http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Oświata wszechwiedząca?

Konrad Budek
2011-03-25, ostatnia aktualizacja 2011-03-25 01:35

Obowiązkiem edukacyjnym objęci są wszyscy Polacy do 18. roku życia, co oznacza, że baza danych będzie gigantyczna Pojawia się oczywiste niebezpieczeństwo wycieku takich danych - a byłyby one bezcenne dla wielu instytucji albo dla przestępców. Dlaczego?

MEN każe gimnazjalistom robić projekty w zespołach
Fot. Agnieszka Wocal / AG
MEN każe gimnazjalistom robić projekty w zespołach
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy uważasz, że taka baza danych stanowi zagrożenie?

Tak. Te dane w razie wycieku dałyby potężną władzę temu, kto je zdobędzie
Nie. dobro dzieci jest najważniejsze
Nie interesuje mnie to

Dotychczas w ramach Systemu Informacji Oświatowej gromadzone były takie dane, jak: liczba uczniów w klasach, zarobki nauczycieli oraz statystyczny udział uczniów wymagających specjalnej opieki w szkołach. Wszystkie te dane miały formę zdepersonalizowanego, statystycznego raportu, który był przygotowywany przez dyrektora szkoły i scalany na poziomie kuratorium. Nowa ustawa przewiduje gromadzenie znacznie większych ilości danych, a przede wszystkim ich personalizację.

Wiemy o was wszystko

W tworzeniu długofalowych programów dla instytucji masowej, jaką jest szkolnictwo, nie jest potrzebne gromadzenie danych jednostkowych - istotny jest raczej procentowy udział np. uczniów z ADHD w populacji niż to, że jeden konkretny Jan jest chory i że taką opinię wystawiła o nim poradnia psychologiczna.

Nowa ustawa, poza personalizacją danych i synchronizowaniu ich z bazą PESEL, zakłada także gromadzenie dodatkowych, wrażliwych danych na temat uczniów - m.in. opinii psychologicznych oraz ewentualnych niepełnosprawności. Wlicza się w to także promocję do kolejnych klas, zachowanie, pochodzenie (repatriant, imigrant, etniczny Polak) i sytuację materialną rodziny (np. czy korzystał z pomocy socjalnej oraz dopłat na dojazdy do szkoły).

Celom edukacyjnym ma służyć także odnotowanie, ile razy uczeń złamał nogę na terenie szkoły i czy ma kartę rowerową.

Obowiązkiem edukacyjnym objęci są wszyscy Polacy do 18. roku życia, co oznacza, że baza danych będzie gigantyczna, a dostęp do niej będzie miało wiele osób na wszystkich szczeblach. Pojawia się oczywiste niebezpieczeństwo wycieku takich danych - a byłyby one bezcenne dla wielu instytucji albo dla przestępców. Dlaczego?

Banki, pracodawcy i getta

Najprostszym przykładem mogą być firmy ubezpieczeniowe, które na podstawie historii ucznia mogłyby do woli oszacować ryzyko, a co za tym idzie, wysokość składek. To, że uczeń został uznany za agresywnego, ma ADHD i miał problemy z uzyskaniem karty rowerowej, daje doskonałe podstawy ubezpieczycielowi, by odmówić dorosłemu już człowiekowi polisy AC i OC. Z drugiej strony uczeń, który przez dziesięć lat miał za zachowanie ocenę wzorową, może nie będzie miał takich problemów.

Podobny mechanizm występuje w przypadku banków, które wnikliwie oceniają ryzyko, udzielając kredytów hipotecznych. Informacja na temat systematyczności, z jaką uczeń chodził do szkoły, i jakie są o nim opinie psychologiczne pozwoli bankowym analitykom znacznie celniej ocenić ryzyko kredytowe niż np. statystyka podjętej przez ostatnie miesiące pracy. W systemie informacji oświatowej zawarty będzie także status materialny rodziców, co również może być wykorzystane przez bank do oceny ryzyka kredytowego.

A to, że ze względu na problemy, które miał np. w wieku 14 lat, ktoś nie dostanie kredytu na mieszkanie, może mu przecież zniszczyć życie.

Podobnie jak banki postępować mogą potencjalni pracodawcy.

Patologie wynikające z istnienia spersonalizowanej bazy danych mogłyby się zaczynać już na etapie rekrutacji do szkół - mało która placówka o wyrobionej renomie chciałaby przyjąć do siebie uczniów z problemami psychologicznymi lub rodzinnymi, mogąc wybrać uczniów bez niekorzystnego wpływu środowiska. Może to doprowadzić do kolejnej selekcji, obok dokonywanej na podstawie ocen. I stąd już prosta droga do tworzenia gett.

