Termin wprowadzenia nowych dowodów był znany niemal od roku, gdy ustawa przeszła przez parlament.
W mikroprocesorze zapisane zostaną nasze dane osobiste i e-podpis. Nowy dokument ułatwi dostęp do usług: w szkołach, uczelniach,
NFZ czy
ZUS. A to dlatego, że urzędy i instytucje, w których użyjemy dowodu, informacje z chipa prześlą do ogólnopolskich baz danych. Ale najpierw urzędy mają (za pieniądze z budżetu) zbudować własne bazy, sieć informatyczną oraz czytniki do e-dowodów
Od lipca 2011 r. nowe dowody mieli dostać ci, którym w drugiej połowie tego roku kończy się ważność starych (pierwsze plastikowe dowody wydano w 2001 r., są ważne przez 10 lat), i ci, którzy właśnie skończą 18 lat. - Zakładamy, że po 1 lipca do naszego urzędu miasta może zgłosić się około miliona ludzi zainteresowanych nowymi dokumentami - mówi Michał Sobolewski z krakowskiego urzędu miasta.
W Lublinie magistrat przewiduje, że po nowe dowody przyjdzie ok. 20 tysięcy mieszkańców. A gdy zacznie się rok akademicki i do miasta zjedzie sto tysięcy studentów, przyjdą kolejne osoby. W mniejszym Radomiu powinno po 1 lipca dostać nowy dowód 8-9 tysięcy mieszkańców.
- Szykuje się niezły galimatias. Nie mamy wciąż podstawowych informacji. Dwa miesiące temu dostaliśmy 26 komputerów z czytnikami sfinansowanych przez rząd. I tyle. Leżą w magazynie. Żeby szkolić pracowników, musimy wiedzieć, do czego konkretnie, ale tego rząd na razie nie wytłumaczył. O jakimkolwiek systemie informatycznym dostosowanym do dowodów z chipem też jeszcze nic nie wiemy - wyjaśnia Andrzej Szerlak, dyrektor wydziału spraw administracyjnych w lubelskim ratuszu.
- Oprócz suchego zapisu ustawy nie ma żadnych przepisów wykonawczych - dodaje Michał Sobolewski z urzędu w Krakowie. - Wprawdzie otrzymaliśmy już część potrzebnego sprzętu, ale to wciąż za mało na tak dużą gminę jak Kraków.
Jak ustaliliśmy, problemy z nowymi dowodami są dwa. Pierwszy -
MSWiA wciąż nie wyłoniło ich producenta. Zamiast przetargu, jesienią 2010 r. ogłosiło tzw. dialog konkurencyjny. To procedura negocjacji z resortem. Chętnych jest sześć firm, rozstrzygnięcie miało być w marcu. - Spotykamy się, negocjujemy, ustalamy kolejny termin spotkania itd. Ministerstwo liczy koszty i wciąż nie wie, czy Polskę stać na nowe dowody, czy trzeba zaciskać pasa i odłożyć projekt - mówi menedżer jednej z tych firm. - Moim zdaniem termin lipcowy jest absolutnie nierealny. Sądzę, że MSWiA doskonale o tym wie o tym.
Drugi problem - nawet jeśli rząd wyłoni producenta, wciąż pozostaje kwestia połączenia tysięcy urzędów siecią wymiany informacji, zapisanych w chipach. - Gdy
Niemcy wprowadzały podobne dowody, testy systemów zajęły prawie rok - mówi ten sam menedżer.
Co na to rząd? - W tym momencie MSWiA, biorąc pod uwagę pierwsze efekty etapu dialogu, analizuje, czy możliwe jest dotrzymanie terminu 1 lipca 2011 roku - odpisała na pytanie "Gazety" Małgorzata Woźniak, rzeczniczka resortu spraw wewnętrznych.