Suterena w starej kamienicy w centrum Warszawy, cegły na ścianach pomalowane na bordowo. Na stole druciki, żarówki, oporniki - chłopaki składają tu reflektory dla klubów muzycznych, z tego żyją. Obok komputer, z którego nadaje Radio Wolna Marihuana. To kwatera główna ruchu Wolne Konopie.
Klimat jak w starej podziemnej piosence: "Gdy tak siedzimy nad bimbrem/ Ojczyzna nam umiera/ Gniją w celach koledzy/ Wolno się kręci powielacz/ Drukujemy ulotki/ O tym, że jeszcze żyjemy/ Grozi nam za to wyrok/ Dziesięciu lat więzienia". Tylko zamiast bimbru jest marihuana. Zamiast powielacza laptop, chociaż gazetka też wychodzi - "IdeaLISTKA". Koledzy naprawdę siedzą w więzieniu. Według Centralnego Zarządu Służby Więziennej 4 lutego tego roku było dokładnie 684 osadzonych za posiadanie niewielkiej ilości marihuany. A wyrok, jaki za to grozi, to trzy lata więzienia.
Andrzej Dołecki, rzecznik ruchu Wolne Konopie, nabija skręta: - Palę i się z tym nie ukrywam. Jak się umiesz bronić, to nic ci za to nie zrobią.
I udziela instruktażu, co zrobić, kiedy policja zatrzymuje kogoś z trzema gramami marihuany w kieszeni.
- Mówię: panowie, dochodzi dwudziesta, zaraz kończycie służbę? To zadzwońcie do domu, że przed świtem nie wrócicie. Bo ja mam chore serce, więc będziecie musieli mnie zawieźć do lekarza, żeby orzekł, czy możecie mnie zatrzymać. A potem do psychiatry, bo mam też myśli samobójcze. Mówicie, że mam przy sobie konopie, ale ja uważam, że to majeranek. Będziecie musieli mi przedstawić ekspertyzę, że to istotnie marihuana. I do tego aktualny certyfikat testera wydany przez MSWiA. Lepiej więc mnie puśćcie, bo przyczepię się o wszystko, a skończy się i tak umorzeniem z powodu niewielkiej szkodliwości społecznej.
Chmura wolności Kiedy w 1997 r. roku Sejm zaostrzył ustawę antynarkotykową - tak że za posiadanie najmniejszej ilości narkotyków grozi więzienie - X., stary hippis i performer z Wrocławia, wysłał setce posłów przesyłki polecone zawierające odrobinę suszu marihuany. A następnie z potwierdzeniami odbioru zgłosił się na policję, informując, że tacy i tacy posłowie w dniu tym i tym byli w posiadaniu marihuany.
Policja wszczęła dochodzenie przeciwko X., on tłumaczył się, że nie wiedział wcześniej, co jest w przesyłkach, i sprawę umorzono.
Ten happening to prehistoryczny akt ruchu na rzecz legalizacji marihuany Wolne Konopie. W 2003 r. zaczęli organizować manifestacje. W zeszłym roku spod Pałacu Kultury wyruszyło 10 tys. demonstrantów. Przybywa młodych, odkąd Wolne Konopie weszły do internetu.
W 2008 r. przeprowadzili akcję Otwarta Pestka. Rozesłali chętnym ponad 100 tys. nasion. Wszystko legalnie, bo ustawa nie mówi nic o nasionach. - Zamiast dorabiać mafię, lepiej wziąć sprawy we własne ręce - wyjaśnia Andrzej Dołecki. Za dobre nasiona płaci się po 8 zł za sztukę, a z dobrej rośliny można uzyskać 100 gramów suszu.
Głośno zrobiło się o nich po happeningu w Rybniku, kiedy zasadzili marihuanę pod komendą policji. I kiedy przed wyborami samorządowymi władze Warszawy zakazały wielkiej demonstracji na rzecz legalizacji, a oni zaskarżyli decyzję do sądu (w styczniu wygrali) i urządzili demonstrację przed Sejmem - w grupkach do 15 osób, w odległości powyżej 50 m, co sprawdzali miarką z homologacją, żeby nie było zarzutu nielegalnego zgromadzenia.
Przed ubiegłorocznymi wakacjami chcieli zarejestrować komitet zbierający podpisy pod ustawą dopuszczającą posiadanie do 30 gramów marihuany (na własny użytek). Marszałek Bronisław Komorowski zablokował komitet, wygrali w Sądzie Najwyższym, ale dopiero na jesieni, i zdołali zebrać tylko kilka tysięcy podpisów.
W styczniu lider ruchu Tomasz Obara zaniósł marszałkowi Grzegorzowi Schetynie placek z marihuaną, żeby marszałek przyspieszył prace nad rządowym projektem liberalizującym podejście do narkotyków. Teraz Obara siedzi w więzieniu, a jego następcy szykują wydanie płyty z piosenkami o legalizacji marihuany. "Radio Wolna Marihuana - chmura wolności w twoim domu".
- O co chodzi?
- O wolność - odpowiada Andrzej. - Co za kretyński pomysł, żeby zabronić roślinie rosnąć. Co za hipokryzja, skoro alkohol i papierosy są legalne.
Syndrom antymotywacyjny - Przy marihuanie lepiej odbiera się muzykę. Wchodzisz w nią jak do ciepłej wody w wannie - wyjaśnia mi Janek Smoleński z Krytyki Politycznej. Krytyka zaangażowała się w walkę o liberalizację ustawy, organizuje debaty, wydaje książki.
Janek pierwszy raz zapalił, jak miał 15 lat, na imprezie, bo lubi eksperymentować. Efekt - śmiechawka; śmieszyła go każda mina, każde zdanie. Aż od śmiechu zaczęło mu być niedobrze. Na szczęście po 15 minutach przyszedł stan miłego rozluźnienia.
- Dziś już nie palę - zapewnia. - Bo paliłem bardzo dużo i dopadł mnie syndrom antymotywacyjny. Dużo zajebistych pomysłów, ale wszystkie na pojutrze. Wszystkie ambicje zaczęły mi się spalać w trawie. Z odstawieniem nie miałem problemu. Zamieniłem marihuanę na papierosy i ich naprawdę nie mogę rzucić. Wśród palących papierosy - palę. Wśród palących marihuanę - nie.
- Skoro to niebezpieczne, to może lepiej nie otwierać furtki?