Bony będą przysługiwały każdemu obywatelowi powyżej 18. roku życia, także bezrobotnym. Miesięczny przydział cukru na osobę ma wynosić 2 kg, za które zapłacimy po mniej więcej 3 zł za kg. Ostateczną cenę rząd poda po skonsultowaniu swoich propozycji z Krajową Spółką Cukrową, największym w kraju producentem tego towaru, który ma ok. 40 proc. rynku.
- Bony nie są sposobem na braki cukru. Zdajemy sobie sprawę, że powtarzamy ruch rządu komunistycznego, który od końca lat 70. też reglamentował cukier. Ale tylko tak możemy zapobiec obecnym spekulacjom cenowym, które są niczym nieuzasadnione i biją w najuboższych - powiedział nam minister rolnictwa
Marek Sawicki, który był wnioskodawcą tego pomysłu.
Od kilku tygodni ceny cukru w Polsce biją wszelkie rekordy. Cukier drożeje, bo produkujemy go w kraju mniej, niż spożywamy, a nie bardzo jest skąd go sprowadzić.
Niemcy mają go więcej, niż spożywają, ale nie chcą nam sprzedać swoich nadwyżek w obawie, że z cukru wyprodukujemy bimber, który potem będziemy chcieli sprzedać za Odrą. A to bezpośrednio uderzyłoby w niemiecki przemysł spirytusowy.
Ukraina też nam cukru nie sprzedaje, bo sama znaczną część przeznacza na bimber.
O cukier jest trudno na całym świecie.
Brazylia przerabia cukier na paliwo, w Tajlandii była susza, w Australii powódź. Kiedy jedna z polskich cukrowni zdecydowała się sprowadzić cały statek cukru z Afryki Południowej, to marynarze po drodze cukier sprzedali. Do tej pory ani cukru, ani statku nie odnaleziono.
Czwartek był kolejnym dniem dramatycznego wzrostu cen cukru. Za kilogram tego produktu od wczoraj w większości sklepów płacimy już ponad 6,5 zł. Nawet w najtańszej sieci - w Biedronce - cukier doszedł do 5,99 zł za kg.
O dziwo, najtańszy cukier jest teraz w osiedlowym warszawskim sklepie, w którym przed tygodniem zakupy robił prezes
PiS Jarosław Kaczyński. Tam cukier jeszcze staniał - teraz kosztuje tylko 4,5 zł za kg. Być może cukier tam tanieje, bo do tego sklepu nikt już nie przychodzi.