Wczoraj, po półrocznej przerwie, na wokandę wróciła precedensowa sprawa o zbrodnię wojenną (zabójstwo cywilów). W sierpniu 2007 r. w ostrzale wioski zginęło sześcioro Afgańczyków, w tym cztery kobiety i dziecko. Według prokuratury to miał być odwet za zasadzkę talibów i uszkodzenie dwóch pojazdów wojskowych miną pułapką. Padł rozkaz: "przep... trzy wioski".
Na ławie oskarżonych jest siedmiu komandosów: dowódca zespołu bojowego z bazy "Charlie" kpt. Olgierd C. (zastrzegł swoje dane), ppor. Łukasz Bywalec, chor. Andrzej Osiecki, plut. Tomasz Borysiewicz i trzech starszych szeregowych - Damian Ligocki, Jacek Janik i Robert Boksa, wówczas żołnierze 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego. Kapitan przeczy, by wydał rozkaz. Żołnierze nie przyznają się.
Odpowiadają z wolnej stopy. Chor. Osiecki "Osa" już w niedzielę
gra w teatrze w Bielsku-Białej rolę opartą na tych zdarzeniach.
Sprawa budzi kontrowersje: czy żołnierze wysyłani na misje wojskowe muszą się liczyć z tym, że jadą zabijać? Czy armia (także kontrwywiad wojskowy) jest przygotowana do takich zadań? W procesie idzie głównie o ustalenie: czy użyty moździerz i granaty były sprawne; czy żołnierze wstrzeliwali się w punkty obserwacyjne talibów; czy widzieli zabudowania i kręcących się tam cywilów? Dlatego od początku obrona domaga się wizji lokalnej w Nangar Khel. Prokuratura się nie zgadza, twierdzi, że to "niewykonalne".
Teraz, gdy proces dobiega końca, mec. Andrzej Reichelt (broni Osieckiego i Borysiewicza) ponowił wniosek o wizję. Sędziowie decyzję podejmą dziś. Szansa na wyjazd do Afganistanu jest niewielka. Przewodniczący rozprawom płk. Mirosław Jaroszewski rzucił wczoraj pytanie: - Pomijam kwestie techniczne, ale jak bym miał zmusić świadków do takiego wyjazdu?
Sędzia z decyzją postanowił zaczekać do zakończenia przesłuchania biegłego od fotogrametrii kpt. Rafała Dąbrowskiego z WAT. Na podstawie zdjęć satelitarnych, danych radarowych, map numerycznych, szkiców i meldunków po ostrzelaniu Nangar Khel odwzorowywał on, co tam się stało: gdzie padły granaty, czy ze stanowiska moździerza widać było zabudowania. Biegły pokazał nawet wizualizację
wideo. Ale przyznał, że dokładność odwzorowania detali wynosi: w poziomie około 10 m, w pionie 13. Dodał, że nie odtworzył wysokości budynków i przeszkód terenowych, np. drzew, bo nikt ich w Nangar Khel w 2007 r. nie pomierzył. Wniosek biegłego: "granaty mogły upaść w innych [niż zaznaczone] miejscach", "możliwe, iż ze stanowisk ogniowych nie było widać zabudowań".
Tym bardziej adwokaci domagali się wizji w Nangar Khel. Jeśli sąd uzna ją - jak prokuratura - za "niewykonalną" trwający od dwóch lat proces zakończy się. Sąd oddalił bowiem wczoraj kilka innych wniosków, np. o przesłuchanie gen. Waldemara Skrzypczaka, byłego dowódcy wojsk lądowych, który publicznie mówił, że tego procesu nie powinno być. Oraz byłego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego Antoniego Macierewicza, który - zdaniem obrony - w 2007 r. forsował oskarżenie żołnierzy.