Prezydent podpisał we wtorek ustawę o szkolnictwie wyższym. Ceremonia odbyła się w nowym Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Ten symboliczny gest łatwo odczytać: polskie szkoły wyższe mają się stać nowocześniejsze.
Reforma uczelni to gruby plik bardzo szczegółowych przepisów, o które rektorzy, ministerstwo, doktoranci, naukowcy i przedstawiciele studentów - żeby wymienić tylko najważniejsze strony - zażarcie walczyły w kuluarowych sporach i w sejmowych komisjach.
Co powinien o niej wiedzieć zwykły Kowalski?
* że uczelnie będą miały dużo więcej swobody w tworzeniu własnych, nowatorskich kierunków studiów. I że generalnie zasady studiowania w Polsce coraz bardziej zbliżają się do zachodnioeuropejskich;
* że reforma ma zmusić naukowców do wydajniejszej pracy - m.in. wprowadzając obowiązkowy system ocen i konkursów na stanowiska oraz ograniczając możliwość pracy na wielu etatach;
* że naukowców będzie się skrupulatnie rozliczać z publikacji (i innych osiągnięć naukowych), ale za to będzie krótsza ścieżka awansu naukowego, a więc będą młodsi profesorowie (procedurę uzyskiwania habilitacji, kluczowego stopnia naukowego, znacząco uproszczono).
Reforma wprowadza różne mechanizmy, które mają pomóc w walce z patologiami trapiącymi nasze uczelnie w ostatnim dwudziestoleciu: nepotyzmem, plagiatami i korupcją. Ma też uczynić polską "produkcję naukową" mniej prowincjonalną, stąd wyżej punktowane będą publikacje w obcych językach i prestiżowych zagranicznych czasopismach.
W sumie: to największa zmiana w polskiej nauce i szkolnictwie wyższym od dziesięcioleci. Była już bardzo potrzebna.
Jest też - co warto docenić - efektem wielomiesięcznych negocjacji i "ucierania się" kompromisów. Nie wszyscy są z nich oczywiście zadowoleni, ale w sumie - kiedy obserwowałem prace nad reformami - miałem wrażenie, że demokracja w moim kraju działa z grubsza tak, jak powinna.
Skutki reformy będzie można ocenić dopiero za kilka lat. Niemal na pewno będzie też wymagała korekt - naukowcy z różnych dziedzin czują się skrzywdzeni rozmaitymi rozwiązaniami. Np. humaniści zajmujący się historią Polski narzekają, że w ich dziedzinie trudniej jest publikować za granicą - a więc ich dorobku nie można oceniać tak samo, jak dorobku fizyków, chemików czy biologów, których dziedziny są bardzo międzynarodowe.
Nowa ustawa nie rozwiązuje jednego kluczowego problemu polskiej nauki: jej stałego niedofinansowania. Ciekawe, czy dożyję momentu, kiedy i to się zmieni.