Czy państwo podołało wyzwaniu, jakim była katastrofa? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Niemal wszyscy uczestnicy wczorajszej dyskusji przypominali, że państwo działało sprawnie po katastrofie: sprowadzono zwłoki ofiar, przeprowadzono pogrzeby.
- Jednak przed katastrofą w wielu obszarach państwo zawiodło - mówił Aleksander Hall. Zdaniem b. ministra w rządzie Tadeusza Mazowieckiego nowoczesne państwo to klarowne procedury i konsekwencja w ich realizowaniu. Katastrofa, przygotowanie do lotu, szkolenie pilotów świadczą o tym, że te procedury nie były przestrzegane przez kolejne rządy.
W ocenie socjologa prawa prof. Wiesława Staśkiewicza w Polsce nadal wszystko działa najlepiej "na telefon". Swoją tezę zilustrował wywiadem z ministrem Michałem Bonim, który po katastrofie właśnie tak wszystko załatwiał, bo "zgodnie z prawem trwałoby miesiącami".
Z jeszcze ostrzejszą krytyką wystąpił politolog i publicysta Rafał Matyja. - Źródłem katastrofy smoleńskiej była zgoda na bylejakość - stwierdził. W jego opinii politycy wobec takiego kulturowego nastawienia Polaków okazali się bezradni.
Matyja wskazywał, że katastrofa smoleńska nie stała się impulsem do modernizacji struktur państwowych, tak jak się to stało po aferze Rywina.
Hall jako współwinnych tej sytuacji wskazywał nie tylko rządzących w przeszłości, ale i obecne władze. Stwierdził, że szczególnie nie podoba mu się ten element "miękkiego populizmu" Donalda Tuska, który polega na lansowaniu "taniego państwa" i krytykowaniu urzędników: - Nie budzi to etosu służby państwowej.
Zdaniem uczestników dyskusji konstytucja zadziałała bez zarzutu. Prof. Mirosław Wyrzykowski, były sędzia Trybunału Konstytucyjnego, wskazał, że sprawdziły się procedury przejęcia władzy (w katastrofie zginęli m.in. dowódcy sił zbrojnych i prezes
NBP).
Bardziej skomplikowana była diagnoza społeczeństwa w dyskusji socjologów. Prof. Bogusława Grabowska przypomniała, że tuż po katastrofie gwałtownie wzrosło zaufanie do rządu, premiera, Sejmu oraz Kościoła. Większość badanych oczekiwała poprawy sytuacji kraju.
Jej zdaniem taki stan załamał się w lipcu w okresie wyborów prezydenckich. Ale - jak uważa Grabowska - większość postaw uległa zaostrzeniu, ale nie radykalnej zmianie.
Prof. Ireneusz Krzemiński dostrzegał załamanie się zgody narodowej wcześniej, gdy zapadła decyzja pochowania Lecha Kaczyńskiego na Wawelu. Socjolog uważa, że w Polsce zaostrza się podział na część społeczeństwa pragmatyczno-modernistyczną oraz narodowo-symboliczną.
- Czy przypadkiem nastroje nacjonalistycznie nie są prostą reakcją na tego rodzaju katastrofę? - pytał prof. Janusz Reykowski. Katastrofa zaburza poczucie bezpieczeństwa. - W takich sytuacjach nasila się identyfikacja z grupą - tłumaczył Reykowski. Następstwem tej sytuacji jest próba "odzyskania kontroli nad sytuacją" - czyli wskazanie, kto jest winny. - Tu idealnie do takiej roli nadaje się
Rosja - mówił. Skuteczna okazała się, stworzona przez Kaczyńskiego, konstrukcja myślowa "Tusk współdziałający z Putinem".
W jakim kierunku będą ewoluowały nastroje? Prof. Grabowska stwierdziła, że jedynym kierunkiem jest synteza pierwiastków tradycyjnych z modernistycznymi. Tylko że - jak pesymistycznie zauważył prof. Reykowski - jednej sile politycznej zależy na utrzymaniu sytuacji zagrożenia, a podział na Polskę narodową i pragmatyczną jest postawą podziału politycznego w Polsce.