http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Za rower do więzienia

Beata Łabutin, Opole
2011-03-19, ostatnia aktualizacja 2011-03-18 20:28

Czy kaleka pójdzie na dziewięć miesięcy do więzienia za to, że jechał na rowerze, co zalecił mu lekarz?

Rower
Fot. Leif R Jansson / SCANPIX AP
Rower
Andrzej Kiedrzyn z Kluczborka ma 46 lat, dwie kule ortopedyczne oraz starą pomarańczową damkę. W 2006 r. pracował przy ocieplaniu budynku. Spadł z czwartego piętra. Cudem przeżył. Lekarzom udało się go poskładać. Potem długotrwała rehabilitacja. Deskorolkę, na której, siedząc, poruszał się po mieszkaniu, zamienił na kule. Potem rower - prowadząc go, może przejść sto metrów, a nawet kawałek podjechać.

Jesień 2007 r. Wracał od znajomego po kielichu i piwie. Zatrzymała go policja. Miał niecały promil alkoholu. Sąd, rozprawa, wyrok - dziewięć miesięcy więzienia z zawieszeniem na trzy lata i zakaz jazdy na rowerze.

Od tamtej pory Andrzej nie pije. Odstawił w kąt damkę, ale poza domem nie może się bez niej poruszać. Ma od lekarza zaświadczenie, że ze względu na niedowład nóg jedynym dostępnym dla niego środkiem lokomocji jest rower.

W październiku 2008 r. wraca z miasta do domu. Wsiada na prowadzony rower. Pusta alejka, nie ma ludzi i samochodów. Ale jest patrol. I policjant, który go zna i wie, że Kiedrzyn ma wyrok za jazdę na rowerze "po spożyciu". Jeszcze tego samego dnia policjanci dzwonią do prokuratury. Ta kieruje sprawę do sądu.

- Sąd odwiesił mi karę więzienia, ale odwołałem się i dostałem odroczenie - opowiada pan Andrzej. Gdy termin odroczenia się kończył, odwołał się drugi raz. Wtedy sąd w Kluczborku zażądał opinii biegłego lekarza sądowego z Opola. Zdaniem biegłego nie ma bezwzględnych przeciwwskazań do odbycia kary więzienia. Ze względu na planowaną operację przepukliny biegły wnioskował, by karę odroczyć do końca czerwca, co sąd uczynił. - Ale co będzie dalej? - pyta pan Andrzej.

Dr Antoni Bobiński, neurolog, który leczy Andrzeja, przyznaje, że ani on, ani jego pacjent nie kwestionują winy: - Policja jest od tego, by zatrzymywać, prokurator, by pilnować prawa, a sąd, by wydawać wyroki. Tylko gdzie w tym wszystkim człowiek? Chory, któremu lekarz zalecił jazdę na rowerze, jedzie nim po pustej alejce, trzeźwy jak niemowlę, i ma iść za to do więzienia? Tylko dlatego, że kilka lat wcześniej wsiadł na rower po piwie? - denerwuje się lekarz.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 123 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    51 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':