokoleń i z różnych parafii duchowych - od Michaliny Wisłockiej i Zygmunta Kałużyńskiego po Władysława Bartoszewskiego i arcybiskupa Józefa Życińskiego. Autor tych rozmów dyskretnie zaznacza swoją obecność i potrafi stworzyć bohaterom atmosferę bezpieczeństwa. Rezultat jest fantastyczny.
Książka dostępna na:
www.kulturalnysklep.pl