http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jesteśmy sektą

Krzysztof Varga
2011-04-03, ostatnia aktualizacja 2011-04-01 19:30

czyli ratuj swoją duszę

ZOBACZ TAKŻE
Gdy to piszę, tematem przewodnim mediów jest bunt muzyków rockowych przeciw premierowi Tuskowi, muzyków, którzy kiedyś go popierali, a teraz się demonstracyjnie rozczarowali i już nie chcą popierać, a nawet nie boją się już PiS-u. Symbolem tej fascynującej historii jest naturalnie Tomasz Lipiński, który dawno temu śpiewał: "Nie wierzę politykom". Później jednak uwierzył i wspierał Platformę piosenką "Jeszcze będzie przepięknie", a teraz znów nie wspiera i przestaje wierzyć.

Efektem tegoż były: spotkanie premiera z buntownikami w programie telewizyjnym "Drugie śniadanie mistrzów", rozliczne komentarze polityków i publicystów do owego programu, a także różne jazdy na forach internetowych. Wszystko to widziałem, wszystko to czytałem, nawet forum internetowe pełne grasujących trolli wylewających swoją frustrację i nienawiść. Bardzo mi się spodobało, że premier kraju idzie się spotkać ze Zbigniewem Hołdysem, Pawłem Kukizem i Tomaszem Lipińskim; więcej takich wydarzeń bardzo proszę. A muzycy rockowi komentujący rzeczywistość polityczną kraju też mi się podobają. Pragnąłbym jednakowoż przypomnieć, że muzycy rockowi mogą też komentować rzeczywistość w swojej twórczości, o wiele mądrzej nieraz niż w telewizji.

Piszę to wszystko, bo - z doprawdy zawstydzającym opóźnieniem - nabyłem płytę Dezertera "Prawo do bycia idiotą" i od paru dni prawie nie wyjmuję jej z odtwarzacza. Rzecz wyszła jeszcze w zeszłym roku, ale takiej rockowej publicystyki o naszym kraju nie słyszałem od lat. Wiadomo, Dezerter to punkowa legenda, celnie i precyzyjnie opisywał naszą rzeczywistość jeszcze w PRL-u, a teksty perkusisty Krzysztofa Grabowskiego to absolutna klasyka. "Spytaj milicjanta", "Ku przyszłości", "Szwindel" to jest, proszę mi wierzyć, kanon polskiej muzyki, to się powinno znaleźć na jakiejś liście dziedzictwa kultury polskiej. A pamiętna płyta "Underground Out of Poland" to pierwsza dziesiątka polskich płyt, przynajmniej moja pierwsza dziesiątka - teraz nikt nie układa list najlepszych płyt, teraz najlepsza płyta to ta, która najlepiej się sprzeda.

Przyznam, że w minionych latach trochę zapomniałem o Dezerterze, ostatnich płyt raczej nie znałem za bardzo, dodam, że ostatnią wydali sześć lat temu. Ale - użyję wytartego sformułowania - teraz wrócili w wielkim stylu. Ma się rozumieć, że teksty na "Prawie do bycia idiotą" to nie są liryki odwołujące się do wojny PO z PiS-em, nie są to frazy komentujące brawurowe wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, nie są to polemiki z premierem Tuskiem, dezerterzy są ponad to, ale jest to publicystyka, która więcej mówi o tym kraju niż większość komentarzy politycznych. Komentarzy, które, owszem, też dają mi prawo do bycia idiotą, a przynajmniej chcą ze mnie idiotę zrobić. Pamiętajmy jednak, że to jest jednak punk rock, a nie jakieś publicystyczne międlenie, tu się mówi konkretnie, hasłowo, bez zbędnych ozdobników. W kraju, gdzie politycy stali się gwiazdami popkultury, to gwiazdy kultury niezależnej muszą brać na siebie zadanie poważnego mówienia o tym kraju.

