- Wygrał rozsądek, wiedza i zdrowie publiczne, a nie straszenie i mity - komentuje Katarzyna Malinowska-Sempruch, dyrektorka Międzynarodowego Programu Polityki Narkotykowej w Open Society Institute i działaczka Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej.
Przyjęta ustawa to m.in. wynik kampanii prowadzonej przez te organizacje i specjalistów od przeciwdziałania narkomanii. W "Gazecie" we współpracy z nimi publikowaliśmy
cykl ''My, narkopolacy''.
Ustawę głosowano w atmosferze wiecu. Poparła ją Platforma (przeciw był jeden głos) i
PSL (dwóch posłów się wstrzymało). "Za" była też lewica i dziesięciu posłów PJN. Przeciw był
PiS. Jego posłowie krzyczeli: "To legalizacja posiadania narkotyków!". Beata Kempa "jako matka" wzywała ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego: - Niech pan powie, którą mafię pan dzisiaj wsparł? Narkotykową czy dopalaczową? (za tę wypowiedź PO chce złożyć na nią skargę do Komisji Etyki Poselskiej).
Minister odpowiadał, że ustawa daje jedynie możliwość, by prokurator odstąpił od ścigania. Sejm zdecydował bowiem, że:
• Można odstąpić od ścigania osoby posiadającej narkotyki „w ilości nieznacznej, przeznaczone na własny użytek (...) jeśli orzeczenie kary wobec sprawcy byłoby niecelowe ze względu na okoliczności czynu, a także stopień jego społecznej szkodliwości”.
• Prokurator i sąd mają obowiązek zbadać, czy osoba złapana z narkotykiem jest narkomanem, czy zażywa okazjonalnie. Mogą warunkowo zawiesić postępowanie i zobowiązać zatrzymanego do leczenia lub reedukacji. Postępowanie można umorzyć, jeśli leczenie lub reedukacja będą skuteczne.
• Można też dać przerwę w odbywaniu kary w celu leczenia, jeśli w więzieniu nie ma miejsc na oddziale leczniczym. I warunkowo zwolnić z odbycia reszty kary, jeśli leczenie będzie skuteczne.
- Czeka nas jeszcze bój w Senacie, ale jestem dobrej myśli. Za nami jest statystyka i rozsądek - powiedział "Gazecie" min. Kwiatkowski.
Karalność za posiadanie każdej ilości narkotyku wprowadzono w 2000 r. pod hasłem ułatwienia ścigania handlarzy narkotykami - by nie mogli się wykręcić, deklarując, że narkotyki mają na własny użytek. Po dziesięciu latach okazało się, że w więzieniach siedzą nie handlarze, ale zażywający narkotyki.
Za handel skazuje się dwukrotnie mniej osób niż przed uchwaleniem karania za posiadanie. Przestępcami są popalający marihuanę i zażywający okazjonalnie ekstasy. A wyrok - nawet w zawieszeniu - oznacza, że trafia się do rejestru skazanych. Trudno wtedy znaleźć pracę.
Instytut Spraw Publicznych obliczył, że represje wobec posiadaczy narkotyków kosztują państwo 80 mln zł rocznie.
We wrześniu rządowy projekt ustawy trafił do Sejmu, ale utknął. Przyspieszenia nabrał miesiąc temu, m.in. po apelu 72 artystów i rodziców osób uzależnionych. I ustawa została uchwalona w miesiąc.
- To duży krok w dobrą stronę - mówi Katarzyna Malinowska-Sempruch. - Trzeba działać na rzecz dobrej prewencji i leczenia. Potrzebne są dobre programy edukacyjne, poradnie, w których można pomóc, zanim ktoś zacznie mieć problem z odurzaniem się, leczenie ambulatoryjne, w tym programy metadonowe [lek zastępczy dla osób uzależnionych od opiatów].
- Po ostatecznym uchwaleniu ustawy skontaktuję się z kierownictwem policji, prokuratury oraz resortów zdrowia i edukacji, żeby naradzić się w sprawie polityki antynarkotykowej. I z organizacjami pozarządowymi, na których współpracę bardzo liczę - powiedział nam minister Kwiatkowski.