http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Amerykanie gonią Kaddafiego

Bartosz T. Wieliński
2011-03-21, ostatnia aktualizacja 2011-03-21 12:47

Zniszczony budynek administracji publicznej w Bab Al- Azizya
Zniszczony budynek administracji publicznej w Bab Al- Azizya
Fot. AP/Jerome Delay

W nocy amerykańskie tomahawki uderzyły w kwaterę główną Kaddafiego pod Trypolisem. Dyktatora jednak w niej nie było. Na wschodzie Libii rebelianci szykują się do ofensywy, Kaddafi zaś wzywa do "zielonego marszu" na Bengazi.

Zdjęcie z pokładu niszczyciela USS Barry, który bierze udział w interwencji
Fot. Petty Officer 3rd Class Jonathan Sunderman AP
Zdjęcie z pokładu niszczyciela USS Barry, który bierze udział w interwencji
US Navy opublikowała zdjęcia z pokładu niszczyciela USS Barry, który bierze udział w interwencji
Fot. HO Reuters
US Navy opublikowała zdjęcia z pokładu niszczyciela USS Barry, który bierze...
ZOBACZ TAKŻE
LIBIA_20_03
LIBIA_20_03
SONDAŻ
Czy celem ataków koalicji powinien być sam Kaddafi?

Tak, inaczej nigdy nie uda się go obalić
Nie, koalicja powinna tylko atakować cele wojskowe
Ta interwencja w ogóle nie powinna mieć miejsca

Trzypiętrowy betonowy budynek stojący w sercu bazy wojskowej Bab al-Azizia amerykańskie tomahawki zamieniły wczoraj w nocy w dymiące zgliszcza, wokół których walały się szczątki rakiety. Według amerykańskich i brytyjskich wojskowych ze zniszczonego gmachu dowodzono libijską armią. - Libijscy dowódcy nie są w stanie zapanować nad wojskiem - twierdzili po ataku zachodni wojskowi. Ale to nie jedyna przyczyna ataku. W Bab al-Azizia od lat rezyduje libijski dyktator płk Kaddafi. Choć amerykańscy wojskowi zarzekają, ze zabicie go nie jest celem operacji "Świt Odysei", to atak miał przypomnieć dyktatorowi i jego otoczeniu, że nigdzie w Libii nie są bezpieczni. Kaddafi zresztą z tego doskonale zdaje sobie sprawę. W 1986 r. cudem przeżył bombardowanie, gdy w odwecie za zamach na amerykańskich żołnierzy, prezydent Ronald Raegan wysłał nad Trypolis bombowce F-111. Kaddafiemu udało się uciec z rezydencji w bazie Bab al-Azizia dosłownie w ostatniej chwili.



Skutki wczorajszego ataku mogli oglądać akredytowani w Trypolisie zachodni dziennikarze, których władze ściągnęły na miejsce. - To barbarzyński atak - mówił rzecznik rządu. Na pytanie o los Kaddafiego nie chciał odpowiedzieć. Wiadomo, że odkąd na Trypolis spadają amerykańskie i brytyjskie pociski dyktator nie pokazuje się nawet w libijskiej telewizji, a jedynie łączy się ze studiem przez telefon. Liczy, że w ten sposób trudniej będzie go zlokalizować. Nie wiadomo, czy atak na bazę nie kosztował życia cywili. Gdy w sobotę na Libię spadły pierwsze Tomahawki bazę zalał tłum zwolenników Kaddafiego, którzy zamierzali utworzyć wokół niego "żywy kordon".

Wojskowy bunkier to nie jedyny cel w Trypolisie, na który w nocy spadły tomahawki. Pociski odpalił też brytyjski okręt podwodny. Celem były stanowiska libijskiej obrony przeciwlotniczej, które przetrwały sobotni atak.

Wieczorem z baz w Wielkiej Brytanii ruszył kolejny nalot myśliwców bombardujących Tornado. Gdy maszyny znalazły się nad Libią ich atak odwołano z powodu cywilów znajdujących w pobliżu celów. Nad Libię wyleciały też francuskie, duńskie i włoskie myśliwce. Nie miały nic do roboty, bo libijskie lotnictwo nie daje żadnego znaku życia. Zniszczono za to kolumnę czołgów zmierzającą w kierunku rebelianckiej stolicy, Bengazi.



Wieczorem libijscy wojskowi ogłosili kolejne w tej wojnie zawieszenie broni. Biały Dom go jednak nie uznał. - Zawieszenie broni natychmiast po ogłoszeniu zostało pogwałcone przez wojska rządowe. Albo nigdy nie miało naprawdę miejsca - oświadczył Tom Donilon, doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa. Amerykanie zapowiedzieli, że każdy oddział wojskowy atakujący cywilów będzie celem ataku ich lotnictwa.Kaddafi widząc, że jego armia przegrywa nakazał "zielony marsz na Bengazi". - Demonstranci wraz z ludowymi deputowanymi pochodzącymi z różnych plemion, z pokojowymi zamiarami i gałązkami oliwnymi w dłoniach, mają ruszyć na wschód. Będą chronieni przez uzbrojonych obywateli, bo druga strona też jest uzbrojona. Celem marszu jest pokrzyżowanie planów obcokrajowcom, którzy chcą podzielić Libię i ją splądrować - przekazała ludowi słowa dyktatora państwowa agencja prasowa Jana.

Tymczasem rebelianci przegrupowują się w Bengazi do ataku na zachód. Rano z ich stolicy wyjechał konwój 50 pojazdów wiozących bojowników. - Naszym celem jest Brega i Ras Lanuf. Wróg jest zdemoralizowany, nie będzie walczył. Dziękujemy Francuzom, ale to my Libijczycy musimy dokończyć rozprawę z Kaddafim - zapewniali rebelianccy dowódcy.

Przeczytaj też komentarz: ''Libijczycy sami muszą go obalić''
Potrzebna pomoc dla uchodźców z Libii. Zbiórkę prowadzi PAH



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 13 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':