http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Czy wolno wrzucić lekcję na YouTube'a?

Alicja Pacewicz, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Piotr Pacewicz
2011-04-03, ostatnia aktualizacja 2011-04-03 18:38

Nie jest wcale jasne, jak ma wyglądać ta nasza szkoła 2.0. Uczestnicy akcji przywieźli do Warszawy zarówno nadzieje, jak i wątpliwości

Lekcja
Fot. Lukasz Giza / Agencja Gazeta
Lekcja
RAPORTY
W sali Ośrodka Rozwoju Edukacji przy Trakcie Królewskim spotkali się: nauczycielki i nauczyciele, dyrektorki, kilkoro uczniów ze szkół 2.0, eksperci, partnerzy programu z PAFW, wydawnictwa Operon, fundacji Orange, przedstawiciele MEN z wiceministrem Mirosławem Sielatyckim na czele.

Podsumowujemy pierwszy semestr programu, w którym szkoły opracowywały swoje Kodeksy 2.0, żeby choć trochę uporządkować zasady wykorzystywania TIK w nauczaniu i szkolnym życiu. Agata Łuczyńska z CEO przedstawia te propozycje ze szkolnych kodeksów, które budziły największe kontrowersje. Prosimy salę o szybkie głosowania. Rozdajemy karteczki zielone (za) i czerwone (przeciw).

"Za zgodą nauczyciela lekcje są nagrywane i umieszczane na You Tube, dzięki czemu uczniowie nieobecni nadrabiają zaległości" - na sali czerwono. Nauczycielki tłumaczą, że takie filmiki można użyć do ośmieszania. I że ich uczniowie też byliby przeciw, bo w Polsce "nie ma takiej kultury, żeby pokazywać, że się człowiek myli".

Jarosław Lipszyc, szef fundacji Nowoczesna Polska, entuzjasta wolności w sieci, też ma wątpliwości: każdy filmowany niepełnoletni uczeń musiałby się zgodzić, mieć zgodę rodziców, a i tak nie wiadomo, czy za parę lat nie pożałuje, że nagranie znalazło się w sieci.

"Uczniowie - za zgodą nauczyciela - mogą podczas lekcji używać komórek do celów edukacyjnych (ściągając informacje z internetu, używając kalkulatora itd.)". Raczej czerwono! Nauczyciele pytają, jak mianowicie skontrolować, czy uczniowie nie grają, nie piszą SMS-ów itd.

Mogą mieć rację, bo komórka jest dla młodych gadżetem nr 1. Uczennice w Naratowie zrobiły ankietę "Bez czego nie mógłbyś się obejść?". 39 proc. uczniów wymieniło telefon komórkowy, 20 proc. internet, 17 proc. telewizję, 14 proc. komputer, 10 proc. radio. Gazet nie uwzględniono w pytaniu wcale?

"Każda informacja pobrana z internetu powinna być zmieniona w co najmniej 40 proc." - taki cytat z jednego z kodeksów budzi wesołość. Twórca polskiej Wikipedii Paweł Jochym tłumaczy, że albo się cytuje i można dużo, byle jawnie i z podaniem źródła, albo pisze się własny tekst. "Limit 40 proc." byłby usankcjonowaniem popularnej sztuczki - zamiast coś samemu wymyślić, kopiuję cudze myśli, ale opakowuję je tak, by wyglądały na własne.

"Czytamy, nie kopiujemy! Uczymy się, nie spisujemy!" - jak przestroga brzmi jeden z punktów kodeksu Gimnazjum nr 4 z Ciechanowa.

Prezentacje kolejnych kodeksów. W gimnazjum w Sławnie (Koszalińskie) wprowadzono zasadę, że z uczniem nieobecnym przez dłuższy czas nauczyciele prowadzić będą wideorozmowy. Jest też wymowna zachęta: "Nauczyciele chętnie korzystają z rad uczniów". Wspólnie z uczniami przygotowali na szkolnej platformie np. bazę zadań z rozwiązaniami.

W XI LO w Krakowie uczniowie uczyli internetu swoich rodziców i dziadków. Sami uczą się programu Linux, bo jest darmowy. Za zgodą nauczyciela fragmenty lekcji nagrywane są w formacie audio-wideo. Klasy prowadzą e-notatki. W każdej klasie/pracowni jest przynajmniej jeden komputer z dostępem do internetu. Sala uznała, że w XXI-wiecznej szkole to powinno być minimum.

W wiejskim gimnazjum w Nienadówce (Podkarpackie) 70 uczniów kontaktuje się z nauczycielami pocztą elektroniczną, może w ten sposób zaliczać też prace domowe. Jest e-dziennik. Dla bezpieczeństwa dyski na szkolnych komputerach są kodowane. Uczniowie mogą korzystać ze szkolnych komputerów, dzieląc się czasem z podstawówką, która mieści się w tym samym budynku.

Łukasz Korcz opowiedział, jak sam stworzył w szkole platformę edukacyjną do nauki angielskiego, i pytał, czy może wykorzystywać na niej teksty piosenek The Beatles. Na zamkniętej, niekomercyjnej platformie nie powinno być problemu - odpowiedzieli eksperci. Lipszyc uśmiechnął się: - Niech pan to po prostu robi.

Grażyna Czetwertyńska opowiadała o nauczaniu polskich dzieci za granicą przy pomocy wirtualnego podręcznika (tekst poniżej). Marcin Polak z portalu Edunews przypomniał, że na świecie internetu używają 2 mld ludzi, a abonentów telefonów komórkowych jest aż 4,6 mld. Dał przegląd, jak edukację może zmienić TIK: e-podręczniki, webquesty, blogi, e-learning, iPady, tablety...

Anna Sienkiewicz-Rogowska z PISF opowiadała, jak powstaje platforma z ponad 100 znakomitymi polskimi fabułami i dokumentami - szkoły będą mogły obejrzeć całość albo wycinać wybrane fragmenty i wykorzystać w nauce.

Młodzi ze szkoły w Gliwicach pokazali swój rewolucyjny film - manifest Szkoły 2.0 w którym przedstawiają się jako pokolenie TIK i żądają szkolnego wi-fi. Szóstoklasistki z Inowrocławia pokazywały, jak szaleją na blogu i uczą młodszych kolegów bezpiecznych zachowań w sieci.

Marek Ryglewicz z Zespołu Szkół Elektryczno-Mechanicznych w Nowym Sączu: - Wniosek nasuwa się jeden. Nie ma uniwersalnych rozwiązań, a największy wpływ na to, jaka będzie szkoła, ma nauczyciel, który musi być otwarty na nowe technologie, poszukujący, życzliwy wobec uczniów.

Aleksandra Pezda ("Gazeta Wyborcza") i Alicja Pacewicz(CEO) w trakcie debaty. Wcale nie było łatwo dać jednoznaczne odpowiedzi na wiele pytań

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':