http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nietęga mina Leppera

Marcin Kącki
2011-03-30, ostatnia aktualizacja 2011-03-30 19:07

Ogłoszenie wyroku ws. seksafery w Samoobronie
Ogłoszenie wyroku ws. seksafery w Samoobronie
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Andrzej Lepper wychodził dziś z Sądu Apelacyjnego w Łodzi z naręczem kwiatów. Dziennikarze pytali go głównie o samopoczucie, ale szef Samoobrony nie miał tu błyskotliwej odpowiedzi.

Marcin Kącki
Marcin Kącki
Wystarczy zajrzeć bowiem w jawną część sądowego uzasadnienia, by zauważyć, że Sądowi Apelacyjnemu poszło tylko i wyłącznie o procedury.

Podczas poprzedniego procesu Lepper przysyłał hurtowo lekarskie zwolnienia. Rozprawy spadały z wokandy. Raz jednak przysłał zaświadczenie, z którego wynikało, że lekarz badał go w czasie, gdy Lepper występował na żywo w TVN24. Sąd to wychwycił i stracił cierpliwość, odrzucając kolejne zwolnienie i rugając chłopskiego trybuna za przeciąganie procesu.

Gdy innym razem Lepper zgłosił na swoją obronę partyjnych działaczy, sąd nie mógł się doprosić, by przyszli i świadczyli o cnotach wodza. A skoro nie przychodzili, sąd ich wykreślił.

Sąd Apelacyjny uznał, że koledzy niższej instancji powinni jednak zapytać fachowców, czy Lepper ozdrowiał tylko dla telewizji, a jego świadków doprowadzić choćby siłą. To były powody, dla których proces Leppera zaczyna się od nowa, a my znów będziemy oglądać go w telewizji.

Nie jest jednak wykluczone, że tym razem, by uniknąć wpadki ze zwolnieniami, Lepper będzie na wizji kulał, kaszlał, albo tracił przytomność. Będzie też czarował niedoinformowanych dziennikarzy, przekonując, że na uchyleniu jego procesu zaważył brak dowodów.

Sąd Apelacyjny owszem, odniósł się do nich, ale przy sprawie Łyżwińskiego, uznając, że pięć zarzutów zostało prawidłowo ocenionych. A dwa, dotyczące molestowania Anety Krawczyk i działaczki z Lublina, wracają do sądu wraz z Lepperem i Łyżwińskim.

Szkoda. Szkoda, że sztuczki Leppera i jego obrońców stanęły na przeszkodzie, by tak ważną społecznie sprawę zamknąć za jednym zamachem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 18 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    49 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':