Nasze prawo stanowi: więzienie nawet za nieznaczną ilość narkotyków na własny użytek. Nie chroni to młodych ludzi przed złym wpływem używek - po które sięgali, sięgają i będą sięgać (10 proc. dwudziestolatków przynajmniej spróbowało marihuany). Powoduje tylko, że młodociana niefrasobliwość, blant w kieszeni, dymek na imprezie mogą przerwać człowiekowi życie, wpędzić do więzienia, skierować na kryminalne tory. Dziś w Polsce za posiadanie "nieznacznej ilości narkotyków" siedzi blisko 700 osób. Bo chcieli poeksperymentować.
Co zrobił Sejm? Zachował karanie za posiadanie. Nie zdecydował się na postulat, żeby policja mogła w takiej sytuacji odstępować od ścigania. Postanowił tylko, że prokurator będzie mógł w pewnych okolicznościach umorzyć postępowanie.
To mały krok w dobrą stronę. W kierunku społeczeństwa, które walczy z uzależnieniami, a nie z uzależnionymi.
Nie przybliżają nas do tego demagogiczne supozycje posłanki Beaty Kempy, że liberalizacja ustawy antynarkotykowej sprzyja mafii. Mafii sprzyja właśnie nadmierna restrykcyjność i spychanie sprawy do podziemia. Tam słabiej widać problem, można udawać, że nikt nie bierze. Ale nie wszystko da się zamieść pod dywan, pani poseł.
Źródło: Gazeta Wyborcza