http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

W poszukiwaniu straconego absolwenta

Wojciech Staszewski
2011-03-23, ostatnia aktualizacja 2011-03-23 17:43

Łukasz Tokarski, lat 26 - Nie aplikuję tylko na ogłoszenia typu ''bezpłatny staż z możliwością podpisania umowy''. Korporacje szukają ''białych murzynów'', którzy im przewalą za darmo tonę papierów, a po miesiącu biorą kolejnych
Łukasz Tokarski, lat 26 - Nie aplikuję tylko na ogłoszenia typu ''bezpłatny staż z możliwością podpisania umowy''. Korporacje szukają ''białych murzynów'', którzy im przewalą za darmo tonę papierów, a po miesiącu biorą kolejnych
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta

Młodzi, zdolni, po studiach, z językami - a nie mogą znaleźć porządnej pracy. Próbowałem odnaleźć ich w życiu

Augustyna Godlewska, lat 26 - Chciałam szybko pracować, studiowałam, usamodzielniłam się szybko, mam nawet trochę oszczędności, chcę iść na studia podyplomowe na SGH. A teraz kolejny raz muszę szukać pracy
Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja
Augustyna Godlewska, lat 26 - Chciałam szybko pracować, studiowałam...
ZOBACZ TAKŻE
Najpierw na portalu GoldenLine.pl wysłałem wiadomość do wszystkich uczestników dyskusji na wątku "Praca szuka mnie w Warszawie". Najbardziej charakterystyczna była odpowiedź od Adama: - Czego dokładnie ma dotyczyć wywiad, czemu ma to służyć? Nie chcę być postrzegany jako osoba z wiecznymi problemami z poszukiwaniem pracy. Obecnie ją mam i jestem z niej zadowolony. - Ja to nie, może moja siostra, Augustyna, ona ma trochę problemów - to druga odpowiedź. Naprawdę chcielibyście mieć takie "problemy" na rynku pracy jak ona.

Bo pracuję od matury

Augustyna Godlewska ma 26 lat i pracuje od matury (w 2004 r. skończyła liceum ekonomiczne), bo zawsze chciała być samodzielna. Poszła na zarządzanie na UW, ale zaocznie, żeby móc pracować. Najpierw jako doradca klienta w firmie telekomunikacyjnej - zawierała umowy na zmiany taryfy. Za pierwszy miesiąc zapłacili jej połowę stawki, po drugim odeszła do wydawnictwa związanego z obsługą administracji samorządowej, za 1,5 tys. zł. Ale rozsyłała CV do banków, bo do liceum ekonomicznego poszła przecież z miłości do finansów. W jednym zaprosili ją na rozmowę.

- Aplikowałam do infolinii. Szłam przez śnieżycę, dotarłam cała rozmazana - wspomina. - Zaczęłam jako stażystka za 1,3 tys. zł plus premia zależna od wyników. Po trzech miesiącach już liderowałam i zarabiałam łącznie koło 2,5 tys.

W każdy weekend, od piątku zaraz po pracy do niedzieli, miała zajęcia na studiach. Po zajęciach przyjeżdżał po nią chłopak, w niedzielę mieli jedyne wolne popołudnie. Ale żadnych imprez, wyjazdów. Za to w pracy awans za awansem, została specjalistką ds. utrzymania klienta w dziale retencji. Pensja poszybowała w dobrych miesiącach nawet do 10 tys. zł. A Augustyna zaczęła też działać w fundacjach charytatywnych.

W 2008 roku wróciła z wakacji i dowiedziała się, że dział rozwiązują. Zaczął się kryzys i bankowi nie zależało już tak bardzo na utrzymywaniu klienta, tylko na ściąganiu wierzytelności. Przeszła do działu windykacji. A pół roku później, kiedy jej bank łączył się z innym, została zwolniona w związku z likwidacją stanowiska pracy.

- W marcu 2009 zaczęłam znów wysyłać CV, ale nie do banków, bo banki zwalniały. Choć na jednej rozmowie w banku byłam, ale sama ją przerwałam, bo miała być praca w retencji, a na rozmowie się okazało, że chodzi o pracę w okienku - opowiada Augustyna. - Aplikowałam do leasingu, do ubezpieczeń i do PR-u, bo na studiach interesowało mnie też dziennikarstwo.

W kwietniu poszła na rozmowę do małej agencji PR.

- To będzie dla pani straszne cofnięcie w karierze - dziwił się jej przyszły szef.

- Czasem trzeba zrobić krok do tyłu, żeby zrobić skok do przodu - odpowiedziała i dostała pracę. Trzy czwarte etatu za 1,5 tys. zł. Cieszyła się z nowych doświadczeń, ale i tu dopadł ją kryzys: międzynarodowa firma IT z branży logistycznej, którą obsługiwała, cięła koszty. Wysłała CV do działu sprzedaży dużego portalu. Dostała pracę w grudniu z samochodem służbowym (prawo jazdy miała, musiała się w końcu nauczyć jeździć po Warszawie) i pensją w granicach 2,5-3 tys. plus premia (razem wychodziło ok. 5 tys.).

- Odeszłam w sierpniu 2010 roku, bo się męczyłam. Nie odnalazłam się w takiej sprzedaży - przyznaje Augustyna. - Ale już byłam po pierwszej rozmowie kwalifikacyjnej do dużego banku. Druga była po wakacjach, dostałam stanowisko doradcy klienta zamożnego. To nie była praca moich marzeń, ale cieszyłam się, że wracam do finansów, uzupełnię swoją wiedzę w zakresie funduszy inwestycyjnych, produktów kredytowych, depozytowo-oszczędnościowych oraz ubezpieczeniowych. I pieniądze były niezłe.

Na koniec grudnia zeszłego roku dowiedziała się jednak, że bank nie przedłuży z nią trzymiesięcznej umowy zawartej na okres szkoleń. - Nie wiem dlaczego - mówi Augustyna. - Ale ja naprawdę chcę pracować w zarządzaniu relacjami z klientem, kreować programy lojalnościowe. Niestety, na rynku nie ma teraz popytu na pracę w tym obszarze.

- Masz wysokie oczekiwania.

- Tak, bo mam 26 lat, ukończyłam bardzo dobrą uczelnię, mam dużą wiedzę i bogate doświadczenie w różnych branżach. Mam silne poczucie własnej wartości. Może w życiu osobistym tego nie widać, ale w pracy tak.

- To atut czy przeszkoda?

- Sama się zastanawiam. Pamiętam, że w agencji PR, w której pracowałam, nie zatrudniano osób z za dużymi kwalifikacjami, odpadł nawet kandydat po MBA. Osoby, które miały stanowiska menedżerskie, a straciły pracę, mogą mieć problem ze znalezieniem nowej, bo mają zbyt wysokie kwalifikacje.

- Wysyłasz CV?

- Tak, ale w ciągu miesiąca wysłałam kilka. Nie jak moja koleżanka, która przerwała studia, od wakacji szuka pracy i wysyła po dwadzieścia CV dziennie. Nie tylko list motywacyjny, ale też CV warto sprofilować pod konkretnego pracodawcę. Jestem trochę zmęczona

- Jak na emeryturze?

- Nie. Chciałam szybko pracować, studiowałam, usamodzielniłam się szybko, mam nawet trochę oszczędności, chcę iść na studia podyplomowe na SGH. A teraz kolejny raz muszę szukać pracy.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 28 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':