Zwraca to uwagę na kolejny problem - centralizacja nie sprzyja budowaniu zdrowych relacji między dyrekcją szkoły a rodzicami. Zauważa to protestująca przeciw ustawie fundacja "Rodzice szkole". Zaufanie między ludźmi spotykającymi się twarzą w twarz zawsze będzie większe niż zaufanie do molochów państwowych. Tymczasem świadomość, że wrażliwe dane będą przekazane dalej - do centrali - może wręcz zniechęcić rodziców do dzielenia się problemami z dyrekcją i kadrą szkoły. To, że w kartotece nie znajdą się tego typu dane, mogłoby ochronić dziecko przed konsekwencjami ewentualnego wycieku - choć bez poradni psychologicznych jego problemy mogłyby się jeszcze pogłębić.

Skradniemy ci duszę

Wszystkie wymienione problemy bledną jednak przy możliwościach, jakie ewentualny wyciek danych dałby cyberprzestępcom. Dane osobowe stanowią obecnie przepustkę do niemal wszystkich dziedzin życia, a ich posiadanie daje ogromną władzę. Zapis pierwszych osiemnastu lat życia danej osoby i informacje o niej pozwolą zarówno zdobyć jej zaufanie (Cześć, to ja, Krzysiek! Nie poznajesz mnie? No przecież to ja zawołałem pielęgniarkę, gdy złamałeś sobie rękę w czwartej klasie, no nie pamiętasz?) lub wręcz się pod tę osobę podszyć (numer PESEL, miejsce zamieszkania, imiona rodziców, wychowawców, wyniki szkolne, wykształcenie i status materialny). Ukradzioną tożsamość można wykorzystywać do prania brudnych pieniędzy, rejestracji fikcyjnych firm, aż do daleko idących oszustw podatkowych.

Kopalnia ''haków''

Osobnym, choć równie realnym zagrożeniem wynikającym z istnienia tego typu bazy danych jest wykorzystywanie jej przez państwo do niewłaściwych celów. Tego typu zbiór informacji byłby istną kopalnią "haków". Wyobraźmy sobie np. dodanie jednej pozycji w tabeli, np. "drobiazgu" o ADHD.

Minister się broni, że system będzie bezpieczny i trzymany z daleka od internetu. Jest to kompletna bzdura. Takiej bazy danych nie ma. Najlepszym dowodem na to jest wybuch afery Wikileaks, gdzie wyciekły tajne depesze amerykańskich dyplomatów. A USA mają znacznie więcej pieniędzy na zabezpieczenie swoich danych i dużo bardziej zaawansowane zaplecze technologiczne.

Czy odpowiednia łapówka dla kuratora z dostępem do systemu nie skłoni go do udostępnienia danych?

Osobnym zagadnieniem związanym z ustawą o informacji oświatowej jest gromadzenie danych nauczycieli - w tym także tych pracujących w placówkach prywatnych. O ile gromadzenie danych na temat zarobków nauczycieli w szkołach państwowych ma głębokie uzasadnienie, o tyle wpisywanie w ten system placówek prywatnych wydaje się kompletnie pozbawione sensu - wręcz szkodliwe, gdyż kontroli podlegałyby pensje w firmie prywatnej, w której wynagrodzenia powinny być elementem wewnętrznej polityki finansowej i ze względów biznesowych nie powinny być upowszechniane. Nadal jednak nauczyciel ma możliwość odejścia z zawodu, jeśli nie odpowiada mu obecność w bazie danych. Uczniowie takiej możliwości nie mają.

Dobro dzieci zasłoną dymną

Zakładając, że podobną bazę danych chciałoby stworzyć MSWiA - powiedzmy na potrzeby monitorowania jednostek agresywnych i kontrolowania ich - ustawa nie miałaby szansy przejść jako budowanie nowoczesnego totalitaryzmu. Tym razem wielokrotnie przywoływane dobro dzieci stanowi rodzaj zasłony dymnej wykorzystywanej, by stworzyć bazę informacji o obywatelach, która niekoniecznie będzie służyła wyłącznie dobrym celom.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 7 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Asad zabija Homs

Jeśli nie zginiemy od bomb, to niedługo umrzemy z głodu. Niech choćby sam diabeł uratuje nas przed Asadem! - błagają mieszkańcy syryjskiego miasta, w którym zginęły już 3 tys. osób