Rząd chce kupić laptopy dla pierwszaków z podstawówek. Według projektu Ministerstwa Infrastruktury wyda na to miliard złotych z koncesji, za które płacą telefonie cyfrowe. Laptopy ma dostać pięć kolejnych roczników. Pomysł opisaliśmy w poniedziałek, od razu wywołał kontrowersje.
W małej wiejskiej szkole w Witaszycach koło Jarocina uczy się 240 dzieci. We wrześniu uczniowie dostali 60 laptopów, z programu "Kreatywna szkoła", który finansuje Jarocin. Sprzęt jest w szkole, uczniowie korzystają z niego na lekcjach. Dyrektorka, już za szkolne 3,5 tys. zł dokupiła routery, żeby dostęp do internetu był w całej szkole.
Rozmowa z Aleksandrą Rychel, dyrektorką i nauczycielką matematyki w SP w Witaszycach (Wielkopolska) Aleksandra Pezda: Kilkadziesiąt laptopów na raz dla szkoły - jakie to zrobiło na pani wrażenie? Aleksandra Rychel: Pomyślałam,że laptop pióra nie zastąpi. Jestem otwarta na innowacje, ale też tradycyjna. Dzieci najpierw powinny uczyć się pisać ołówkiem, potem piórem, żeby mieć czytelne pismo. Muszą znać zapach książek. Postanowiłam, że laptopy będą tylko częścią lekcji. A na ławkach mają zostać zeszyty, ćwiczenia i podręczniki.
Jak laptopy przyjęli nauczyciele? - Trochę narzekali. Że nie zdążą się "bawić" tymi komputerami, bo programy są przeładowane. Ale przekonałam ich, że to może poprawić atrakcyjność lekcji. Nie zmuszam. Ale chwalę każdego, kto laptopy na lekcje weźmie. I teraz na plastyce dzieci buszują z nauczycielką po stronach o malarzach i muzeach, oglądają obrazy. Na historii, po wykładzie nauczycielki o jednym z powstań, uczniowie dostają zadania, np. wyszukać informacje o bohaterach powstania. Od razu ćwiczą pracę z materiałem źródłowym.
Pani też używa? - Entuzjastycznie. Wpisujemy np. z uczniami w
Google: "testy matematyczne, klasa piąta, ułamki". Dzieci je wypełniają, a potem same mogą sprawdzić, czy i gdzie popełniły błędy. Doskonały sposób na podsumowanie i utrwalenie materiału z lekcji. Widzę w tym konieczny postęp. A mam za sobą 32 lata pracy. Najpierw pisałam uczniom sprawdziany na tablicy, rozwiązywały je, przepisując. Potem pisałam im je przez kalkę. Kiedy zdobyłam maszynę, pisałam na niej przez kalkę, zawsze więcej egzemplarzy naraz. Weszło ksero - kserowałam. Teraz drukuję testy z komputera. Bo mamy jeszcze za małą przepustowość sieci i nie udaje się otworzyć wszystkich laptopów jednocześnie. Ale i o to się postaram. Bo komputery na ławkach uczniów to dla mnie i dla nich wielka oszczędność czasu i błyskawiczna informacja zwrotna, czego się na lekcji nauczyli.
Pomysł na kupowanie laptopów pierwszakom - dobry czy zły? - Niemal wszyscy moi uczniowie mają komputery w domu. Jeśli miałyby to być komputery do korzystania w szkole - to bardzo dobry pomysł. Dzieci wprawdzie dobrze znają komputery, ale traktują je w domach jak zabawkę. Ewentualnie ściągają zadania domowe. Szkoła powinna pokazać uczniom, do czego może służyć internet i nauczyć pracy ze źródłami.