http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak się ucierała reforma uczelni

Adam Leszczyński
2011-04-05, ostatnia aktualizacja 2011-04-05 11:42

To największa zmiana w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym od dziesięcioleci. Była bardzo potrzebna. Nie rozwiązuje tylko jednego kluczowego problemu polskiej nauki: jej stałego niedofinansowania. Ciekawe, czy dożyję momentu, kiedy i to się zmieni.

Egzamin na jednej z uczelni
Fot. Tomasz Wantuła / Agencja Gazeta
Egzamin na jednej z uczelni
Prezydent podpisał we wtorek ustawę o szkolnictwie wyższym. Ceremonia odbyła się w nowym Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Ten symboliczny gest łatwo odczytać: polskie szkoły wyższe mają się stać nowocześniejsze.

Reforma uczelni to gruby plik bardzo szczegółowych przepisów, o które rektorzy, ministerstwo, doktoranci, naukowcy i przedstawiciele studentów - żeby wymienić tylko najważniejsze strony - zażarcie walczyły w kuluarowych sporach i w sejmowych komisjach.

Co powinien o niej wiedzieć zwykły Kowalski?

* że uczelnie będą miały dużo więcej swobody w tworzeniu własnych, nowatorskich kierunków studiów. I że generalnie zasady studiowania w Polsce coraz bardziej zbliżają się do zachodnioeuropejskich;

* że reforma ma zmusić naukowców do wydajniejszej pracy - m.in. wprowadzając obowiązkowy system ocen i konkursów na stanowiska oraz ograniczając możliwość pracy na wielu etatach;

* że naukowców będzie się skrupulatnie rozliczać z publikacji (i innych osiągnięć naukowych), ale za to będzie krótsza ścieżka awansu naukowego, a więc będą młodsi profesorowie (procedurę uzyskiwania habilitacji, kluczowego stopnia naukowego, znacząco uproszczono).

Reforma wprowadza różne mechanizmy, które mają pomóc w walce z patologiami trapiącymi nasze uczelnie w ostatnim dwudziestoleciu: nepotyzmem, plagiatami i korupcją. Ma też uczynić polską "produkcję naukową" mniej prowincjonalną, stąd wyżej punktowane będą publikacje w obcych językach i prestiżowych zagranicznych czasopismach.

W sumie: to największa zmiana w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym od dziesięcioleci. Była już bardzo potrzebna.

Jest też - co warto docenić - efektem wielomiesięcznych negocjacji i "ucierania się" kompromisów. Nie wszyscy są z nich oczywiście zadowoleni, ale w sumie - kiedy obserwowałem prace nad reformami - miałem wrażenie, że demokracja w moim kraju działa z grubsza tak, jak powinna.

Skutki reformy będzie można ocenić dopiero za kilka lat. Niemal na pewno będzie też wymagała korekt - naukowcy z różnych dziedzin czują się skrzywdzeni rozmaitymi rozwiązaniami. Np. humaniści zajmujący się historią Polski narzekają, że w ich dziedzinie trudniej jest publikować za granicą - a więc ich dorobku nie można oceniać tak samo, jak dorobku fizyków, chemików czy biologów, których dziedziny są bardzo międzynarodowe.

Nowa ustawa nie rozwiązuje jednego kluczowego problemu polskiej nauki: jej stałego niedofinansowania. Ciekawe, czy dożyję momentu, kiedy i to się zmieni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':