- Nigdy nie byłem w Biedronce - przyznaje prezydent Bielska-Białej Jacek Krywult.
- Bielsko to nie wioska, żeby szukać sklepów, a ja nie mam na to czasu. Wybieram te, do których mogę pojechać
samochodem, z parkingiem i łatwym dojazdem, po drodze do i z pracy.
Do bielskiej Biedronki z urzędu miasta trzeba kluczyć
autem jednokierunkowymi uliczkami. Jest w ścisłym centrum, ale nie na sklepowej pustyni, między dużymi marketami Społem i Carrefour. A jednak w piątek drzwi do Biedronki się nie zamykały. - Zauważyłem, że więcej kas otworzyli. Może to piątek? Albo to Kaczyński i Tusk zrobili Biedronce reklamę? - mówi z przekąsem Mieczysław Ślozowski, elegancki pan w średnim wieku.
Kilka dni temu prezes
PiS w towarzystwie kamer wybrał się na zakupy do sklepu osiedlowego w Warszawie, by wytknąć rządowi wzrost cen żywności. Na zarzut dziennikarzy, że wybrał nie najtańszy sklep, Jarosław Kaczyński rzucił hasło, które podchwyciła cała Polska: "Biedronka jest dla najbiedniejszych". Jakby tego było mało, premier Donald Tusk zripostował, że on i jego bliscy robią zakupy w Biedronce. Paweł Tymiński, rzecznik Jeronimo Martins, właściciela sieci Biedronka, nie chce komentować wypowiedzi polityków. - Jesteśmy dla wszystkich - ucina.
- Tutaj są tańsze warzywa, owoce i nabiał - mówi, wychodząc z bielskiej Biedronki, Izabela Bednarska, mama dwójki dzieci. Ma sporo racji, jeśli chodzi o Społem, ale w Carrefourze pomidory i kiwi nie są droższe, a wybór serów i jogurtów w obu sklepach o wiele większy i prawie co dzień są przeceny. Jedyna różnica, jaka się rzuca w oczy, to to, że w Biedronce towary leżą w kartonach zamiast na półkach.
- Chodzę tam, gdzie duży zbyt, bo to oznacza, że produkty świeże - mówi emeryt Karol Tomalik, wynosząc z Biedronki jajka, mąkę, ryż i soki. - A cena cukru skoczyła wszędzie.
Ludzie z pełnymi portfelami, zapracowani, wybierając się na zakupy, kierują się jak prezydent Bielska oszczędnością czasu. Z tego powodu nie omijają też Biedronki. Zagląda do niej Mirosław Neinert, aktor, reżyser i szef katowickiego Teatru Korez, bo ma po drodze. Podobnie Krystyna Doktorowicz, polityk i specjalistka ds. mediów - po ścinki dla kota i wodę mineralną. Krystyna Klaczkowska, asystentka Kazimierza Kutza - po parówki i
wino. A żona Tadeusza Ceglińskiego, bioenergoterapeuty i właściciela pięciogwiazdkowego hotelu Piramida w Tychach, już trzy razy kupiła w Biedronce ciasto.
Socjolog Jacek Wódz, który prowadził dom od początku małżeństwa, zakupy robi do tej pory. - Uwielbiam też gotować. I tak: po ostrygi jeżdżę do Auchan, ale jak potrzebuję kiełbasę do bigosu, idę do Biedronki. Mają tam smaczniejsze ziemniaki niż w Carrefourze - mówi. - Sklepy dla mniej czy bardziej majętnych dzielą ci, którzy nigdy nie robili zakupów. Tańsze sklepy obniżają ceny na obsłudze, a nie na jakości towaru. Co z tego, że ser poda mi urocza pani. Wolę ten sam dwa razy tańszy z kartonu.
- Wypowiedź Kaczyńskiego to pocałunek śmierci dla Biedronki - podejrzewa Neinret. Jego zdaniem ludzie będą się wstydzić wchodzić do sklepu dla najbiedniejszych.
- Skądże znowu! - twierdzi Wódz. - Reklama nie działa racjonalnie, tylko emocjonalnie. Choć Polska to kraj snobów, ważne, że się o czymś mówi.