No więc słuchałem Dezertera i za taki wybitny komentarz do naszej rzeczywistości uznaję frazę: "W kraju, gdzie normą jest nienormalność/ Gdzie hipokryzja znaczy moralność/ Gdzie głos rozsądku jest zagłuszany/ Jesteśmy sektą ludzi normalnych". Do takiej sekty to ja się chętnie zapisuję, taką sektę popieram, choć naturalnie mam świadomość, że jest to sekta niewielka, a może nawet malejąca. Choć Dezerter lubi moralizować, lubi etos i patos, lubi powiedzieć, co mamy robić, ale takie komunikaty to ja słyszę chętnie: "Nie rozdrapuj ran, jeśli są zbyt świeże/ Zdaj się na instynkt, jak robi to zwierzę/ Wzruszaj się, jeśli oczekujesz wzruszeń/ Oczyść umysł i ratuj swoją duszę". Ponieważ mam niejakie problemy ze swoją duszą, a i umysł mi się co nieco ostatnio zaśmiecił, biorę sobie te słowa do serca.

W ogóle każdy tekst z tej płyty jest do cytowania, co tu dużo mówić, do dynamicznego, melodyjnego punka padają słowa, których lekceważyć się nie da. Nie pomyśleliby, że mogą takie istnieć, ci, którzy mówią o muzykach rockowych "szarpidruty" i wydaje im się to nawet zabawne. Owszem, Dezerter to jest zespół zaangażowany, wartość we współczesnej popkulturze wydaje się dziś, niestety, podejrzana, ale w świecie "X Factora", którego ogląda w Polsce 5 mln ludzi, w świecie piosenek wyprodukowanych z plastiku chronić Dezertera trzeba jak dzikie zwierzę zagrożone wymarciem.

Ja bardzo lubię dobre piosenki o Polsce. Szkoda, że jest ich tak mało. Kiedyś stworzę ich listę, ale tu jest wręcz piosenka pod tytułem "My, Polacy". Jej frazy powinny być podawane na lekcjach historii jako motto do zajęć: "My, Polacy, potrafimy przegrywać/ Przegrywamy więc to, co da się przegrać/ A kiedy mamy zwycięstwo przed nosem/ Zaczynamy kłótnie, co będzie potem", z refrenem: "Zapuszczam wąsy/ Wyciągam szablę/ Pędzę na koniu po śmierć i chwałę/ A żadna myśl/ Nie mąci w głowie/ Bo tu emocje podsycają ogień".

Osobliwie podoba mi się ta zwrotka, może również z powodu narodowej histerii ostatniego przyklejania sobie wąsów na cześć Adama Małysza, ale wydawało mi się, gdy to oglądałem z niejakim osłupieniem, że wszyscy tylko czekali na okazję, żeby móc zapuścić sobie wąsy. Temat to jednak na osobne rozważania, kwestię wąsów więc zamykam i odkładam na bok.

Słuchałem Dezertera w duecie z płytą projektu nazwanego "R.U.T.A." pt. "Gore. Pieśni buntu i niedoli XVI-XX wieku". To jest świeża sprawa, rzecz ukazała się dopiero co, ale mam zaciekłą pewność, że będzie wydarzeniem tego roku. To wygrzebane gdzieś w archiwach dawne pieśni chłopskie, antyfeudalne, nagrane na tradycyjnych instrumentach, bez prądu i wykrzyczane w punkowy sposób. Nie przypadkiem jednym z wydzierających się jest tu Robal, wokalista Dezertera. Są to pieśni o konieczności złomotania cepami panów, ekonomów czy księży, którzy molestują ich córki i żony. Jest tu nawet "Pieśń o Jakubie Szeli". Nie mówię, że jak tego słucham, to mam od razu ochotę urządzić jakąś rabację galicyjską, bynajmniej, Szela nie staje się przez to dla mnie personą sympatyczniejszą, w sumie to była postać wielce nieprzyjemna. A i sama klasa chłopska ma się dziś nieporównanie lepiej i nie musi się tak użalać. Jednak przyznaję, że jak słucham "Gore...", coś się we mnie wzmaga. Nie myślę wtedy o dawnych panach i feudałach, ja myślę sobie o polskiej współczesności. Marzę mianowicie i fantazjuję, kogo by można zmłócić cepem. Lista jest całkiem pokaźna, a nawet się wydłuża.

Proszę, słuchajcie "R.U.T.A." i Dezertera w przerwach między programami "X Factor". Na razie proszę grzecznie, ale jak nie, to znajdę jakąś inspirację na płycie "Gore...", żeby inaczej z wami porozmawiać.

Źródło: Duży Format
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':