Dziś
SLD ma złożyć w Sejmie wniosek o informację rządu w sprawie działań dotyczących zwalczania korupcji. W spocie, który od wczoraj można obejrzeć w serwisie YouTube (dziś ma być oficjalnie zaprezentowany na konferencji prasowej), Sojusz krytykuje pełnomocniczkę rządu ds. zwalczania korupcji Julię Piterę za brak efektów działań. Przypomina wcielenie Pitery, która w stroju szeryfa pozowała do zdjęć na okładkę "Newsweeka".
W spocie SLD
Julia Pitera występuje z lassem jako ta, która miała "stać na straży", "ostro walczyć", "pisać ustawy", "tropić korupcję". Tymczasem - jak zarzuca jej Sojusz - nie ma nawet strony internetowej, a więc "mało kto wie, co robi".
SLD przypomina pensję Pitery - 450 tys. zł za trzy lata pracy - "za brak ustawy antykorupcyjnej i zapowiadanych dokumentów". Do "ogromnego" dorobku Pitery autorzy spotu zaliczyli "liczne występy w telewizji", "przeczytanie 20 tys. donosów... i oburzanie się na brak nagrody" przyznawanej przez premiera.
Sojusz wyliczył też "spektakularne interwencje" pani minister: "w sprawie wiejskiej stacji benzynowej, podejrzanego wpisu na Facebooku i zarybienia Wisły w Toruniu, a także wykrycie zakupu dorsza za 8,16 zł przez ministra rządu
PiS, wykrycie zamówienia kalmarów z sosikiem i pomoc w sprawie słupów wysokiego napięcia".
- Chcemy podsumować trzy lata działalności minister Pitery. Jej pensje i kilkuosobowe biuro kosztowało podatników ponad milion złotych, a efektów nie widać. Największa porażka pani minister to zapowiadana trzy lata temu ustawa antykorupcyjna, która była na tyle kontrowersyjna, że nie przeszła nawet konsultacji międzyresortowych i do końca kadencji nie będzie uchwalona - mówi "Gazecie" rzecznik SLD Tomasz Kalita.
Chcieliśmy zapytać o komentarz do spotu Julię Piterę. Nie odpowiedziała jednak na prośbę "Gazety".